Święto Niepodległości w Polsce oraz przypadający po nim dzień zmniejszonej aktywności polskich inwestorów stały się okazją do osłabienia złotego. Na światowym rynku tematem numer jeden jest umocnienie dolara.


Piątkowe przedpołudnie przynosi dalsze osłabienie złotego, które rozpoczęło się jeszcze w środę, a na sile przybrało w czwartek, gdy polscy inwestorzy świętowali 11 listopada. Apogeum słabości przypadło ok. 10:10 (po publikacji lepszych od oczekiwań danych o PKB), w następnych minutach złoty nieznacznie zaczął odzyskiwać siły, choć do powrotu do stanu z wtorku wciąż mu daleko.
Po 10:30 kurs euro kształtował się powyżej 4,64 zł. To najwyższy poziom od szczytu z marca tego roku, gdy za euro płacono nawet 4,67 zł.
Wysoko ponad okrągłym poziomem 4 zł zadomowił się kurs dolara amerykańskiego. Waluta USA kosztowała dziś przed południem niemal 4,06 zł wobec 3,96 zł na wtorkowym zamknięciu. Dolar jest obecnie najdroższy od maja 2020 r.
Powodów do świętowania nie mają osoby, których zadłużenie związane jest z kursem franka szwajcarskiego. Helwecka waluta przebiła dziś poziom 4,40 zł. Frank droższy był (przez moment) jedynie 15 stycznia 2015 r. czyli w trakcie pamiętnego „frankogeddonu”. O drogim franku więcej pisaliśmy we wtorkowym artykule „Frank mocny jak prawie nigdy. Będą nowe szczyty?”, którego tytuł (niestety) póki co okazuje się proroczy.

W piątek przed południem wyraźnie w górę szedł także kurs funta brytyjskiego – GBP/PLN doszedł do 5,44 zł i zawrócił do 5,425 zł. W przypadku brytyjskiej waluty poprzedni szczyt obserwowaliśmy pod koniec października (blisko 5,50 zł).
Na wydarzenia na rynku walutowym silny wpływ ma umocnienie dolara – EUR/USD zszedł z 1,16 dolara w środę do 1,145 dolara dziś. Wydaje się, że inwestorzy spodziewają się, że w obliczu ponad 6-procentowej inflacji (najwyższej od 30 lat) amerykańska Rezerwa Federalna zacznie zaostrzać politykę monetarną szybciej i w sposób bardziej stanowczy niż Europejski Bank Centralny, który wciąż uważa, że wzrost cen ma charakter przejściowy i nie ma potrzeby podnoszenia stóp procentowych czy szybkiego wygaszania programów skupów aktywów.
Michał Żuławiński



























































