Lipiec przyniósł kontynuację trendu poprawy nastrojów polskich konsumentów - wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. Nieznacznie podniosły się za to oczekiwania inflacyjne, które w czerwcu osiągnęły najniższy poziom od niemal 7 lat.


Pomimo realnego spadku wynagrodzeń, wciąż galopującej inflacji i gospodarczej stagnacji nastroje polskiego konsumenta uległy dalszej poprawie. Lipiec był już dziewiątym miesiącem z rzędu, w którym GUS raportował wzrost wskaźników nastrojów konsumenckich. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK), syntetycznie opisujący obecne tendencje konsumpcji indywidualnej, wyniósł w lipcu -24,9 i był o 3,3 pkt wyższy niż miesiąc wcześniej - poinformował GUS.
Poprawa nastrojów konsumenckich postępuje nieprzerwanie od października, kiedy to BWUK odnotował drugi najniższy odczyt w historii. I choć wśród ankietowanych konsumentów wciąż przeważają pesymiści, to jednak nastroje są już zdecydowanie lepsze, niż były jesienią.
Nadal poprawiały się także widoki na przyszłość – choć wciąż pozostają negatywne, podobnie jak ocena bieżącej sytuacji. Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (WWUK) podniósł się do -10,9 pkt. względem -14,8 pkt. odnotowanych w czerwcu. To najwyższa wartość tego wskaźnika od marca 2020 roku, a więc ostatniego badania sprzed epoki covidowych lockdownów.
Jest lepiej, ale wciąż nie za dobrze
Zarówno BWUK, jak i WWUK mogą przyjąć wartość od -100 pkt. do 100 pkt. Odczyty ujemne świadczą o liczbowej przewadze respondentów negatywnie oceniających sytuację finansową swojego gospodarstwa domowego, jak i kondycję ekonomiczną kraju.
Przed rokiem 2017 oba wskaźnik ani razu nie przyjęły wartości dodatnich. Pasmo optymistycznych nastrojów polskich konsumentów zostało gwałtownie przerwane w kwietniu 2020 roku, gdy rząd wprowadził drakońskie restrykcje sanitarne. Od tego czasu wskaźniki ufności konsumenckiej przez większość czasu utrzymują się na poziomach, które w przeszłości występowały podczas okresów recesji w polskiej gospodarce.
Jednakże po październiku 2022 obserwujemy wyraźną poprawę nastrojów gospodarstw domowych. Tj. wciąż są one jednoznacznie negatywne, ale z miesiąca na miesiąc frakcja pesymistów maleje. Spada też niechęć do dokonywania dużych zakupów oraz wygasają obawy przed pogorszeniem sytuacji finansowej gospodarstwa domowego w następnych 12 miesiącach. Topnieje też frakcja respondentów oczekujących pogorszenia sytuacji gospodarczej kraju w najbliższych 12 miesiącach.
Dezinflacja czy trwale wysoka inflacja?
Wraz z poprawą nastrojów konsumenckich maleją obawy związane z inflacją. W czerwcu GUS-owski wskaźnik oczekiwań inflacyjnych – czyli oczekiwanej zmiany cen w następnych 12 miesiącach – spadł do zaledwie 10,7 punktów i był to najniższy odczyt od sierpnia 2016 roku. W lipcu wskaźnik ten podniósł się do 11,7 pkt. i był to jego pierwszy wzrost od października.
Spadek wskaźnika oczekiwań inflacyjnych nie oznacza przy tym, że Polacy masowo uwierzyli w spadek lub choćby stabilizację cen dóbr konsumpcyjnych. Nic z tych rzeczy! Nadal przeszło 72% ankietowanych spodziewa się, że ceny będą rosły. Tyle tylko że już tylko 5% oczekuje, że będzie to wzrost szybszy niż do tej pory. Ponad 35% spodziewa się utrzymania obecnego tempa wzrostu cen (czyli inflacji rzędu 11% w skali roku), a prawie 33% zakłada, że ceny będą rosły wolniej (ale nie sprecyzowano, o ile wolniej). Oznacza to, że nadal miażdżąca większość ankietowanych konsumentów spodziewa się utrzymania wysokiej inflacji CPI w kolejnych 12 miesiącach.
Lipcowe badanie nastrojów konsumenckich sugeruje, że zapoczątkowany jesienią pozytywny trend został utrzymany także w miesiącach letnich. Polski konsument najwyraźniej odetchnął z ulgą, widząc, że nie zmaterializowały się strachy z jesieni (brak opału, prądu i paliw), a paliwo jest wyraźnie tańsze niż rok temu. Zapewne też przyzwyczaił się do środowiska wysokiej inflacji i szybkich zmian nominalnych cen i płac.
Pomimo ewidentnej recesji na poziomie realnego PKB bezrobocie w Polsce nie rośnie i w praktyce utrzymuje się na nieistniejącym poziomie. Nie zmienia to faktu, że mamy za sobą już rok stagflacji – czyli okres niskiego (praktycznie zerowego) wzrostu gospodarczego i podwyższonej, dwucyfrowej inflacji CPI.


























































