W 2007 roku kurs ropy wzrósł o 57%, co zachęciło wielu zarządzających funduszami inwestycyjnymi do wejścia na rynki surowców. Skutki tego widać było już wczoraj - oprócz ropy nowe rekordy zanotowały także złoto, soja oraz olej palmowy, zaś notowania pszenicy w Chicago zatrzymały się na górnych widełkach dopuszczalnych wahań.
„Wciąż mamy maksymalne stawki na ropie i nie widzimy żadnego powodu, by zamykać nasze pozycje. Nasz apetyt na ropę wcale nie osłabł, a wszystkie czynniki przemawiają za dalszymi wzrostami” - powiedział agencji Reutersa Justin Wilks, zarządzający w australijskim funduszu Global Commodities.
Zdaniem analityków wiele może zależeć od dzisiejszych danych o zapasach paliw w USA. Oczekuje się, że w ubiegłym tygodniu zmniejszyły się one o 2,2 mln baryłek i po siedmiu spadkach z rzędu osiągnęły najniższy poziom od ponad dwóch lat.
Tymczasem na rynku baryłka ropy Brent była wyceniana na 97,46 dolarów, czyli o 11 centów wyżej niż na wczorajszym zamknięciu notowań. Będąca przedmiotem obrotu w Nowym Jorku odmiana Light Crude kosztowała 99,13$ za baryłkę, po spadku o 49 dolarów.
Zdaniem handlujących ropą wczorajsza zwyżka kursu tego surowca wynikała ze spadku kursu dolara względem euro oraz ze wzrostu napięcia w Nigerii, która jest jednym z największych dostawców „czarnego złota” do USA. Pomimo trzycyfrowych cen Biały Dom nie zamierza udostępnić amerykańskich rezerw strategicznych, zaś rządy Libii i Kataru stwierdziły, że OPEC nie jest w stanie powstrzymać wzrostu cen.
K.K.































































