

Do kuriozalnej sytuacji doszło w giełdowej firmie Gant Development. Wrocławski deweloper w poniedziałek uniknął upadłości likwidacyjnej z powodu braku gotówki na wynagrodzenie syndyka, a we wtorek trudno jest ustalić faktyczny skład jego zarządu
Już poniedziałkowe orzeczenie sądu było dość niecodzienne. Najpierw sędzia przychylił się do wniosku o upadłość likwidacyjną spółki Gant Development. Ale chwilę później musiał sprawę umorzyć z powodu odmowy pokrycia jej kosztów przez wierzycieli.
Również w poniedziałek po południu w systemie ESPI pojawiła się informacja o zmianach w zarządzie Ganta i spółkach zależnych. W raporcie bieżącym nr 77/2014 spółka poinformowała o „powołaniu przez Radę Nadzorczą Emitenta w dniu 7 lipca 2014 r. Pana Marcina Kamińskiego do pełnienia funkcji Prezesa Zarządu Emitenta.” Chwilę wcześniej spółka wypuściła komunikat o odwołaniu pana Ireneusza Radaczyńskiego z funkcji wiceprezesa zarządu . Raport ESPI nr 76/2014 nie został podpisany przez jakąkolwiek osobę reprezentującą spółkę.
Jeszcze w poniedziałek do tego raportu odniósł się pan Ireneusz Radaczyński, wypuszczając komunikat następującej treści:
„Obecny Zarząd w osobie Pana
Ireneusza Radaczyńskiego do chwili obecnej nie zapoznał się uchwałą Rady
Nadzorczej Emitenta z dniu 7 lipca 2014 r. o odwołaniu Pana Ireneusza
Radaczyńskiego z funkcji Wiceprezesa Zarządu Emitenta związku z powyższym nie
mógł nadać przedmiotowego raportu.
Raport został nadany bez zgody i zatwierdzenia przez zarząd, przez osobę
dyscyplinarnie zwolnioną ze Spółki, wezwaną do wydania loginu i hasła do
systemu ESPI. Ponadto zarząd wskazuje, iż raport nie został podpisany przez
żadnego członka zarządu uprawnionego do reprezentacji.
Na marginesie zarząd pragnie wskazać, iż zawiadomienie członka zarządu o
ewentualnym odwołaniu poprzez raport giełdowy stanowi naruszenie dobrych
obyczajów.”
/K.K.






























































