Do niedawna konieczność płacenia za przechowanie złota uchodziła za jeden z pewników – takich samych jak śmierć czy podatki. Dogmat ten obalił jeden z kanadyjskich dilerów, oferując oprocentowanie przechowywanego u niego kruszcu. Czy warto skusić się na tego typu ofertę?


Każdy posiadacz złota inwestycyjnego wie, że nastręcza ono nieco problemów z bezpiecznym przechowaniem. Trzeba mieć albo własny sejf, albo dobrze przemyślany schowek, albo założyć w ogródku „bank ziemski”, albo też zapłacić za wynajęcie skrytki w banku lub wyspecjalizowanej firmie.
Za taką usługę się płaci, a i tak złoto nigdy nie będzie w 100% bezpieczne.
Problem ten postanowił rozwiązać jeden z niewielkich kanadyjskich dilerów metali szlachetnych. Firma Canadian Bullion Services Inc. zaproponowała swoim klientom program o nazwie „Boost Storage Account”. Jeśli ktoś zakupi przynajmniej 500 uncji srebra lub 10 uncji złota i zdecyduje się je przechować w firmowym skarbcu, to nie dość, że nie zapłaci za tą usługę, to jeszcze otrzyma odsetki od wartości zdeponowanego kruszcu.
I to w dodatku całkiem niezłe, zwłaszcza jak na warunki zerowych lub wręcz ujemnych stóp procentowych na Zachodzie. Klient Canadian Bullion Services może liczyć na 2,5%, jeśli powierzy swój metal na rok, na 3,5% na lokacie dwuletniej i aż 4,5% na trzyletniej. Po zakończeniu okresu lokaty można ją przedłużyć lub zażądać fizycznego zwrotu „swojego” złota. Odsetki naliczane są co miesiąc i ich wysokość jest uzależniona od bieżącej „ceny” metalu.

Przeczytaj także
Z góry odradzałbym wszelkie tego typu transakcje. Sensem inwestowania w złoto jest zamiana papieru na metal, a nie papieru na papier, jak w tym przypadku. Największą zaletą złota jest brak ryzyka kredytowego, na które narażamy się, zakładając złotą „lokatę” u dilera lub kupując jakiś „złoty certyfikat”. Tylko fizyczne złoto przechowywane pod własną kontrolą zapewnia odpowiednie bezpieczeństwo. Twoje złoto jest Twoje tylko tak długo, jak masz je pod ręką.
Znając życie, za jakiś czas podobne rozwiązania mogą pojawić się także na polskim rynku. Radziłbym ich unikać jak ognia. Już nawet nie będę wspominał, że podobne odwrócenie strumienia płatności za „przechowywanie” złota swego czasu oferowała firma Amber Gold. Rzecz w tym, że „Twoje” złoto przechowywane u dilera faktycznie przestaje być „Twoje” i z posiadacza metalu stajesz się posiadaczem kartki papieru, stanowiącego czyjeś zobowiązanie do wydania określonej ilości kruszcu.
Przeczytaj także
Z drugiej strony fakt, że ktoś w ogóle wyszedł z ofertą płacenia za przechowanie złota, może znaczyć, że ktoś inny jest w stanie zapłacić naprawdę niezły procent za pożyczenie królewskiego metalu. A skoro płaci, to znaczy, że bardzo potrzebuje. Czemu więc nie kupi potrzebnego metalu na rynku? Odpowiedź może być tylko jedna: bo naprawdę duża ilość złota jest faktycznie niedostępna po cenach obowiązujących na rynkach terminowych, gdzie 98-99% kontraktów rozliczana jest w gotówce, a nie poprzez fizyczną dostawę.



























































