Pomimo dalszego spadku miar inflacji w Stanach Zjednoczonych dolarowe notowania złota wyznaczyły nowy rekord wszech czasów. W przeliczeniu na polską walutę „giełdowa” cena złota otarła się o poziom 10 000 złotych za uncję.


W piątek rano notowania najaktywniejszej serii nowojorskich kontraktów terminowych na złoto rosły o 0,2%, sięgając 2 592,30 dolarów za uncję trojańską. Wcześniej było to nawet 2 598,30 USD/oz. i jest to nowy nominalny rekord wyrażony w USD. Choć w zasadzie można by napisać, że to nie złoto drożeje, tylko waluta Stanów Zjednoczonych traci na wartości.
Od początku roku królewski metal zyskał ponad 25% do dolara po tym, jak w roku 2023 dolarowe notowania złota podniosły się o 13,5%. Poprzednie rekordy na rynku złota obserwowaliśmy w sierpniu, a wcześniej także w lipcu. Natomiast w maju żółty metal po raz pierwszy w historii kosztował ponad 2 450 USD/oz. Mówimy tu jednak tylko o rekordach w ujęciu nominalnym. Szczyt cen złota z roku 1980 (850 USD/oz.) w dzisiejszym pieniądzu wynosiłby 3 439,29 dolarów – wynika z oficjalnego kalkulatora CPI dostępnego na stronach rządowego Biura Statystyki Pracy (BLS). Wciąż pozostaje zatem bardzo odległy.
W ostatnich miesiącach siłą napędową aprecjacji złota były oczekiwania na rozpoczęcie cyklu obniżek stóp procentowych w Rezerwie Federalnej. Już w przyszłym tygodniu bank centralny USA ma dokonać obniżki o 25 pb. Na ten ruch mają mu pozwolić coraz niższe odczyty inflacji CPI, jak również wolniej rosnące ceny producentów (PPI). Rynek terminowy zakłada, że do końca 2025 roku stopa funduszy federalnych spadnie poniżej 3%, co oznaczałoby redukcję aż o 250 pb.
A ponieważ nikt nie zakłada trwałego spadku inflacji CPI w Stanach Zjednoczonych poniżej 2%, to taki ruch Fedu implikowałby wyraźną redukcję realnych stóp procentowych dla dolara. A te ostatnie wykazują historyczną negatywną korelację z cenami złota wyrażonymi w USD. Tj. spadek realnej długoterminowej stopy procentowej w Stanach Zjednoczonych w przeszłości zwykle szedł w parze z wyższymi nominalnymi notowaniami złota.

Zresztą już od maja obserwujemy zdecydowany spadek rynkowych długoterminowych stóp procentowych w USA. Wczoraj rentowność 2-letnich obligacji amerykańskiego rządu spadła poniżej 3,60% i osiągnęła najniższy poziom od dwóch lat. W przypadku 10-letnich Treasuries dochodowość zmalała do 3,64% i była najniższa od wiosny ‘23. Dla porównania, jeszcze w październiku ubiegłego roku sięgała 5%. W rezultacie znacząco spadły koszty alternatywne posiadania złota, jakim dla inwestorów instytucjonalnych są rentowności obligacji USA.
Coraz ciekawiej jest też na polskim rynku złota. W piątek rano uncja królewskiego metalu była wyceniana na ok. 9 926,50 złotych. Tj. tyle wynosił dolarowy kurs kontraktów terminowych z Comeksu przeliczony po bieżącym kursie dolara do złotego. Rekord wszech czasów z kwietnia tego roku wynosi ok. 9 938 zł. Jesteśmy zatem o krok od jego przekroczenia.
Niemniej jednak gdyby ktoś chciał w Polsce kupić fizyczne złoto pod postacią uncjowej sztabki bądź monety bulionowej, to już teraz musi liczyć się z wydatkiem przekraczającym 10 000 złotych. Tyle kosztują teraz popularne monety bulionowe zawierające w sobie koszty produkcji, transportu oraz marże dilerskie.



























































