Sankcje gospodarcze i zamknięta przestrzeń powietrzna praktycznie całej Europy oraz kilku innych państw daje się we znaki Rosji. Przed pandemią podmoskiewskie Szeremietiewo było największym rosyjskim lotniskiem pod względem liczby pasażerów. W związku z tym plany inwestycyjne były pokaźne, ale inwazja Rosji i nałożone w jej wyniku sankcje zmieniły diametralnie sytuację. O to przecież chodziło.


Przed pandemią, w 2019 r., lotnisko Szeremietiewo obsłużyło ponad 49 mln pasażerów, co czyniło je największym rosyjskim lotniskiem. Dopóki byli pasażerowie, były plany rozbudowy lotniska. Plany inwestycji w infrastrukturę obejmowały m.in. nowe terminale. Z inwestycji niewiele wyszło - najpierw plany pokrzyżowała pandemia COVID-19, a teraz rosyjska inwazja na Ukrainę.
W związku ze spadkiem liczby pasażerów (w praktyce funkcjonują jedynie połączenia krajowe) Michaił Wasilenko, dyrektor generalny portu lotniczego Szeremietiewo zdecydował o tymczasowym "zwolnieniu” 40 proc. pracowników, co stanowi ok. 7000 osób. W 2020 rok według raportu lotniska zatrudnionych było 18 159 osób, z czego 1780 było pracownikami administracyjnymi, a 16 380 pracownikami operacyjnymi.
W dokumencie Wasilenko napisał, że: "decyzja została ogłoszona z powodów będących »poza kontrolą pracodawcy i pracowników« oraz w związku z »krytycznym spadkiem ruchu pasażerskiego« na tle sankcji wobec Federacji Rosyjskiej i zamknięcia przestrzeni powietrznej wielu krajów".
Na lotnisku zawieszono także wszelkie plany inwestycyjne, a terminal D podzielił los zamkniętych wcześniej terminali E i F. Lotnisko działa obecnie w mocno ograniczonym zakresie.

Jak potwierdza przedstawicielka lotniska, Anna Zacharenkowa, „zwolnieni” pracownicy mają otrzymywać 2/3 pensji oraz zachować prawo do ubezpieczenia zdrowotnego.
Jak długo taka sytuacja potrwa? Tego na razie nie wiadomo, nie jest nawet pewne, czy cały personel kiedykolwiek powróci do pracy.
JM






























































