

Udokumentowany przez EBC odpływ depozytów z greckich banków nie ustaje. Na kilka dni przed kluczową datą przyszłość finansowa „chorego człowieka strefy euro” wciąż pozostaje pod wielkim znakiem zapytania.
Wartość depozytów ulokowanych w greckim systemie bankowym przez gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa spadła w maju do 135,6 miliardów euro wobec 139,4 miliardów euro w miesiącu poprzednim. Poziom odnotowany w maju to najniższa wartość od sierpnia 2004 r. (130 miesięcy).
Majowy odpływ (-2,6%) nie był wprawdzie tak silny jak kwietniowy (-3,9%) czy styczniowy (-7,3% przed dojściem Syrizy do władzy), jednak atmosfera względnego uspokojenia sytuacji sprzed kilku tygodni to już melodia przyszłości. Zegar Grexitu nieubłaganie tyka, a kolejne rozmowy nie przynoszą efektu.

Dokładniejszy rozmiar „wyrwy” która powstała w greckich bankach poznamy jednak dopiero za miesiąc, kiedy spłyną dane czerwcowe. To właśnie ze względu na wycofywanie depozytów ludności bankom komercyjnym w Grecji niezbędna była „kroplówka” w postaci finansowania z programu ELA od banku centralnego, na którą kilkukrotnie w ostatnich dniach zgodę wyrażał EBC.

Wycofującym pieniądze z banków Grekom trudno się dziwić. Nad krajem wciąż wisi widmo wprowadzenia kontroli kapitału (np. w wariancie cypryjskim), która zamroziłaby greckie konta lub umożliwiła wypłaty jedynie niewielkich kwot.
Nie wiadomo w jakiej walucie nastąpiłyby wpłaty – jeszcze w euro czy już w drachmie. Z tego samego powodu wielu Greków woli jak najdłużej zwlekać z płaceniem podatków (o ile w ogóle zamierzają je płacić), których wartość wyrażona w ewentualnej nowej walucie byłaby niższa aniżeli w euro.
Program pomocowy dla Grecji wygasa we wtorek 30 czerwca a bez ostatniej raty w wys. 7,2 mld euro, kraj ten nie będzie w stanie uregulować spłaty zadłużenia wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Nowym „dniem ostatniej szansy” dla Grecji ma być sobota.
Michał Żuławiński





























































