Przy deregulacji prawa gospodarczego będzie obowiązywała zasada "jeden za jeden"; na każdy nowy akt prawny wprowadzany do systemu, musi zostać usunięty lub zrewidowany inny - zapowiedział w piątek w Kielcach szef MRiT Krzysztof Hetman. Zmiana ma ograniczyć biurokrację i poprawić jakość regulacji.


Minister rozwoju i technologii Krzysztof Hetman spotkał się w piątek w Tragach Kielce z samorządowcami, przedsiębiorcami i przedstawicielami świętokrzyskich instytucji z otoczenia biznesu.
Zapewnił, że gabinet Donalda Tuska – w przeciwieństwie do rządu Zjednoczonej Prawicy - „fundamentalnie zmienił podejście do przedsiębiorców”. Poinformował, że jednym z jego pierwszych działań po objęciu funkcji ministrem rozwoju i technologii było spotkanie z radą przedsiębiorczości. Po nim ustalono powołanie zespół zajmujący się deregulacją.
„W bardzo krótkim czasie ten zespół przygotował pierwszy projekt ustawy deregulacyjnej, który właśnie ma likwidować biurokrację w prowadzeniu działalności gospodarczej oraz likwidować bariery, na które przedsiębiorcy narzekają” – zaznaczył.
Minister Hetman zapowiedział także wprowadzenie zasady „jeden za jeden”, oznacza to, że na każdy nowy akt prawny wprowadzany do systemu, musi zostać usunięty lub zrewidowany inny, równoważny przepis. Dodał, że „nie jest sztuką wprowadzić prawo, a wdrożyć rozwiązania, które są przemyślane i dobre”. „W przypadku deregulacji będziemy chcieli wprowadzić zasadę, że jeden nowy przepis będzie wycofywał przepis stary” – powiedział.

Dodał, że jest to odpowiedź na postulaty przedstawicieli przedsiębiorstw i instytucji z otoczenia biznesu. Jego zdaniem doprowadzi to do ograniczenie biurokracji, wzrostu efektywności prawa i poprawy jakości regulacji.
Według Hetmana polscy przedsiębiorcy mieli ogromny deficyt rozmowy, dialogu i konsultacji szczególnie tych wszystkich rozwiązań, które dotyczyły rozwoju gospodarczego, a które były wprowadzone przez poprzedni rząd.
Zwrócił uwagę, że tylko w 2022 roku w Polsce wprowadzono prawie 32 tys. stron nowych aktów prawnych. Oznacza to, że każdego dnia roboczego w Polsce publikowanych było średnio 125 stron nowych przepisów.
Ocenił, że wiązało się to z "całkowitym brakiem przewidywalności legislacyjnej i fiskalnej", a przedsiębiorcy nie mieli czasu dostosować się do wielu zmian, ponieważ "nie były zachowane nawet zdroworozsądkowe zasady vacatio legis". "To już się absolutnie zmieniło" – podkreślił. (PAP)
Autor: Wiktor Dziarmaga
wdz/ mmu/































































