Po tym, jak w trakcie dziewięciu sesji indeks S&P500 zyskał 12% i dotarł do istotnych oporów, analitycy zaczęli nieśmiało przebąkiwać o konieczności skorygowania tak dynamicznych wzrostów. Taka korekta, która jak na razie niczego nie zmienia w obrazie rynku, rozpoczęła się w poniedziałek.
Pierwszym pretekstem do sprzedawania akcji była wypowiedź ministra finansów Niemiec. Wolfgang Schaeuble powiedział, że najbliższy szczyt Unii Europejskiej nie przedstawi finalnego rozwiązania kryzysu zadłużenia w strefie euro. To oznacza, że wciąż nie ma porozumienia w kwestii skali restrukturyzacji greckiego długu. Nie wiadomo też, czy politycy i bankierzy dogadali się w sprawie kwot, jakie zabrane zostaną podatnikom i przekazane na rekapitalizację banków.
To był poważny cios w obóz optymistów, którzy od dwóch tygodni kupowali akcje, dość naiwnie licząc na przełom w strefie euro. Drugim były wyniki amerykańskich banków. Inwestorzy bardzo negatywnie zareagowali na niższe od prognoz przychody Wells Fargo. Notowania czwartego banku w USA zanurkowały o 8%, choć czteromiliardowy zysk netto sprostał oczekiwaniom analityków. Odnotowano jednak spadek marży odsetkowej, a prezes Wells Fargo narzekał na słabość koniunktury gospodarczej.
Rynek nie dał się nabrać na pozornie lepsze od oczekiwań wyniki Citigroup, który wzorem JP Morgan zastosował sztuczkę księgową, dającą czysto wirtualne 1,9 mld USD przychodów. To podniosło zysk na akcję niemal o połowę. Bez tego zyski Citi byłyby zgodne z konsensusem.
Nie zachwyciły także dane z przemysłu, gdzie dynamika produkcji we wrześniu wyhamowała do zaledwie 3,2% rdr. Gorzej od prognoz zaprezentował się też październikowy odczyt koniunktury w regionie nowojorskim. Indeks NY Empire State wyniósł –8,5 pkt. wobec –8,8 pkt. we wrześniu i oczekiwań rzędu –4,0 pkt. Taki rezultat oznacza spadek aktywności gospodarczej w regionie.
Pod wpływem tych informacji amerykańskie indeksy spadały od pierwszych od ostatnich minut poniedziałkowej sesji. Dzienne maksimum zostało osiągnięte pod sam koniec notowań, które zamknęły się dwuprocentowymi spadkami. Oprócz banków najmocniej dostało się spółkom typowo cyklicznym. Akcje producenta aluminium Alcoa przeceniono o ponad 6%, kurs chemicznego konglomeratu 3M obniżył się o przeszło 3%, a notowania Hewlett-Packard spadły o ponad 4%.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl































































