Mimo że czwarty kwartał 2025 roku przyniósł Intelowi wyniki wyraźnie lepsze od oczekiwań analityków, akcje giganta z Santa Clara mocno straciły na wartości. Inwestorzy, zamiast na zaksięgowanych już zyskach, skupili się na pesymistycznych prognozach. Spłata udzielonego przez rynek kredytu zaufania się przeciąga, a kurs na opóźnienia w „płatnościach” zareagował dwucyfrową przeceną.


Według raportu za IV kwartał, który Intel pokazał w czwartek 22 stycznia po sesji, spółka zamknęła 2025 rok z przychodami na poziomie 13,7 mld USD, co stanowiło wynik o 2,2% wyższy od konsensusu rynkowego. Jeszcze większe wrażenie zrobił skorygowany zysk na akcję (EPS), który wyniósł 0,15 USD – niemal dwukrotnie więcej niż prognozowane 0,08 USD. Silne wzrosty odnotowano zwłaszcza w segmencie centrów danych i AI (wzrost o 9% r/r).
Intel mocno traci na Wall Street
Mimo to, kurs akcji Intela w handlu posesyjnym zanurkował, tracąc momentami nawet ponad 13%. W oczekiwaniu na rozpoczęcie sesji kasowej kurs także tracił w dwucyfrowym tempie, a gdy na Wall Street rozpoczął się środowy handel, akcje Intela zanurkowały nawet o ponad 15%, do poziomu poniżej 46 dolarów. Przypomnijmy, że dzień wcześniej kurs spółki wyznaczył roczne maksimum na poziomie 54,60 dolarów za akcję.
Rynek udzielił Intelowi ogromnego kredytu zaufania tuż przed wynikami – akcje wzrosły o blisko 50% w ciągu miesiąca. Za ostanie 6 miesięcy stopa zwrotu na kursie przekroczyła 130%. Wyglądało to tak, jakby Wall Street na nowo zakochało się w Intelu. Analityk Jay Goldberg podniósł nawet rekomendację dla spółki do „kupuj” tuż przed raportem wynikowym. Jednak to prognozy samej spółki dotyczące przyszłych wyników stoją za wyprzedażą jej akcji.
Powodem paniki stały się przewidywania na pierwszy kwartał 2026 roku. Spółka spodziewa się przychodów w przedziale 11,7–12,7 mld USD (poniżej oczekiwań 12,5 mld USD) oraz zysku na akcję bliskiego zeru. Zarząd tłumaczy to „wąskimi gardłami” w łańcuchu dostaw oraz presją na marże związaną z kosztownym procesem wdrażania nowych technologii produkcyjnych (18A i 14A). Z prognoz wynika, że przyszłość nie jest tak kolorowa, jaką widzieli ją inwestorzy w ostatnich miesiącach, kiedy to wokół Intela działo się naprawdę dużo.

Intel wrócił z zaświatów
Jeszcze sześć miesięcy temu istniały obawy o samo przetrwanie firmy. Dzięki działaniom nowego prezesa Lip-Bu Tana, cięciom kosztów i inwestycjom rządowym, sentyment ten uległ zmianie, co napędzało wcześniejsze wzrosty. Kluczowymi punktami zwrotnymi, które budowały ten optymizm, były interwencja rządu USA (Sierpień 2025) oraz zaskakujący sojusz z Nvidią.
Administracja USA pod wodzą Donalda Trumpa zdecydowała się na jedną z największych interwencji państwowych w sektorze prywatnym, przejmując około 10% akcji Intela za kwotę 11,1 mld USD. Państwo stało się pasywnym udziałowcem, co zostało odebrane jako gwarancja bezpieczeństwa narodowego i finansowego spółki.
Niedługo później rynek zelektryzowała wiadomość o inwestycji Nvidii. Lider rynku AI wyłożył 5 miliardów dolarów na zakup akcji Intela po cenie 23,28 USD za sztukę. Dla Intela był to potężny zastrzyk gotówki i prestiżu, który umocnił przekonanie, że spółka staje się kluczowym partnerem w wyścigu AI.
Rynek mówi sprawdzam
Obecna przecena pokazuje, że kapitał jest niecierpliwy. Choć Intel ma za sobą wsparcie rządu i strategiczny sojusz z najpotężniejszym graczem w branży (Nvidia), musi teraz udowodnić, że potrafi przekuć zainwestowane miliardy dolarów w powtarzalne zyski. Dyrektor finansowy Intela David Zinsner powiedział CNBC, że klienci na technologię Intel 14A nowej generacji pojawią się w drugiej połowie roku. Dodał, że słabe prognozy spółki na pierwszy kwartał wynikają częściowo z tego, że spółka nie dysponuje taką podażą, jaka jest potrzebna, by sprostać sezonowemu popytowi.
Analitycy wskazują, że 2026 rok będzie kluczowy dla działu Foundry (produkcji kontraktowej). Jeśli spółka zdoła przezwyciężyć problemy z podażą komponentów i poprawi wydajność nowych procesów technologicznych, obecny spadek kursu może okazać się jedynie korektą w długoterminowym trendzie wzrostowym. Na razie jednak Wall Street mówi „sprawdzam”, karząc spółkę za ostrożność w patrzeniu w najbliższą przyszłość.































































