Senat Brazylii zdecydował w czwartek o wszczęciu procedury impeachmentu wobec prezydent kraju Dilmy Rousseff za ukrywanie złego stanu finansów publicznych. Jej obowiązki przejmie tymczasowo wiceprezydent Michel Temer.
Mimo kilku prób wstrzymania procedury impeachmentu, senatorowie stosunkiem głosów 55 do 22 orzekli, że prezydent złamała przepisy, dotyczące budżetu. Debata trwała 22 godziny. Orzeczenie senatu oznacza, że prezydent została na pół roku zawieszona w pełnieniu obowiązków. W tym czasie jej sprawa ma zostać osądzona przez senat. Jeśli prezydent zostanie uznana za winną, to senatorowie będą mogli ją odwołać z urzędu większością dwóch trzecich głosów.
Prezydent Dilma Rousseff zapowiedziała wcześniej, że będzie walczyć "ze wszystkich sił, wykorzystując wszelkie środki prawne", by nie dopuścić do odsunięcia jej od władzy. "Ostatnim dniem mojego mandatu będzie 31 grudnia 2018 roku" - podkreśliała Rousseff, występując we wtorek przed tysiącami swych zwolenników.
Przeczytaj także

"Washington Post" zauważa, że prawnicy nie są zgodni co do technicznych podstaw do impeachmentu, ale większość Brazylijczyków, którzy są zmęczeni głęboką recesją i oburzeni z powodu skandalu korupcyjnego na gigantyczną skalę w państwowym koncernie naftowym Petrobras, chce usunięcia Rousseff.
W ostatnich dniach dochodziło do prób odłożenia w czasie całej procedury. Reprezentujący prawne interesy rządu Brazylii adwokat generalny Jose Eduardo Cardozo zwrócił się we wtorek do Sądu Najwyższego o jej anulowanie. Nie jest jednak jasne, kiedy trybunał wyda orzeczenie w tej sprawie. "New York Times" pisze, że są sygnały, iż sąd nie chce w wyraźny sposób interweniować w tej sprawie.
Wcześniej pełniący obowiązki przewodniczącego Izby Deputowanych Eduardo Maranhao anulował ważność przeprowadzonego w ubiegłym miesiącu w izbie niższej głosowania w sprawie impeachmentu. Po kilku godzinach wycofał jednak tę kontrowersyjną decyzję.
Przeczytaj także
Przeciwnicy 68-letniej prezydent Rousseff zarzucają jej, że pożyczała pieniądze z państwowych banków, aby pokrywać braki w budżecie. Dilma Rousseff, wywodząca się z lewicowej Partii Pracy, miała w ten sposób zwiększyć swoje szanse na powtórny wybór w 2014 roku. Wielu Brazylijczyków obarcza jednak prezydent odpowiedzialnością za zły stan gospodarki i skandal korupcyjny w państwowym koncernie naftowym Petrobras. W aferę było zamieszanych wielu czołowych polityków. W sierpniu mają się zacząć w Rio de Janeiro Igrzyska Olimpijskie.
PAP/ cyk/ ro/ IAR




























































