Ludowa Rada Koordynacyjna, powołana przez kilka partii opozycyjnych w Kirgistanie, oświadczyła w środę, że przejmuje uprawnienia państwowe i rozwiązuje parlament. Reuters pisze o rozłamie w szeregach opozycji, której część dążyła do przekazania jej władzy przez parlament.


Grupy opozycyjne opanowały we wtorek większość aparatu rządowego w Kirgistanie po szturmie na budynki administracji centralnej podczas protestów po niedzielnych wyborach parlamentarnych, wygranych przez dwie partie proprezydenckie i związane z establishmentem.
Jednak prezydent kraju Suronbaj Dżinbekow utrzymał się u władzy, pomimo niepokojów - pisze agencja Reutera. We wtorek Centralna Komisja Wyborcza unieważniła wyniki niedzielnych wyborów.
Tymczasem kilkadziesiąt niezidentyfikowanych osób próbowało w środę włamać się do kanadyjskiej firmy Kumtor Gold Company w stolicy Kirgistanu, Biszkeku - poinformował lokalny portal 24.KG i rosyjska agencja TASS. Przedsiębiorstwo Kumtor, które odpowiada za większość wydobycia złota w Kirgistanie, jest własnością kanadyjskiej firmy Centrera Gold.
W związku z powszechnymi niepokojami w kraju kilku górników zgłaszało atak na ich biura i obiekty także dzień wcześniej - pisze Reuters.
Na fali protestów we wtorek ustąpił premier Kubatbek Boronow. Na stanowisko szefa rządu został powołany Sadyr Dżaparow, jeden z opozycyjnych polityków, którzy zostali uwolnieni z aresztu podczas powyborczych zajść. Do powołania nowego premiera doszło podczas nadzwyczajnego posiedzenia parlamentu, które odbyło się w hotelu, z powodu zajęcia budynku parlamentu przez demonstrantów. Niedługo po wyborze na premiera Dżaparow i inni politycy musieli uciekać z hotelu, w którym obradowali, ponieważ do budynku wdarł się rozwścieczony tłum - podaje Reuters, powołując się na media w Kirgistanie.
Dżaparow, który wystąpił późnym wieczorem w telewizji, przekazał, że zaproponuje reformę konstytucyjną przed przeprowadzeniem wyborów prezydenckich i parlamentarnych za dwa do trzech miesięcy. Zastrzegł jednak, że nie ma jeszcze poparcia Ludowej Rady Koordynacyjnej, utworzonej przez kilka głównych ugrupowań opozycyjnych, co - jak wskazuje Reuters - sugeruje, że między sojusznikami są napięcia.
Mieszkańcy Biszkeku, którzy w 2005 i w 2010 roku przeszli przez gwałtowne rewolty, w których czasie doszło do grabieży, szybko utworzyli jednostki straży obywatelskiej, aby wzmocnić policję. Według doniesień portalu 24.KG strażnicy przepychali się z protestującymi, którzy próbowali wtargnąć do budynków rządowych lub atakowali sklepy czy restauracje.
W środę rano portal Akipress podał, powołując się na policję w Biszkeku, że sytuacja w mieście jest spokojna. (PAP)
cyk/ ap/































































