Po dwóch tygodniach marazmu środowy poranek przyniósł wzrost zmienności na rynku złotego. Niestety, oznacza to wzrost kursu euro i nawrót ryzyka kolejnej fali deprecjacji naszej waluty.


W środę o 9:46 kurs euro rósł dwa grosze, osiągając poziom 4,5837 zł. To najwyższa wartość od trzech tygodni. Przez poprzednie dwa tygodnie kurs EUR/PLN pozostawał jakby „przyklejony” do poziomu 4,55 zł, odchylając się od niego o nie więcej niż dwa grosze.
Ryzyko kolejnej fali osłabienia złotego można wiązać z nadchodzącymi rozstrzygnięciami wątpliwości prawnych narosłych wokół kredytów liborowych. W piątek TSUE ma wydać orzeczenie w sprawie pięciu pytań prejudycjalnych Sądu Okręgowego w Gdańsku w związku ze sprawą kredytobiorców i banku BPH.
Natomiast na 11 maja zaplanowano przełożone po raz kolejny posiedzenie w pełnym składzie Izby Cywilnej Sądu Najwyższego. Te werdykty mogą ustalić finalną kwotę strat, jakie będzie musiał wziąć na siebie sektor bankowy. Wariant „bazowy” zakłada koszty w wysokości 34,5 mld zł, ale skrajnie niekorzystne dla banków orzeczenie może je kosztować aż 234 mld zł – wynika z obliczeń Komisji Nadzoru Finansowego. Nikt nie wie, jaką linią przyjmą sędziowie Sądu Najwyższego.

Tymczasem notowania franka szwajcarskiego zwyżkowały o niespełna grosz, do 4,1397 zł. Od początku kwietnia kurs CHF/PLN porusza się w przedziale 4,10-4,15 zł. To wartości umiarkowane jak na postcovidowe standardy, ale wciąż bardzo wysokie w ujęciu historycznym. Przed marcem ’20 frank kosztował więcej niż 4,10 zł tylko incydentalnie w latach 2015-16.
Za dolara amerykańskiego w środę rano płacono ponad 3,7951 zł, czyli o 1,5 grosza więcej niż dzień wcześniej. Notowania „zielonego” podniosły się z najniższych poziomów od blisko dwóch miesięcy. Funt brytyjski drożał o 1,5 grosza, osiągając cenę przeszło 5,26 zł.
KK




























































