REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Kredyty "chwilówki" to bomba z opóźnionym zapłonem

2012-04-12 06:20
publikacja
2012-04-12 06:20

Światowy rynek pożyczek pozabankowych może sięgać 50 bln euro. Na Polskę przypada prawdopodobnie kilkadziesiąt miliardów złotych. Dla systemu finansowego może to być bomba z opóźnionym zapłonem - ostrzega "Gazeta Polska codziennie".

Chodzi o tzw. chwilówki, czyli krótkoterminowe pożyczki od innych instytucji niż banki. Sięgają po nie na ogół klienci, którzy nie spełniają oceny ryzyka określanego przez banki. Są to łatwe do otrzymania pieniądze, nie wymaga się skomplikowanych procedur i dokumentów. Tymczasem oprocentowanie chwilówek wynosi średnio 80 proc., a czasem sięga kilku tysięcy procent!

"Ta finansowa bomba jest w stanie rozsadzić naszą gospodarkę" - powiedział gazecie Adam Szejnfeld, poseł PO, były wiceminister gospodarki.

Komisja Nadzoru Finansowego ma dokonać w lecie analizy tego rynku, by ewentualnie wprowadzić zmiany w przepisach - czytamy w "Gazecie Polskiej codziennie". (PAP)

Wakacje na giełdzie

sto/

Źródło:PAP
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Siedem spółek, które wyjdą na prostą w drugim półroczu. „Akcje to nie zakład, który ma się rozstrzygnąć w ciągu miesiąca”
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (12)

dodaj komentarz
~marek13
Przecież chwilowki to świetna rzecz. Potrzebowałem kasy, to Max pożyczka.
Jeżeli wiem, że mogę spłacić, biorę pieniądze na to, co faktycznie potrzebuję to świetna sprawa. Zakup nowego sprzętu rtv i AGD to często inwestycja, ktora szybko się zwraca. A bank? Nie pożycza mi kasy za darmo. Zarabia na tym.
markust71
Tylko bez reklamy proszę ;)
~Znawca
Pytanie czy dla gospodarki lepiej aby takie firmy istniały czy też należy je zamknąć? Przecież z takich ofert korzystają w Polsce miliony ludzi - załóżmy, że od jutra ci ludzie zostają bez finansowania i co się dzieje z gospodarką? Miliony ludzi przestają płacić rachunki, czynsze i gospodarka się chwieje.
markust71
Sądzę, że dla "gospodarki" jest najlepiej, jak ludzie nie stoją w kolejce po cudze, zwłaszcza państwowe, pieniądze tylko sprzedają, nie koniecznie za duże ale przynajmniej za godziwe wynagrodzenie, swoje umiejętności. Z tymi "milionami ludzi" to raczej przesada, ale po pierwsze, gdyby usługa tego rodzaju nie była Sądzę, że dla "gospodarki" jest najlepiej, jak ludzie nie stoją w kolejce po cudze, zwłaszcza państwowe, pieniądze tylko sprzedają, nie koniecznie za duże ale przynajmniej za godziwe wynagrodzenie, swoje umiejętności. Z tymi "milionami ludzi" to raczej przesada, ale po pierwsze, gdyby usługa tego rodzaju nie była nikomu potrzebna, nikt o zdrowych zmysłach nie zakładałby takich firm. Po drugie, skoro są i funkcjonują, to oznacza, że taka działalność ma klientów pomimo kosztów wyższych, niż to, co reklamują banki w spotach reklamowych adresowanych do ludzi o inteligencji mojego kota, a na pewno o rozwoju intelektualnym nieprzewyższającym przeciętnego sześciolatka.
Pieniądze pożyczane w takich instytucjach nie stanowią raczej uzupełnienia budżetu, bo to miałoby krótkie nogi, a stanowią jedynie doraźne dofinansowanie dla potrzeb spłat innych terminowych zobowiązań zanim na konto albo do kieszeni wpłynie kolejna wypłata. Zastanawiam się jak duża część tak pożyczanych pieniędzy trafia na spłatę kredytów bankowych, umów ratalnych (to też banki przecież), limitów na kartach itp. Co stoi na przeszkodzie, żeby porozmawiać o tym ze swoim bankiem, przesunąć spłatę spłatę o kilka dni, renegocjować warunki umów ? Problem w tym, że w naszych bankach nie ma z kim rozmawiać. Kontakt mamy co najwyżej ze sprzedawcą produktów finansowych, który zainteresowany jest wyłącznie swoją prowizją od nowych, naciągniętych na jakiś kredyt klientów, no i wykonaniem miesięcznego limitu sprzedaży, żeby się jego przełożony po nim nie przejechał. Proponuję zrobić eksperyment i utrwalić na fotce wyraz twarzy takiego "konsultanta" po zaproponowaniu renegocjacji wysokości odsetek w umowie oraz przesunięciu terminu spłaty rat :D
~Ekonom.
Masz rację, że banki mają tu wiodącą pozycję w pożyczaniu, ale pamiętaj, że kredyt nie jest po to, aby go dawać na lewo i na prawo, bo bank nie jest instytucją charytatywną, która będzie robić setki małych "chwilówek" (czyt. dużo zachodu, a zysk mały i niepewny), ale też nie będzie udzielać osobom, które najpewniej nie Masz rację, że banki mają tu wiodącą pozycję w pożyczaniu, ale pamiętaj, że kredyt nie jest po to, aby go dawać na lewo i na prawo, bo bank nie jest instytucją charytatywną, która będzie robić setki małych "chwilówek" (czyt. dużo zachodu, a zysk mały i niepewny), ale też nie będzie udzielać osobom, które najpewniej nie spłacą. Chociażby dlatego banki nigdy nie będą mieć 100% rynku pożyczek. A jak chcesz sam pożyczać, to nikt Ci nie broni. Tylko jak pożyczysz na "słowo", to głowy może nie urwiesz osobie, która Ci nie spłaci. A jak firma typu "Szybkie Chwilówki dla każdego" pożyczy na podstawie umowy, którą podpiszesz, a potem nie oddasz, to spodziewaj się komornika, bo odsetki rosną trochę szybciej niż w banku (bank tylko ma ograniczenie, że maksymalnie chyba dwukrotność zobowiązania może z Ciebie ściągnąć). Poza tym w banku możesz sobie uruchomić linię w rachunku na drobne problemy z płynnością. Przy czym zarówno przy banku jak i chwilówce osoba podpisująca umowę zgadza się na ewentualną egzekucję prawną, nikt nikogo do niczego nie zmusza do brania pożyczki na takich warunkach.
Poza tym jak pożyczysz i zakładasz, że ktoś Ci odda z zyskiem w przyszłości pieniądze, których teraz nie ma, to czy w samej idei aż tak bardzo różnisz od banku?
Poza tym u nas sektor bankowy na szczęście jest na tyle restrykcyjny, że u nas nie trzeba było go dotować z publicznych pieniędzy (w czym się z Tobą zgadzam).
Pozdrawiam,
markust71
Obecny kryzys, który dopiero nabiera rozpędu, wynika przede wszystkim z tego, że banki rozdawały pieniądze w postaci kredytów właśnie na prawo i lewo zdając sobie sprawę, że nie poniosą z tego powodu żadnych konsekwencji. Najwyraźniej nie rozróżniasz pojęcia kredytu i pożyczki. Kredyt udzielanych jest z CUDZYCH pieniędzy, dlatego Obecny kryzys, który dopiero nabiera rozpędu, wynika przede wszystkim z tego, że banki rozdawały pieniądze w postaci kredytów właśnie na prawo i lewo zdając sobie sprawę, że nie poniosą z tego powodu żadnych konsekwencji. Najwyraźniej nie rozróżniasz pojęcia kredytu i pożyczki. Kredyt udzielanych jest z CUDZYCH pieniędzy, dlatego podlega dodatkowym obostrzeniom, ale wyłącznie banki mają prawo do jego udzielania, a za tym idzie uprzywilejowana pozycja w ewentualnych postępowaniach egzekucyjnych (egzekucja komornicza na podstawie BTE nawet bez nadania klauzuli wykonalności przez Sąd). Pożyczki udzielane są Z WŁASNYCH pieniędzy i każdy może ich udzielać na podstawie przepisów prawa cywilnego. To czy umowa pożyczki jest pisemna (od 5 mln kodeks nakazuje formę pisemną) czy ustna,czy jest zawierana z osobą fizyczną czy podmiotem prowadzącym taką działalność, nie ma żadnego znaczenia i daje takie same możliwości w przypadku braku spłaty. Pożyczając Ci dowolną kwotę nawet bez spisania umowy mam prawo podać Cię do Sądu, uzyskać wyrok, nakaz zapłaty, a potem pójść z tym do Komornika. Bank, jak i inni pożyczkodawcy, nie ma żadnych ograniczeń co do wysokości spłaty. Sądzę, że chodzi Ci o dobrowolne poddanie się egzekucji do jakiejś kwoty, ale powyżej tego pułapu - jest Sąd i tam się to bez problemu załatwia.
Gdyby osoba potrzebująca, jak mówisz, mogła sobie uruchomić limit w rachunku, to zapewne by z tego skorzystała. Pożyczki na rynku pozabankowym są dla tych, z którymi banki nie chcą rozmawiać.
Tak, różnię się od banku, bo pożyczam swoje, a nie cudze, i bankom, KNF i innym organizacjom wara od tego. Od pożyczki płacę podatek, a jak nie jest spłacana, idę z tym do Sądu.
Sądzę, że próba wprowadzenia dodatkowych ograniczeń na rynek pożyczek służy wyłącznie temu, żeby zwykły człowiek nie miał wyboru pomiędzy bankiem a innym źródłem, i był zmuszony do pożyczania pieniędzy tylko w banku, który przy takich regulacjach, mógłby dowolnie kształtować warunki finansowe i nie sądzę, żeby wtedy koszty, prowizje, odsetki mocno różniły się od tych, które praktykują różne firmy nawiedzające później regularnie swoich klientów w domu.
Nasz system bankowy żyje z publicznych pieniędzy. Odsetki od obligacji i bonów skarbowych to lepszy interes niż niepewne wpływy z odsetek z udzielanych kredytów. A zgadnij z czyjej kieszeni płyną pieniądze na odsetki od pożyczonych w ten sposób od banków pieniędzy ? ;)
~Ekonom. odpowiada markust71
Akurat nie wgłębiałem się w różnicę pożyczka-kredyt, dzięki za wyjaśnienie. ;) Zgadzam się z tym, co napisałeś, ale też weź pod uwagę, że puki co to Polskę krytykowano przed kryzysem za obostrzenia w udzielaniu kredytów - banków działających w Polsce jednak nie dotowaliśmy z naszych pieniędzy (co najwyżej banki-właściciele miały Akurat nie wgłębiałem się w różnicę pożyczka-kredyt, dzięki za wyjaśnienie. ;) Zgadzam się z tym, co napisałeś, ale też weź pod uwagę, że puki co to Polskę krytykowano przed kryzysem za obostrzenia w udzielaniu kredytów - banków działających w Polsce jednak nie dotowaliśmy z naszych pieniędzy (co najwyżej banki-właściciele miały problemy, co skutkowało zmianą kilku banków-matek).
Poza tym limit podałem jako przykład, że można w banku też kwotę znacznie mniejszą pożyczyć, ale też trzeba naturalnie być tym klientem, z którym bank chce rozmawiać.
Tylko mimo wszystko nie zgodzę się, że co do idei pożyczania jest wielka różnica pożyczając swoje, albo jako pośrednik pożyczając cudze - różni się obwarowanie prawne, koszty, poziom ryzyka (bank też musi przecież mieć kapitał własny na start, aby zachować płynność), ale idea praktycznie ta sama - udostępnić pieniądze komuś, kto ich aktualnie potrzebuje dając te, których ktoś (ja albo mój klient) aktualnie nie potrzebuje i odzyskać z premią za pożyczenie. Tylko banki z czasem urosły w siłę na tyle, że jako monopoliści wyspecjalizowały się w tych "najpewniejszych" i najbardziej dochodowych klientach. A to, w którym miejscu kto jaką daninę dla państwa płaci, to już szczegóły prawne.
Poza tym nawiązując do poprzedniego mojego postu, że bank nie jest instytucją charytatywną - można zaryzykować i znieść ograniczenia, tylko pytanie, kto i co powinien finansować ze środków pożyczonych? U nas świadomość społeczna jest bardzo niska, media (przez niektóre idiotyczne seriale), jak i banki (przez kampanie reklamowe) też wcale jej nie powiększają - kredyt na święta, na wakacje, limity w koncie na drobne braki gotówki lub na nagłe wydatki - pamiętam ze studiów mniej więcej taką zasadę: bieżące wydatki z kredytów, a przyjemności z oszczędności. I rozumiem, że może ktoś być nie lubiany przez bank, bo mu się noga gdzieś kiedyś powinęła i jest w rejestrze dłużników, ale jest wypłacalny - trudno, zdarza się, ale taki skorzysta właśnie z chwilówki. A ilu jest takich, że brakuje "od pierwszego do pierwszego", dodatkowo słyszeli, że sąsiad dostał jeden kredyt, drugi sąsiad chwilówkę, a w serialu "jakimśtam" mają kredyty i są szczęśliwi? I w tym miejscu wracając do wcześniejszego wątku bank chyba do dwukrotności udzielonego kredytu może egzekwować (przynajmniej dla kredytów konsumpcyjnych, kart kredytowych i limitów w koncie, inaczej pewnie przy hipotecznych, czy firmowych - tu nie wiem), jak dobrze poszukam, to i podstawę prawną wskażę. Czy przy chwilówkach są dla takich lekkomyślnych klientów takie górne ograniczenia, jeśli odsetki lecą, a pożyczka nie jest spłacana?
~Ekonom. odpowiada ~Ekonom.
Nie wspomnę przeczytaniu jeszcze postów poniżej, że w ogóle mamy tak beznadziejną sytuację gospodarczą, że w ogóle dużo osób potrzebuje tego typu usług, bo albo nie ma pracy, albo zafundowaliśmy sobie system edukacyjny, który nie jest adekwatny do potrzeb rynku i osoby nawet po studiach i tak nie pracują w zawodzie = uczą się pracy/zawodu Nie wspomnę przeczytaniu jeszcze postów poniżej, że w ogóle mamy tak beznadziejną sytuację gospodarczą, że w ogóle dużo osób potrzebuje tego typu usług, bo albo nie ma pracy, albo zafundowaliśmy sobie system edukacyjny, który nie jest adekwatny do potrzeb rynku i osoby nawet po studiach i tak nie pracują w zawodzie = uczą się pracy/zawodu w wielu przypadkach od zera (w moim przypadku zaczynałem od najniższej krajowej kilka lat temu), nie wspomnę o daninie dla państwa, jak ktoś ma małą firmę i zatrudnia kilka osób... w ten sposób biorąc kredyty sami nie zarabiając dużo i rzadko mając perspektywy na więcej, zubażamy się jeszcze bardziej. A kredytowane zakupy nie zawsze są niezbędną inwestycją, która się zwraca.
markust71 odpowiada ~Ekonom.
To może jeszcze kilka słów wyjaśnienia ;) Uważam, że rozróżnianie pojęć kredytu i pożyczki ma w tym przypadku zasadnicze znaczenie. "Kredyt" to pojęcie wynikające z prawa bankowego i WYŁĄCZNIE banki (może jeszcze SKOK-i, ale musiałbym to sprawdzić) mają prawo udzielić kredytu, tj. pożyczyć komuś pieniądze, które zdeponowali To może jeszcze kilka słów wyjaśnienia ;) Uważam, że rozróżnianie pojęć kredytu i pożyczki ma w tym przypadku zasadnicze znaczenie. "Kredyt" to pojęcie wynikające z prawa bankowego i WYŁĄCZNIE banki (może jeszcze SKOK-i, ale musiałbym to sprawdzić) mają prawo udzielić kredytu, tj. pożyczyć komuś pieniądze, które zdeponowali w tym banku inni. "Pożyczki", natomiast, udzielić może każdy, zarówno bank jak i nie bank, tyle że pożycza wtedy swoje pieniądze, chociażby z "kapitału własnego na start". Podlegając prawu bankowemu z jednej strony banki podlegają obostrzeniom (nadzór KNF, wymogi co do kapitału, utrzymywanie BFG itp.), ze strony drugiej, jednak, korzystają z przywilejów - ułatwiona egzekucja, możliwość kreacji pieniądza. Według dzisiejszych parametrów NBP każdy bank na każdą zdeponowaną w nim złotówkę może udzielić prawie 30 zł kredytu ! Pozostałe instytucje, nazywane często para-bankami, nie dość, że muszą najpierw zebrać kasę, i to nie w postaci depozytów, to pożyczyć innym mogą tylko tyle ile zebrały i do dyspozycji mają jedynie prawo cywilne. Myślisz, że w cenie swoich produktów nie wkalkulowują ryzyka i kosztów ? Właśnie ze względu na gorszą sytuację wyjściową ich produkty muszą być droższe.
To, co w pomyśle opisanym w artykule uważam za patologiczne to to, że banki wyczuwając w tych para-bankach konkurencję nie walczą z nimi dopasowując swoją ofertę do klientów, którzy im umykają, a próbują rękami polityków ograniczyć im możliwości działania.
Czasy przedkryzysowe dobrze pamiętam, bo już wtedy na tym forum się wypowiadałem, i w przypadku naszych banków rozdawnictwo kasy szalało w najlepsze, we wszystkich walutach, marże często poniżej 0,5%, i żadnej krytyki tego sobie nie przypominam. Dopiero kiedy "mleko się wylało" chłopki-roztropki z KNF zaczęli tworzyć rekomendacje, oczywiście przyjmując, że przeciętny klient banku to nie umiejący liczyć debil, i dla jego dobra warto utrudnić mu dostęp do finansowania, po czym jedyną stroną odnoszącą korzyść są banki, bo mogą bezkarnie podnosić swoje marże. Konkurencja między bankami nie istnieje, a ostatnia namiastka uzależnienia kosztu kredytu od warunków rynkowych, czyli referencyjny WIBOR też przecież przez banki jest ustalany. Banki niestety rządzą i z każdym dniem chcą więcej...
Każdy pożyczkodawca czy kredytodawca ma prawo egzekwować spłatę całości udzielonego kredytu/pożyczki wraz z odsetkami. Z żadnymi ograniczeniami "do dwukrotności pożyczonej kwoty" się nie spotkałem. W ustawie o kredycie konsumenckim jest kilka ważnych ograniczeń (maksymalne oprocentowanie, maksymalny udział kosztów), ale o takich ograniczeniach, jakie opisujesz, czy to przy "chwilówkach", czy kredytach, mowy raczej nigdzie nie ma.
Osobiście uważam, że rozdawanie pieniędzy, czy to w postaci łatwych kredytów czy zasiłków najróżniejszego rodzaju (np. zasiłki dla bezrobotnych są wyłącznie motywacją do pozostawania bezrobotnym) więcej wyrządzają ludziom szkody niż pomagają. Ludziom trzeba dać możliwość zarabiania pieniędzy, doceniać ich umiejętności, nawet najmniejsze. Biorąc pod uwagę mechanizm funkcjonowania podmiotów, z którymi, wg artykułu, zamierza się walczyć, pomimo często horrendalnie wysokich kosztów tego rodzaju pożyczek, to i klienci na to się znajdują, i raczej w większości przypadków spłacają swoje zobowiązania, bo gdyby było inaczej, takie para-banki nie miałyby możliwości nie zbankrutować (w przeciwieństwie do banku. często "za dużego, żeby upaść"). Mamy wolny rynek. O źródle finansowania opisywanego rodzaju potrzeb powinien decydować klient, a nie odgórne ustalenia, ustalane przez skorumpowanych polityków, faworyzujące jeden z rodzajów podmiotów.
~Ekonom. odpowiada markust71
Odnośnie "do dwukrotności pożyczonej kwoty" już doprecyzuję - przy podpisywaniu umowy jakiegokolwiek produktu kredytowego bank zabezpiecza się, że w razie czego może wystawić Bankowy Tytuł Egzekucyjny (Art. 96 Prawa Bankowego), z tym, że tutaj banki określają jeszcze przy podpisywaniu dokumentów z klientem, jakie kwoty Odnośnie "do dwukrotności pożyczonej kwoty" już doprecyzuję - przy podpisywaniu umowy jakiegokolwiek produktu kredytowego bank zabezpiecza się, że w razie czego może wystawić Bankowy Tytuł Egzekucyjny (Art. 96 Prawa Bankowego), z tym, że tutaj banki określają jeszcze przy podpisywaniu dokumentów z klientem, jakie kwoty tu wchodzą w grę, bądź do jakiej wysokości zobowiązania bank będzie ściągać należności (ja akurat z dwukrotnością się spotkałem w sumie w dwóch bankach). Z tym, że to działanie jest w celu ułatwienia ściągania należności nie czekając na tytuł egzekucyjny wystawiony przez sąd, ale jednocześnie zawiera tą górną granicę.
Pozdrawiam,

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki