Listopadowe wybory do Kongresu będą trudne dla prezydenta USA Donalda Trumpa i Partii Republikańskiej, bo Amerykanie są niezadowoleni z kosztów życia — powiedział PAP John Fortier z American Enterprise Institute (AEI).


We wtorek, 3 listopada, odbędą się wybory do Kongresu, który składa się z Izby Reprezentantów i Senatu. Obecnie w obu izbach większość mają Republikanie. Sondaże wskazują jednak, że prezydenckie ugrupowanie może stracić większość w Izbie Reprezentantów, a niektórzy prognozują też przejęcie przez Demokratów Senatu.
- Prawdopodobnie po tych wyborach prezydent straci większość przynajmniej w jednej izbie Kongresu i nie będzie miał pełnej kontroli nad rządem. To sytuacja dość typowa, ale będzie oznaczała zmianę. Jeśli Demokraci przejmą Izbę Reprezentantów, a niektórzy sądzą, że być może także Senat, prezydentowi będzie znacznie trudniej realizować jego priorytety ustawodawcze — podkreślił Fortier.
Jak zauważył, Trump nie prowadzi swojej polityki wyłącznie w ramach procesu legislacyjnego, lecz może sięgać po rozporządzenia wykonawcze.
- Prezydent nie potrzebuje zgody Kongresu w wielu kwestiach dotyczących polityki zagranicznej, więc stanowisko prezydenta w sprawach zagranicznych niekoniecznie zmieni się w wyniku tego, że Kongres podejmie taką czy inną decyzję — dodał rozmówca PAP.
- Natomiast w kwestiach finansowania i w podobnych obszarach może pojawić się przestrzeń do kompromisu między administracją a Kongresem i w ten sposób może dojść do pewnych zmian. Ogólnie jednak sądzę, że w wyniku tych wyborów zmiany w polityce zagranicznej będą prawdopodobnie mniejsze niż zmiany w innych obszarach — prognozuje analityk AEI.
Przejęcie większości nawet w jednej izbie Kongresu oznacza, że Demokraci będą kontrolować jej agendę, komisje oraz prowadzone w jej ramach dochodzenia — zaznaczył ekspert konserwatywnego waszyngtońskiego think tanku.

Gdyby Demokraci przejęli kontrolę nad Senatem, Republikanie mieliby też większe trudności z zatwierdzaniem osób na stanowiska w administracji. Senat ma prawo zatwierdzać nominacje sędziów federalnych, kandydatów do Sądu Najwyższego i członków gabinetu.
- Uważam, że wybory połówkowe (w połowie kadencji prezydenta - PAP) niemal zawsze są swego rodzaju referendum w sprawie prezydenta. W ciągu ostatnich 150 lat – poza trzema przypadkami – partia prezydenta traciła mandaty w Izbie Reprezentantów w każdych wyborach śródokresowych – powiedział Fortier.
Według niego dzieje się tak częściowo dlatego, że w partii sprawującej władzę zazwyczaj dochodzi do pęknięć.
- Natomiast członkowie partii pozostającej w opozycji, w tym przypadku Demokraci, są zjednoczeni. Mogą być między nimi pewne rozbieżności, ale jednoczą się wokół tego, że nie popierają Donalda Trumpa — podkreślił analityk AEI.
Obawy Amerykanów dotyczące sytuacji gospodarczej utrudniają prezydentowi i Republikanom sytuację przed wyborami — przyznał ekspert. Dotyczy to zwłaszcza inflacji i kosztów życia.
Ważną kwestią w czasie kampanii jest wpływ wojny z Iranem na wzrost cen ropy — podkreślił Fortier.
- Oczywiście cena benzyny jest tylko jednym z elementów odczuwalnej inflacji, ale jest jej najbardziej widocznym przejawem. Ludzie regularnie jeżdżą samochodami, widzą ceny na stacjach benzynowych. I zaczynają wyobrażać sobie alternatywny scenariusz: gdyby nie było wojny, być może ceny byłyby niższe... - powiedział ekspert.
Według niego Demokraci nie zdobędą wielu dodatkowych miejsc w Izbie, ale ich liczba będzie wystarczająca do przejęcia nad nią kontroli. Między innymi ze względu na zmiany granic okręgów wyborczych w wielu miejscach rywalizacja jest naprawdę zacięta — zauważył Fortier.
Ekspert spodziewa się burzliwego procesu dotyczącego uchwalania budżetu po wyborach. - Może dochodzić do wielu impasów i wygląda na to, że może nawet dojść do zamknięcia rządu federalnego (shutdownu) na pewien czas — dodał.
Fortier odniósł się też do kwestii potencjalnego impeachmentu prezydenta.
- Weszliśmy w epokę, w której impeachment stał się dość częstym zjawiskiem. Chcę tylko wyjaśnić, że kiedy mówię o impeachmencie, mam na myśli termin techniczny. To procedura wszczynana przez Izbę Reprezentantów. Następnie mamy drugi etap, czyli proces w Senacie. Usunięcie prezydenta z urzędu wymagałoby uzyskania dwóch trzecich głosów w Senacie — powiedział Fortier. Z tego względu ekspert nie spodziewa się, że ktokolwiek zostanie usunięty ze stanowiska.
W wyborach do Kongresu w połowie kadencji prezydenckiej wyłoniony zostanie cały skład Izby Reprezentantów i nieco ponad jedna trzecia Senatu - 35 ze 100 senatorów. Kongresmeni w Izbie Reprezentantów wybierani są na dwuletnie kadencje, dlatego wszystkie 435 miejsc w tej izbie podlega co dwa lata wyborom. Senatorowie sprawują sześcioletnie kadencje, które rozpoczynają się w różnych terminach.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)
ndz/ ap/

























































