Piątkowe południe przynosi osłabienie złotego wobec głównych walut. Rynki czekają na popołudniowe dane z amerykańskiego rynku pracy.


4 czerwca to dla wielu Polaków drugi dzień drugiego weekendu. Rynek walutowy funkcjonuje jednak w najlepsze, a w obliczu prawdopodobnego braku części inwestorów z Polski krajowa waluta traci na wartości.
Po 11:00 kurs euro przekraczał 4,47 zł, wracając tym samym na poziomy z wtorku. Przypomnijmy, że wczoraj EUR/PLN zamknął dzień na poziomie 4,45 zł, co było najniższym kursem od grudnia 2020 r.
W górę idzie także kurs dolara, który przekracza 3,69 zł. Amerykańska waluta półroczne minimum wyznaczyła w środę, schodząc poniżej 3,65 zł. Oczywiście kluczowy dla kursów obu walut jest stan EUR/USD. Najważniejsza para walutowa świata zeszła wczoraj z 1,22 w rejon 1,21 USD, co jest najniższym poziomem od 3 tygodni.
Na rynku walutowym ciekawie może dziać się po 14:30, kiedy ogłoszone zostaną majowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Analitycy spodziewają się wzrostu liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym o 660 tys. wobec rozczarowujących 226 tys. miesiąc wcześniej. Szansę przebicia tego wyniku wzmacnia wczorajszy odczyt raportu ADP, który wskazał na przyrost liczby etatów o 978 tys. wobec oczekiwanych 650 tys.

Bardzo wyraźnie w górę idzie też kurs funta brytyjskiego, który drożeje z 5,18 zł do 5,21 zł. Podobny scenariusz realizuje kurs franka szwajcarskiego, który rośnie z 4,065 zł do 4,082 zł.
- Inwestorzy zagraniczni wykorzystali okres obniżonej zmienności i święto w Polsce w ograniczonym zakresie i tylko przez chwilę notowania EUR/PLN znajdowały się w okolicy 4,45. Tym niemniej kierunek dla tej pary walutowej jest jasny i prawie nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy zobaczyli w najbliższym czasie wartości zbliżone do 4,42 – napisali w porannym raporcie ekonomiści banku Pekao.
- Dlaczego prawie? Percepcja bardziej jastrzębiego Fed nie zaszkodziła złotemu, ale może się to zmienić, jeśli dojdzie do rozszerzenia dysparytetów stóp procentowych między Polską i rynkami bazowymi. Tak zaś stałoby się, gdyby nie wyceniano analogicznego +jastrzębienia+ NBP. Póki co i bez sygnałów z RPP jest to mało prawdopodobne, ale przyszły tydzień będzie pierwszym +sprawdzam+ dla oczekiwań względem polityki NBP (posiedzenie RPP + konferencja prezesa Glapińskiego) - ocenili.
Michał Żuławiński

























































