Po fatalnym dla złotego okresie kurs euro spadł w pobliże 4,75 zł, wycofując się z sierpniowego szczytu. W dalszym ciągu sygnalizuje to bardzo głęboką słabość polskiej waluty.


W piątek o 9:45 kurs euro kształtował się na poziomie 4,7408 zł, czyli bez większych zmian względem czwartkowego wieczoru. Dzień wcześniej euro potaniało o ponad dwa grosze w reakcji na poprawę nastrojów inwestycyjnych na światowych rynkach finansowych. Względem sierpniowych maksimów notowanych we wtorek i w środę kurs EUR/PLN obniżył się o przeszło 7 groszy.
- Udany odwrót z okolic 4,79 powinien zachęcać do dalszych zakupów złotego pod koniec miesiąca. Inwestorzy są wyraźnie mniej chętni do gry na osłabienie walut CEE niż przed wakacjami. (…) Technicznie widzimy możliwość zejścia EUR/PLN do 4,70-71. Ryzyko powrotu EUR/PLN do lub nawet powyżej 4,80 we wrześniu jest jednak duże - ocenili w porannym raporcie ekonomiści ING Banku Śląskiego.
Inwestorzy wyczekują teraz popołudniowego wystąpienia przewodniczącego Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella. Spekuluje się, że jego wystąpienie podczas sympozjum w Jackson Hole przesądzi o tym, czy wrześniowa podwyżka stóp procentowych w USA wyniesie 75 pb. czy też 50 pb. „Jastrzębi” kurs Powella powinien zaszkodzić złotemu, natomiast wszelkie „gołębie” wstawki mogą wesprzeć polską walutę i osłabić dolara.

Ten ostatni w dalszym ciągu notowany jest blisko parytetu 1 do 1 w relacji do euro. Na polskim rynku w piątek rano oznaczało to dolara po 4,7551 zł. Jeszcze dwa dni temu „zielony” kosztował ponad 4,80 zł i był notowany blisko 20-letniego rekordu z połowy lipca (4,8452 zł).
Od linii 5 zł nieco oddaliły się notowania franka szwajcarskiego, o poranku wycenianego na blisko 4,93 zł. Helwecka waluta wciąż jest niemal rekordowo silna względem euro, co przy słabości polskiej waluty przekłada się na niemal rekordowe notowania pary frank-złoty.
KK


























































