Sprawa jest bulwersująca, bo pokazuje jak w łatwy sposób naciągnąć kursantów na kilkaset dodatkowych złotych. Okazuje się, że jest to bajecznie proste i wiele szkół jazdy wykorzystuje źle skonstruowane przepisy do przeciągania kursu na prawo jazdy kat. B w nieskończoność. Od 2006 roku każda szkoła jazdy ma obowiązek przeprowadzania egzaminu wewnętrznego składającego się z części teoretycznej oraz praktycznej. Z egzaminem teoretycznym kursant zwykle nie ma problemu – dla większości jest to formalność. Jednak na 30 godzinie kursu szkoły jazdy przeprowadzają praktyczny egzamin wewnętrzny. Jest on przeprowadzany bez świadków. Nie jest także monitorowany. Spora część kursantów ów egzamin oblewa. Wówczas instruktor stawia diagnozę – trzeba dokupić jazdy doszkalające.
Kursant nie ma wielkiego wyboru
Bez zdanego egzaminu wewnętrznego nie ma prawa pójść na egzamin państwowy przeprowadzany przez Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego. Oczywiście kursant, ma prawo zrezygnować z usług takiej szkoły i wybrać inną ofertę. Jednak nikt mu nie daje gwarancji, że w następnej szkole proceder ten się nie powtórzy. Koniec końców, jeżeli nie zdało się praktycznego egzaminu wewnętrznego i tak należy wykupić dodatkowe godziny doszkalające.
Nie jest to mały koszt. Średnio jedna godzina kosztuje 40 zł. Zwykle należy wykupić minimum 5. Po ich wyjeżdżeniu, kursant znów przystępuje do wewnętrznego egzaminu praktycznego i jeżeli znów obleje to po raz kolejny będzie musiał wykupić dodatkowe godziny. Dla wielu szkół jazdy jest to żyła złota.
Instruktor przeprowadzający praktyczny egzamin wewnętrzny musi wypełnić kartę przebiegu egzaminu. Sam egzamin w teorii nie może się różnić od tego przeprowadzanego przez WORD. Instruktor np. musi wypełniać kartę przebiegu egzaminu. Na tym dokumencie ewidencjonuje błędy popełnione przez kursanta,a co za tym idzie stwierdza, że czy kursant zdał lub nie. Powinien ją podpisać instruktor przeprowadzający egzamin, instruktor prowadzący i osoba egzaminowana.
W praktyce wiele szkół nie ewidencjonuje kart z wynikiem negatywnym, bo zwykle kursant o nie nie prosi tylko zgadza się na wykupienie dodatkowych godzin. W efekcie jego pierwszą kartą będzie ta z wynikiem pozytywnym. Tylko niekoniecznie po 30 godzinach kursu podstawowego, ale np. po 35 lub 40. Łatwo policzyć, że dodatkowe 10 godzin to wydatek rzędu od 350 do 500 zł.
Zdaje tylko co trzeci kursant
Paradoks polega na tym, że tylko średnio co trzeci kursant zdaje egzamin w WORD za pierwszym razem. Tymczasem jednocześnie każdy z nich ma zdany egzamin wewnętrzny w swojej szkole jazdy. Skąd taka rozbieżność? Gdyby szkoły rzeczywiście uczyły jeździć, a obowiązkowy egzamin wewnętrzny miałby jakiekolwiek przełożenie na umiejętności przyszłego kierowcy, wówczas statystyka w WORD byłaby dużo wyższa.
Wg Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców pokazuje, że w 2006 roku nastąpił 5% spadek zdawalności egzaminów w WORD. W 34 Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego zdawalność na prawo jazdy kat. B jest mniejsza niż 32%. Za główne powody słabej statystyki podaje się stres egzaminowanego. Jednak często dochodzą do tego także takie hasła jak nadgorliwość egzaminatorów oraz bezpośrednie powiązanie kondycji finansowej w WORD-ach z wpływami za egzaminy.
Praktyczny egzamin wewnętrzny wcale nie miał na celu lepiej przygotować kursanta na egzamin państwowy. Celem jego wprowadzenia był nadanie szkole prawa jazdy prawa decydowania o tym, czy kursant jest gotowy do udania się do WORD. Jeżeli ten po 30 godzinach obiektywnie nie miał szans na zdobycie prawa jazdy, to po porażce w WORD obniżałby statystykę szkoły jazdy. A to właśnie statystyka zdawalności jest jednym z głównych kryteriów wyboru szkoły przez kursanta. Właściciele szkół jazdy, czyli przedsiębiorcy po prostu dbali o swój interes.
Jednak okazało się, że nie ma to istotnego wpływu na zdawalność państwowego egzaminu. Stąd powstaje pytanie, dlaczego egzaminy wewnętrzne są obowiązkowe? Prywatna szkoła jazdy nie powinna być od tego, żeby wydawać zaświadczenia o przygotowaniu kursanta do egzaminu państwowego, tylko od nauczenia bezpiecznego prowadzenia samochodu.
Wygodne rozwiązanie dla szkół
Klient decydujący się na skorzystanie z usług takiej szkoły zwykle liczy na to, że 30 godzin nauki pozwoli mu skutecznie zdać egzamin w WORD. Tymczasem obowiązkowy sprawdzian wewnętrzny może przedłużać jego naukę w nieskończoność przy czym nie otrzymuje żadnej gwarancji, że zda egzamin państwowy.
Jest to bardzo wygodna sytuacja dla szkoły jazdy zwłaszcza, że klient nie może się ubiegać o zwrot pieniędzy za zapłacony kurs, który go nie nauczył jeździć, ale był obowiązkowym warunkiem przystąpienia do egzaminu państwowego. Nie może, bo nawet jeżeli można mieć do szkoły jazdy zastrzeżenia praktyczne to bardzo trudno jej udowodnić uchybienia formalne.
Trudne pytania
Trudno wytłumaczyć dlaczego państwo nakłada na kandydata na prawo jazdy konieczność udania się na kurs u prywatnego przedsiębiorcy. Dlaczego obywatel, który czuje, że umie jeździć nie może udać się na płatny egzamin państwowy skoro tylko tam weryfikacja jego umiejętności skutkuje wydaniem prawa jazdy? Część ekspertów wprost twierdzi, że wystarczyłyby badania od lekarza i psychologa i wizyta w WORD z pominięciem szkoły jazdy.
Tutaj pojawiają się pytania – a gdzie się nauczył jeździć? Czy posiada odpowiednie nawyki? Czy jest świadomy zagrożenia na drodze? Trudno udzielić odpowiedzi na te pytania w państwie socjalistycznym. O wiele łatwiej wprowadzić licencje na prowadzenie szkół jazdy i przerzucenie na nie odpowiedzialności za udzielenie odpowiedzi na postawione pytania.
Niestety obecnie wygląda to jak zmuszanie kogoś do uczestniczenia w teście prywatnego przedsiębiorcy, który uprawnia do udziału w państwowym egzaminie. Być może intencje ustawodawcy były słuszne – zwiększyć bezpieczeństwo na drogach. W praktyce jest to tylko kolejny sposób na wyciąganie pieniędzy od obywateli.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
Zobacz też:
» Egzaminy na prawo jazdy po staremu do 19 stycznia 2013 roku
» Niesłyszący też zdobędzie prawo jazdy
» VAT na kursy prawa jazdy
» Egzaminy na prawo jazdy po staremu do 19 stycznia 2013 roku
» Niesłyszący też zdobędzie prawo jazdy
» VAT na kursy prawa jazdy
































































