Amerykański rynek akcji ogarnęła jakaś dziwna euforia po tym, jak Rezerwa Federalna nie podniosła stóp procentowych. Nasdaq ruszył niemal pionowo w górę, osiągając najwyższy poziom od 14 miesięcy. Wall Street weszło w zakres „ekstremalnej chciwości”.


S&P500 zakończył czwartkową sesję na poziomie 4 425,84 punktów, zwyżkując o 1,22%. To najwyższy poziom tego indeksu od kwietnia 2022 roku. Była to także szósta z rzędu wzrostowa sesja.
14-miesięczne maksimum osiągnął Nasdaq Composite, który urósł o 1,22% i także zakończył na plusie szóstą sesję z rzędu. Od początku roku indeks ten poszedł w górę o 32%. Dow Jones po zwyżce o 1,26% osiągnął pułap 34 408,06 pkt. – czyli najwyższy od grudnia.
Tym razem wzrosty cen akcji rozlały się po wszystkich sektorach, ale ponownie najmocniej widoczne były w branży technologicznej. Akcje Microsoftu podrożały o 3,2%, Mety o 3,1%, Oracle o 3,5%, a Adobe i Accenture o przeszło 2%. Wygląda jakby rynek szukał kolejnych po Nvidii kandydatów do „wygrzania” w ramach spekulacyjnej manii na spółki związane ze „sztuczną inteligencją”.
Trudno też uciec od tego, co dzień wcześniej inwestorom powiedział Jerome Powell. Wypowiedzi szefa Rezerwy Federalnej skutecznie złagodziły „jastrzębi” układ fedokropek i utwierdziły rynek w przekonaniu, że Stany Zjednoczone zbliżają się do końca cyklu zacieśniania polityki monetarnej.

- Rynek zwyżkuje a rentowności spadają, ponieważ rynek nie wierzy, że Fed jest tak „jastrzębi”, jak to pokazuje – skwitował Ross Mayfield analityk z Baird cytowany przez agencję Reuters.
Reakcja Wall Street jest jednak o tyle specyficzna, że przez poprzednie 9 miesięcy ceny akcji szły w górę na fali spekulacji na temat „Fed pivot” – czyli rychłego zakończenia podwyżek i rozpoczęcia obniżek stóp procentowych. Tymczasem podwyżki wciąż trwają – rynek terminowy daje 67% szans na to, że kolejna nastąpi w lipcu. Co więcej, z agendy niemal znikły rachuby na cięcia stopy funduszy federalnych w VI kwartale. Jeszcze w marcu liczono na obniżki rzędu 75-100 pb. Teraz rynek terminowy wycenia jedynie grudniową obniżkę (o 25 pb.) po lipcowej podwyżce - wynika z danych FedWatch Tool.
Od kilku tygodni amerykański rynek akcji ostro prze „na północ”, po drodze dzielnie ignorując wszelkie negatywne sygnały. Pomaga także sytuacja techniczna (przełamanie sierpniowego szczytu przez S&P500) oraz rewidowanie w górę prognoz zysków spółek przez giełdowych analityków. Wygląda to tak, jakby coraz więcej inwestorów uwierzyło w narodziny nowej hossy. W rezultacie wskaźnik rynkowego sentymentu autorstwa CNN Business wszedł w strefę „ekstremalnej chciwości”. Raptem trzy miesiące temu wskazywał on na „ekstremalny strach” inwestorów.
W cieniu tego giełdowego szaleństwa na rynek spłynęła cała fala raportów z gospodarki USA. Pozytywnie zaskoczyła sprzedaż detaliczna, która w maju wzrosła (nominalnie!) o 0,3% mdm, choć spodziewano się jej spadku o 0,1%. Nieoczekiwanie spadła za to produkcja przemysłowa (o 0,2% mdm). Tu oczekiwano wzrostu o 0,1%.
Mieszane sygnały dały lokalne wskaźniki koniunktury przemysłowej za czerwiec Indeks Fedu z Filadelfii wskazał na -13,7 pkt. wobec -10,4 pkt. w maju. Ale już analogiczny indeks dla okręgu nowojorskiego (NY Empire State) nieoczekiwanie podskoczył z -31,8 pkt. do 6,6 pkt., podczas gdy oczekiwano jego poprawy tylko do -15,1 pkt. Drugi raz z rzędu negatywnie zaskoczyły cotygodniowe statystyki nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Było ich 262 tys. Czyli tyle samo co przed tygodniem. Rynkowy konsensus zakładał odczyt na poziomie 250 tys.



























































