Tydzień na rynkach
finansowych rozpoczął się od trzęsienia ziemi. Światowe giełdy, w tym polska, mocno spadają ze względu na informacje dotyczące koronawirusa oraz cen ropy naftowej.


[Aktualizacja 17.05] Otwarcie notowań na GPW przyniosło potężny spadek WIG20, który tracił aż 6,6 proc.. Na otwarciu taniały wszystkie spółki wchodzące w skład głównego indeksu, w tym część spółek w tempie dwucyfrowym.
Po 11.00 spadek WIG20 wyhamował do 5,7 proc. Jednak już o 14.30, gdy ruszył handel na Wall Street, byliśmy pod kreską o 8 proc. W dół szły ceny akcji wszystkich spółek z głównego indeksu, zaś relatywnie najmniej PKN Orlen, który korzysta na przecenie ropy.
Ostatecznie WIG20 sesję zamknął 7,9 proc. pod kreską i przełamał minimum z czerwca 2016 r. i znalazł się na najniższym poziomie od 2009 r. - przełamanie tamtych minimów wymagałoby zejścia w rejon 1325 pkt.

Wzrostów próżno szukać było także w mWIG40 (-6,2 proc.) i sWIG80 (-7,8 proc.). Wśród spółek, na których obroty przekroczył milion złotych, podrożały tylko trzy. To Harper Hygienics (+10 proc.; wytwórca produktów do oczyszczania skóry), Polwax (+3,1 proc., korzystający m.in. na spadku cen ropy) oraz Larq (+3,9 rpoc.)
Od 7-procentowych spadków dzień rozpoczęły indeksy na Wall Street. W efekcie uruchomiony został "bezpiecznik" wstrzymujący handel na nowojorskiej giełdzie (wprowadzono go po krachu z 1987 r.). To pierwsze użycie tego mechanizmu od grudnia 2008 r., kiedy świat pogrążony był w kryzysie finansowym.
Koronawirus plus ropa
Cena ropy naftowej, w ostatnich dniach spadająca ze względu na prognozę niższego popytu w wyniku koronawirusa, załamała się na otwarciu rynków w poniedziałek po informacjach o rozpoczęciu przez Arabię Saudyjską wojny cenowej z Rosją. Skala przeceny przekraczała 30 proc. To najwięcej od czasu rozpoczęcia wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r.
O przyczynach spadku cen ropy szeroko piszemy w artykule „Na rynku ropy leje się krew. Saudowie idą na wojnę z Rosją” . Poniżej skupimy się na wzmożonej zmienności, którą rynkom funduje zestaw „koronawirus plus ropa”.
Przeczytaj także
Na świecie też popłoch
Jako pierwsze w nowym tygodniu otworzyły się giełdy azjatyckie. Skala spadków na Dalekim Wschodzie jest wysoka nawet jak na ostatnie burzliwe czasy. Chiński indeks Shanghai Composite 3 proc., hongkoński Hang Seng 3,8 proc., a japoński Nikkei225 ponad 5 proc. Dla tego ostatniego jest to największy dzienny spadek od listopada 2016 r. W sumie od początku koronawirusowej paniki na rynkach (od piątku 21 lutego) główny indeks japońskiej giełdy spadł już o 16 proc. Sytuację w Azji podgrzewa dodatkowo informacja o wystrzeleniu przez Koreę Północną trzech niezidentyfikowanych rakiet.
Startujący o 08.00 czasu polskiego saudyjski indeks Tadawul tracił na otwarciu 9 proc. Akcje Saudi Aramco w dół o 10 proc. Reagować nie może rosyjska giełda, która ma dziś dzień wolny od handlu. Przeceny doświadczają jednak akcje rosyjskich spółek notowanych w Londynie: Gazprom (-15 proc.), Sberbank (-20 proc.) czy VTB (-15 proc.). Mocno na wartości traci też rosyjski rubel - USD/RUB rośnie do 74 (8 proc.).
Na potężnym minusie znajdowały się także notowania kontraktów na indeksy z Wall Street: S&P500 (-4,6 proc.), Dow Jones (-4,8 proc.) i Nasdaq (-4,0 proc.). Przypomnijmy, że w piątek amerykańscy inwestorzy przetestowali giełdowe dno, po czym indeksy lekko odbiły.
Od rana na wyraźnie spadkowe otwarcie wskazywały także notowania kontraktów na indeksy europejskie. Wszystkie ruszające po 09.00 europejskie indeksy świeciły się na czerwono. Niemiecki DAX tracił na otwarciu ponad 7 proc., włoski FTSE MIB 5,5 proc., a hiszpański IBEX35 6 proc. Na niektórych mniejszych giełdach sytuacja wygląda jeszcze gorzej - np. Ateny w dół o13 proc., a Oslo o 10 proc.
Poza mocno przecenioną ropą naftową (-25 proc.), mocnych spadków doświadczały także pallad (-4,3 proc.), srebro (-4,1 proc.), nikiel (-3,6 proc.) czy platyna (-2,7 proc.). Nieco lepiej wypada miedź (-2,15 proc.), choć jej ceny wyznaczają nowe 3-letnie minimum w okolicach 5510 dolarów za tonę.
Inwestorzy szukają bezpiecznych przystani
Odmienną obserwujemy na cenie złota. Żółty początkowo nieznacznie taniał., a następnie jego notowania wyszły nad kreskę, do 1676 dolarów za uncję. W nocy czasu polskiego, na otwarciu nowego tygodnia, przez kilkadziesiąt minut kurs złota przekraczał 1700 dolarów. Obecnie złoto znów lekko tanieje.
W poszukiwaniu „bezpiecznej przystani” światowi inwestorzy kierują swoją uwagę także w kierunku japońskiego jena. Kurs USD/JPY mocno spada, do 102 jenów za dolara. To najniższy poziom od 2016 r. Na rynku nie brak spekulacji, że po ewentualnym przekroczeniu setki, Bank Japonii może przystąpić do interwencji walutowych mających na celu osłabienie krajowej waluty.
Z identycznych przyczyn drozał frank szwajcarski - EUR/CHF spadał poniżej 1,06. Dodając do tego drożejące euro (+0,4 proc.; do 4,32 zł), mieliśmy franka szwajcarskiego po blisko 4,09 zł. To najwyższy kurs od 2016 r. Później jednak frank wyraźnie osłabł.
Odwrót od rynków akcji przekłada się na rosnące ceny obligacji. Rentowność amerykańskich papierów 10-letnich (rentowność porusza się odwrotnie do ceny) spadła do 0,43 proc. wobec 0,76 proc. na piątkowym zamknięciu. Amerykański dług jest obecnie najniżej oprocentowany w historii.































































