Nowe przepisy dotyczące obowiązkowego oskładkowania wszystkich umów cywilnoprawnych uderzą we freelancerów, alarmuje branża. Dodatkowe wydatki poniosą również firmy zatrudniające tzw. wolnych strzelców. Koszty pracodawców mogą wzrosnąć o blisko 40 proc.


W Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej trwają prace nad nałożeniem obowiązku opłacania składek ZUS od umów cywilnoprawnych, tj. umów-zleceń i o dzieło, niezależnie od uzyskanych dochodów oraz zniesienie zasady opłacania składek na ubezpieczenie społeczne od płacy minimalnej z tytułu umów cywilnoprawnych. Nowe przepisy miałyby najprawdopodobniej obowiązywać od 1 stycznia 2025 r.
– Nie wdrażamy tych przepisów, żeby zadowolić Brukselę czy wypełnić jakieś tabelki w Excelu, ale po to, żeby faktycznie rozwiązać istniejące problemy. W kwestii umów o dzieło mówimy o rozwiązaniu sprawy budzącej największe wątpliwości ze społecznego punktu widzenia. Na razie nie chcę wchodzić w te niuanse. Zobaczymy, jaki ostatecznie kształt przybierze ustawa, która musi być jeszcze szeroko skonsultowana (...) Vacatio legis musi być odpowiednio długie, żeby pracodawcy zdążyli się dobrze przygotować – mówiła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra rodziny, pracy i polityki społecznej.
ReklamaZobacz także
Jednocześnie warto wspomnieć, że oskładkowanie wszystkich umów cywilnoprawnych wynika z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Kamień milowy A4.7 zakłada „ograniczenie segmentacji rynku pracy i zwiększenie zabezpieczeń społecznych określonych pracowników”. W dalszej części przeczytamy, że „w tym celu wszystkie cywilnoprawne umowy o pracę będą podlegały składkom na ubezpieczenie społeczne z wyjątkiem umów-zleceń zawartych z uczniami szkół średnich oraz studentami w wieku do 26 lat”.
Nowe przepisy uderzą w "wolnych strzelców"
Środowisko freelancerów w Polsce zwraca uwagę, że jeżeli wszystkie umowy, a zwłaszcza te o dzieło, zostaną ozusowane, to branża może ucierpieć. Według danych platformy Useme obecnie ponad 330 tys. osób pracuje jako tzw. wolni strzelcy. Należą do nich m.in. graficy, content creatorzy, fotografowie czy filmowcy.

– To, co jest kluczowe, a o czym zapomina się w dyskursie publicznym, to fakt, że polski freelancing nie jest aż tak rozwinięty jak ten zachodni, zarówno pod kątem liczby osób, która pracuje dla tej branży, jak i wartości rynku. Dla większości (59,9 proc.) polskich wolnych strzelców freelancing to dodatkowe źródło zarobków. A to oznacza, że podatki i wszystkie składki już są opłacone. Zatem oskładkowanie wszystkich umów będzie prowadziło do płacenia składki np. zdrowotnej kilka razy, co i tak nie będzie przekładało się na łatwiejszy lub szybszy dostęp do opieki zdrowotnej – mówi Przemysław Głośny, prezes Useme.com.
Oskładkownie umów oznacza niższe zarobki
Przedstawiciele branży alarmują, że oskładkowanie wszystkich umów będzie prowadziło do spadku dochodu aż o 28 proc., jeśli firma nie zwiększy kosztów umowy po swojej stronie. Według wyliczeń Grant Thorton kwota netto zleceniobiorcy spadnie o 28 proc. Natomiast koszt firmy wzrośnie prawie o 40 proc., jeśli zleceniobiorca ma po ozusowaniu umowy-zlecenia dostać taką samą kwotę „na rękę”.
– W Polsce co prawda mówi się o tym, że zmiany miałyby nie dotknąć osób do 26 roku życia. Jednak, jak pokazuje rzeczywistość, tych wśród polskich freelancerów jest niewielu. "Wolni strzelcy" to przede wszystkim (dwie trzecie tej grupy) osoby pomiędzy 26 a 45 rokiem życia. Dodatkowo, jeżeli dodamy grupę 46-55 lat, to wówczas bezrobociem może być zagrożonych ponad trzy czwarte freelancerów w naszym kraju – podkreśla Przemysław Głośny.
Z badania „Freelancing w Polsce 2023” wynika, że osób w wieku 18-25 lat pracujących jako freelancerzy jest w rzeczywistości 18,7 proc. Przedstawiciele branży podkreślają, że zaprzecza to stereotypowemu obrazowi freelancera przedstawiającego studenta lub osobę zaraz po studiach.
– Dodatkowym ważnym argumentem w dyskusji jest fakt, że dwie trzecie freelancerów w Polsce zarabia miesięcznie do 3 tys. zł oraz to, że pracują oni przede wszystkim dla mikrofirm oraz małych i średnich przedsiębiorstw, których sytuacja finansowa w ciągu ostatnich 2-3 lat bardzo się pogorszyła – podsumowuje Głośny z Useme.com.
Dodatkowa składka od około 600 tys. osób
W 2023 r. zgłoszono do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych 1,6 mln umów o dzieło, o 81,7 tys. mniej niż w 2022 r. Jak pokazują dane ZUS-u, który od ponad trzech lat prowadzi rejestr umów o dzieło, z tej formy korzysta około 340 tys. osób rocznie. Dla porównania ogół osób aktywnych na rynku pracy wynosi około 17 mln osób. Natomiast na koniec zeszłego roku na umowach-zleceniach pracowało 1,9 mln osób, z czego składki emerytalne i rentowe płaciło od nich 1,3 mln osób, co oznacza, że jeśli zostaną one ozusowane w pełni, to dodatkowa składka popłynie do ZUS-u od około 600 tys. osób.
"Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich policzył na podstawie danych z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, ile pieniędzy trafi dodatkowo do ZUS-u po oskładkowaniu umów śmieciowych. Ekspert otrzymał dane pokazujące, jaka była wartość odprowadzonej składki zdrowotnej oraz emerytalnej i rentowej. Na tej podstawie oszacował, jaka była wartość umów, od których składka nie została opłacona. W zeszłym roku było to niemal 13 mld zł. Gdyby od tej sumy miała wpłynąć składka na ubezpieczenia społeczne, Fundusz Ubezpieczeń Społecznych byłby zasobniejszy o 4,2 mld zł" - podaje DGP.
Teraz składki, a później wyższe emerytury
Eksperci z branży wskazują, że w wielu wypowiedziach Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej powołuje się na raport z 2020 „Pełne dochody - niepełne składki. Zbieg tytułów do ubezpieczeń społecznych i konsekwencje dla systemu ubezpieczeń społecznych”. Autorzy tego opracowania, jak i przedstawiciele dotychczasowych rządów, starają się udowodnić, że obecna sytuacja jest niekorzystna dla freelancerów czy wykonawców, gdyż przez brak ozusowania wszystkich umów zlecenie i o dzieło blisko miliona osób będzie miało niższą emeryturę w przyszłości.
Jednocześnie eksperci wskazują, że należy zadać jedno pytanie: "o jakich wysokich i godnych emeryturach rozmawiamy za 20-30 lat, skoro już dziś ZUS komunikuje, że średnia emerytura to 3482,63 zł brutto, co stanowi ok. 41 proc. średnich zarobków w Polsce, a jeszcze w 2021 roku ten wskaźnik był na poziomie 53 proc. Co więcej, już 3 lata temu, tj. w 2021 roku, ówczesna prezes ZUS oficjalnie zapowiedziała: „Prognozujemy, że w 2040 r. stopa zastąpienia będzie poniżej 40 proc. i dalej będzie spadać".
"Biorąc pod uwagę fakt, że zmniejsza się liczba aktywnie pracujących Polaków oraz rośnie liczba emerytów, a także rośnie średnia długość życia zarówno mężczyzn, jak i kobiet, to emerytury w Polsce systematycznie będą malały. W 2049 roku aż jedna trzecia Polaków będzie mieć powyżej 65 lat, a liczba osób pracujących będzie znacząco niższa od tych w okresie przed podjęciem pracy i po jej zakończeniu. Według ZUS-u do 2080 r. liczba Polaków w wieku produkcyjnym osiągnie niewiele ponad 14 mln, a osób w wieku poprodukcyjnym, czyli seniorów, przekroczy 15 mln. Już dziś widać wpływ powyższych negatywnych czynników na wysokość wypłacanych emerytur - świadczenia przyznawane od kwietnia 2024 r. są niższe nawet o 6,6 proc., wynika z danych GUS i ZUS-u" - czytamy w materiale Useme.
Obecnie kształt proponowanych zmian w przepisach nie jest jeszcze znany. Resort RPiPS zapowiedział, że w najbliższym czasie opublikowany zostanie projekt.






























































