Media już ogłosiły koniec recesji
Przykładem może być okładka jednego z najpoczytniejszych amerykańskich tygodników, wydawanego także w Polsce. Jesienią ubiegłego roku można było przeczytać pisany dużą czcionką tytuł obwieszczający recesję. Od tamtej chwili sytuacja w Polsce wiele się nie pogorszyła (już wtedy była zła), ale teraz, po pół roku, z okładki tygodnika możemy przeczytać wiadomość, że gospodarka rusza, na co wskazują m. in. wskaźniki optymizmu konsumentów i przedsiębiorców. Czy rzeczywiście poprawa nastrojów wśród Polaków oznacza, że będzie lepiej?
Optymizm konsumentów
Zacznijmy od optymizmu konsumentów i przedsiębiorców. Według kwietniowego sondażu Ipsos-Demoskop nastroje konsumentów poprawiły się w kwietniu, a wskaźnik optymizmu wzrósł do 75 pkt. Patrząc na wcześniejsze dane tego sondażu można wysnuć wniosek, że trend spadkowy został na razie zakończony i nastroje stabilizują się. Optymistyczniejsi w tym względzie są przedsiębiorcy – wskaźnik koniunktury publikowany przez GUS wzrósł w kwietniu do poziomu –5 pkt, ale był to już piąty z rzędu wzrost tego wskaźnika. Przedsiębiorcy jednoznacznie więc wskazują, że oczekują poprawy koniunktury. Eksperci gospodarczy uważają, że wskaźniki badające nastroje z wyprzedzeniem pokazują jak będzie rozwijała się gospodarka i są one bardzo wiarygodne. Czy jednak tym razem zbyt dużej roli nie odgrywa psychologia ludzka?
Ograniczenie konsumpcji
Sytuacja gospodarcza pogarsza się w Polsce systematycznie od I połowy 2000 roku. Przez ten czas Polacy przyzwyczaili się już do kiepskiej koniunktury, ograniczyli poziom wydatków, a firmy dostosowały poziom zatrudnienia oraz kosztów do nowych warunków rynkowych. Oznacza to, że na jakiś czas sytuacja się ustabilizowała się, a po okresie pesymistycznego nastawienia do przyszłości przyszedł okres poprawy nastrojów. Nie oznacza to jednak automatycznie, że nastąpi poprawa w gospodarce. Poprawa nastrojów nie oznacza, że Polacy automatycznie zaczną wydawać więcej pieniędzy (bo skąd je wezmą, jeśli nie ma podwyżek płac?), nie oznacza, że firmy zwiększą produkcję (bo kto będzie kupował więcej?). Polskiego budżetu nie stać, tak jak amerykańskiego, na zwiększenie wydatków budżetowych i wpompowanie milionów dolarów w gospodarkę. W Polsce nikt już nie pamięta co to jest nadwyżka budżetowa. Dlatego sądzę, że zapowiadana poprawa koniunktury może dać na siebie czekać o wiele dłużej, niż do II połowy tego roku.
Marcin Dziadkowiak



























































