Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale Indeks Nędzy dla Stanów Zjednoczonych właśnie osiągnął 59-letnie minimum. To jednak nie oznacza, że Ameryka wróciła do złotej ery powojennej prosperity.


Indeks Nędzy to pochodząca z lat 70-tych XX wieku koncepcja ekonomisty Artura Okuna. Wskaźnik jest bardzo prosty i powstaje poprzez zsumowanie stopy bezrobocia z roczną dynamiką inflacji CPI. Im wyższy, tym gorsze są ekonomiczne warunki życia. Im niższy Indeks Nędzy, tym lepiej.
We wrześniu stopa bezrobocia w USA wyniosła 5,1%, a inflacja CPI 0,0%. Zatem Indeks Nędzy dla Stanów Zjednoczonych osiągnął wartość 5,1 pkt. proc. wobec 5,3 pkt. proc. w sierpniu. Był to najniższy odczyt od kwietnia 1956 roku, gdy Stanami Zjednoczonymi władał Dwight D. Eisenhower, a gwiazdą Hollywood była Marylin Monroe.
Lata 50. i 60. to czas boomu w Stanach Zjednoczonych ze średnim wzrostem PKB rzędu 4,5% i ekonomicznej hegemonii Ameryki nad resztą świata. Dla porównania, średnia dynamika amerykańskiego PKB w ubiegłej dekadzie wyniosła 1,9%, a w latach 2011-15 przyspieszyła ledwie do 2,0%. Jak to możliwe, że Indeks Nędzy zaliczył tak silny spadek w sytuacji, gdy dość powszechne są tezy u upadku Stanów Zjednoczonych?
Moim zdaniem źródłem tego dysonansu poznawczego jest błędny dobór danych do Indeksu Nędzy. Amerykański CPI po metodycznej rewolucji z początku lat 90-tych ma już niewiele wspólnego z indeksem mierzącym zmiany cen, czyli głównego objawu inflacji. Gdyby CPI mierzyć po staremu, to faktyczna inflacja w USA wynosiłaby teraz ok. 4%.
Podobnie jest ze stopą bezrobocia. „W świat” idzie tylko informacja o stosunkowo wąskim agregacie U-3. Gdyby użyć szerszej miary (U-6) ujmującej jako bezrobotne także osoby luźno związane z siłą roboczą, zniechęcone do poszukiwania pracy i niemogące znaleźć pełnoetatowego zatrudnienia, to stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych wynosiłaby 10%, co zdaniem wielu ekonomistów (także niektórych przedstawicieli Fed-u) jest bardziej adekwatną miarą pomiaru bezrobocia.
Wtedy Indeks Nędzy sięgałby niemal 14 pkt. proc., co byłoby wartością świadczącym o poważnym kryzysie gospodarczym. I to chyba lepsza diagnoza kraju, w którym bony żywnościowe pobiera 45,5 mln osób – czyli co siódmy Amerykanin. Może to poniższy wykres lepiej oddaje obecny stan największej gospodarki świata niż najniższy od niemal 60 lat Indeks Nędzy.






























































