Funkcjonariusze OMON-u pobili we wtorek wieczorem ekipę BBC oraz portalu Onliner. Zatrzymano wielu dziennikarzy, niszcząc ich sprzęt oraz odbierając karty z nagraniami i zdjęciami. Protesty we wtorek miały jednak mniejszą skalę niż w poprzednich dniach.


"Jesteśmy w szpitalu na oględzinach" – powiedział PAP fotoreporter portalu Onliner Wład Barysewicz. "Zatrzymali nas, zniszczyli kamerę, pobili i wypuścili" – dodaje. Jak mówi, funkcjonariusze byli brutalni i uderzali jego głową o ścianę.
W Mińsku pobito podczas wtorkowych protestów także ekipę BBC – poinformowała stacja w komunikacie. Dziennikarze byli akredytowani.
Przy metrze Puszkińska funkcjonariusze pobili operatora portalu TUT.by, zniszczyli kamerę i zabrali kartę pamięci. Karty pamięci ze zdjęciami skonfiskowano także u fotoreporterów TUT.by, agencji AP i Naszej Niwy.
Do zatrzymań zaszło także w Brześciu, gdzie brutalnie zatrzymano człowieka TUT.by oraz w Grodnie (tam zatrzymano m.in. reportera Hrodna.life).

"Próbowali walić pałką w kamerę, ale wykręciłem się i dostałem po plecach" – powiedział PAP Władzimir Kostin, pracujący dla agencji Reuters.
"W nocy z 11 na 12 sierpnia w kraju doszło do punktowych zgromadzeń obywateli w 25 miejscach. Za udział w nielegalnych akcjach zatrzymano ponad tysiąc osób. Organy śledcze wszczęły 17 spraw karnych” - poinformował resort spraw wewnętrznych.
Wtorek był trzecim dniem protestów przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich, ale po brutalnym rozpędzaniu akcji w niedzielę i poniedziałek, ludzi było zdecydowanie mniej.
Do starć z milicją doszło na prospekcie Rokosowskiego, przy metrze Uruczje i właśnie przy metrze Puszkińska oraz w dzielnicy Kamienna Gorka.
Protestujący nie łączyli się, a pozostawali w rozproszeniu. Gdy zbliża się OMON – rozbiegali się, ale potem wracali na to samo miejsce.
Agencja TASS poinformowała, że w dzielnicy Uruchje na zachodzie Mińska policja użyła granatów ogłuszających do rozpędzenia manifestacji, w której udział wzięło ok. 500 osób.
Wcześniej we wtorek resort zdrowia Białorusi podał, że w szpitalach przebywa ponad 200 osób, poszkodowanych podczas akcji protestu po niedzielnych wyborach. Stan kilku osób wymagał przeprowadzenia operacji.
Zatrzymano dwóch polskich studentów
Ambasador Polski na Białorusi Artur Michalski interweniował w białoruskim MSZ w sprawie trzech Polaków zatrzymanych w tym kraju; będziemy sprawdzali, czy nie ma większej liczby zatrzymanych - poinformował PAP w środę wiceszef MSZ Paweł Jabłoński.
Poseł KO Michał Szczerba, który obserwował wybory i protesty powyborcze w Mińsku, poinformował, że skontaktowały się z nim rodziny polskich studentów, które w poniedziałek utraciły z nimi kontakt. Informacje te potwierdził wcześniej w środę wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński.
W rozmowie z PAP wiceszef MSZ poinformował, że zatrzymanych zostało trzech Polaków na Białorusi.
"Nasz ambasador interweniował, był w białoruskim MSZ, domagając się uwolnienia trzech Polaków" - powiedział Jabłoński.
"Jesteśmy też w kontakcie z rodzinami, staramy się, żeby dostawały te informacje w pierwszej kolejności. Będziemy też sprawdzali, czy nie ma większej grupy zatrzymanych, bo liczby zatrzymanych są bardzo duże, więc te informacje będą jeszcze spływały, będziemy monitorować tę sprawę" - zapewnił.
Justyna Prus, Marcin Chomiuk



























































