W poniedziałek jako pierwsi napisaliśmy, że to właśnie Mikosz, zanim został ministrem, doradzał Sanitasowi w sprawie zakupu Jelfy. W tej roli razem z Litwinami odwiedził jeleniogórską firmę. – To rodzi wiele pytań. Prywatyzacja powinna być prowadzona według przejrzystych reguł – mówi Jerzy Szmajdziński z SLD.
Cena czy wiarygodność
Agencja Rozwoju Przemysłu twierdzi, że jedynym kryterium była cena oferowana przez inwestora. Jednak w liście wysłanym pod koniec listopada do funduszu Enterprise Investors, drugiego chętnego do Jelfy, Agencja zażądała dostarczenia dokumentów poświadczających wiarygodność finansową. Fundusz pokazał, że może zgromadzić nawet 680 milionów złotych. – Ku naszemu zaskoczeniu zespół negocjacyjny uznał naszą ofertę za gorszą – mówi Ryszard Wojtowski z Enterprise Investors.
Agencji nie przeszkadza także, że AB Sanitas ma przychody kilkakrotnie mniejsze od Jelfy i zatrudnia pięć razy mniej pracowników. W komunikacie przesłanym wczoraj do naszej redakcji stwierdza, że jeszcze w tym tygodniu przedstawi resortowi skarbu obszerne wyjaśnienia dotyczące przebiegu prywatyzacji jeleniogórskiego przedsiębiorstwa.
Wiadomo jednak, że pieniądze, które mają być pozyskane ze sprzedaży udziałów Jelfy, zostaną przeznaczone głównie na pomoc dla Stoczni Szczecińskiej. Tak zdecydował jeszcze poprzedni minister skarbu Jacek Socha. – Nie rozumiem, dlaczego naszym kosztem chcą wspierać stocznię – mówi Ireneusz Oracz, szef Solidarności w Jelfie.
Zasiądą do rozmów
Związkowcy mają spotkać się z litewskim inwestorem w przyszłym tygodniu. Zgodnie z harmonogramem prywatyzacja przedsiębiorstwa powinna zakończyć się do końca marca.
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
Łukasz Pałka






























































