Rano świeże dorsze na przystani można było jeszcze kupić, ale wiadomo, że niedługo będzie to rybny rarytas. Klienci są niepocieszeni i mówią, że będą musieli się zadowolić innymi gatunkami ryb. Amatorzy ryb współczują rybakom i zastanawiają się, z czego będą żyć.
Sami rybacy oceniają, że nastały najtrudniejsze czasy na Bałtyku w historii polskiego rybołówstwa. Mówią, że zakaz może być wydłużony nawet do końca roku, co oznaczałoby bankructwo dla załóg wielu kutrów. Jeden z armatorów, Czesław Klimczak podkreśla, że polscy rybacy mogą stracić pracę w kraju i wyemigrować za chlebem. Dodaje, że naszych rybaków z otwartymi ramionami przyjmą armatorzy w Irlandii, Francji czy Norwegii.
Rybacy mówią, że ich dramat pogłębia konieczność spłacenia kredytów, które zaciągnęli na zakup bądź remont kutrów. Podkreślają, że do ostatniej chwili czekali na pomyślne wieści z Warszawy, te jednak nie nadeszły.
Resort uzasadnia niezwłoczne wprowadzenie zmian analizą danych z Systemu Informacji Rybołówstwa Morskiego. Na ich podstawie oszacowano, że Polscy rybacy wykorzystali 80 procent kwoty przeznaczonej do odłowienia w 2008 roku.
Działanie to, jak twierdzi resort rolnictwa, ma na celu zabezpieczenie przed powtórzeniem się sytuacji z 2007 roku, kiedy w wyniku przekroczenia przez Polskę kwoty połowowej dorszy Komisja Europejska wstrzymała połowy dorsza do końca 2007 roku. Ministerstwu chodzi o to, by polscy rybacy mogli wznowić połowy pod koniec roku. Wtedy - ze względu na święta Bożego Narodzenia- zapotrzebowanie na ryby w naszym kraju jest największe.
Źródło:IAR



























































