Mniej spektakularnie niż na wiosnę tego roku zareagowaliśmy na obecną pandemię świńskiej grypy. I to po mimo tego, że stajemy z nią już oko w oko. Kilka miesięcy temu informacje o śmiertelnych ofiarach grypy w Meksyku wstrząsnęły światem, również finansowym. Rozprzestrzenianie się wirusa stopniowo po świecie, najpierw za oceanem, a później już przez Hiszpanię, Niemcy i wreszcie Ukrainę, dało nam dużo czasu na przygotowania, ale chyba nie do końca został on dobrze spożytkowany. Przywykliśmy do status quo. Patrząc na mizerię finansową naszej służby zdrowia, która w „normalnych” warunkach nie radzi sobie z rzeszami pacjentów, wybuch prawdziwej pandemii, to już po prostu stan oblężenia. Każdy, kto oglądał film Zanussiego „Zaraza” o ostatniej epidemii czarnej śmierci na ziemiach polskich, wie o czym mowa. Kolejka ku lepszemu
Sektor zdrowotny to chyba jedna z niewielu gałęzi polskiej gospodarki (właśnie - gospodarki!), w którym usługodawcy mają ciągłe pretensje do nabywców, konsumentów. Ten fenomen rynku usług medycznych w Polsce jest oczywiście kuriozalny. W normalnych warunkach rosnący popyt powoduje wzrost i cen, ale i również podaży. Brak reform strukturalnych w polskiej służbie zdrowia powoduje, że to drugie po prostu nie może się odbywać, za to pierwsze przy braku konkurencji jest coraz bardziej dotkliwe. Oczywiście co jest proste w teorii, niekoniecznie od razu zadziała w praktyce (np. prywatyzacja). Spoglądając jednak na gehennę pacjentów, nie można przechodzić do porządku dziennego nad nieprawidłowościami. Konserwowanie przeświadczenia, że państwowa opieka zdrowotna jest bardziej efektywna w egalitarnym dostarczaniu usług medycznych i bardziej „sprawiedliwa”, już doprowadziło do tego, że w wielu wypadkach, żeby się leczyć, trzeba być albo zdrowym, albo liczyć na cud. Z punktu widzenia biznesowego ten sektor można obstawiać w ciemno. Ma olbrzymie perspektywy, ale to nie wszystko.
Maski włóż
Zakup niesprawdzonej szczepionki i rekomendowanie jej obywatelom to przede wszystkim wzięcie odpowiedzialności, również finansowej, za ewentualne błędy. Państwa polskiego dziś nie stać na taką odpowiedzialność, która w wymiarze odpowiedzialności finansowej może liczyć się w miliardach euro. Najlepszą rekomendacją szczepionek jest odmowa zaszczepiania się przez miliony Włochów i Niemców, którym rządy przecież stworzyły taką możliwość. Za dużo znaków zapytania. Warto też zauważyć, że Polsce na „zwykłą” grypę szczepił się zaledwie co dwudziesty Polak. Zwykle z tzw. grup ryzyka. Powszechne szczepienie niesprawdzoną szczepionką może skutkować różnymi konsekwencjami, w tym także wspomnianą odpowiedzialnością deliktową. Rezerwa wobec pandemii na pewno więc ma uzasadnienie, chociaż nie oznacza to równocześnie jej lekceważenia. Zastąpienie „epidemii strachu” bagatelizowaniem problemu może być równie niebezpieczne. Z punktu widzenia gospodarki praktycznie brak jest jakiejkolwiek reakcji. Przypomnijmy, że gdy w Meksyku umierały pierwsze ofiary nowej odmiany grypy, na rynkach finansowych nastąpił odwrót od branż narażonych na skutki epidemii - traciły głownie linie lotnicze czy hotele. Inne konsekwencje gospodarcze pozostają w ukryciu i po cichu obciążają całą gospodarkę ryzykiem osłabienia aktywności, kontaktów i wymiany towarów i usług. Ewentualna panika byłaby już tylko przysłowiowym gwoździem do trumny. Wtedy już na pewno wygrają tylko firmy farmaceutyczne.
Epidemia niemocy
Niestety, dziś trzeba stwierdzić, że działania prewencyjne w Polsce nie zostały podjęte, a lekcje innych krajów niewiele nas nauczyły. W kontekście przygotowań do obrony przed pandemią grypy w Polsce zmienić powinno się całkowicie chociażby postrzeganie kwestii reformy systemu zarządzania finansami jednostek tzw. służby zdrowia. Oportunizm środowiska lekarskiego czy też opóźnianie prywatyzacji nie jest już tylko sprawą polityczną, ale staje się zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego. Większe nakłady na tę sferę i konieczne w takiej sytuacji zwiększenie jej efektywności może być argumentem za przyspieszeniem przemian polskiej służby zdrowia i np. prywatyzacją. Próbując ocenić wpływ pandemii grypy na polską gospodarkę, można stwierdzić w uproszczeniu, że pierwszym jej efektem było odwrócenie uwagi mediów od problematyki gospodarczej. Kuriozalnie sprzyja to uspokojeniu nastrojów i przywraca zaufanie do chociażby instytucji finansowych. Odzyskanie zaufania, jak obserwujemy po zachowaniach giełd, jest już po prostu faktem. Skupienie negatywnych sentymentów poza gospodarką może być wbrew pozorom w krótkim horyzoncie korzystne, pod jednym jednak warunkiem, że pandemia grypy nie przerodzi się w kataklizm. Jak na razie gospodarka przechodzi grypę stopniowo, co jest w tym całym zamieszaniu chyba jedną z niewielu pozytywnych informacji.
Bogusław Półtorak
Główny Ekonomista Bankier.pl S.A.





























































