Chociaż od początku roku złoto jest jednym z najmocniej drożejących aktywów, Goldman Sachs konsekwentnie nie wierzy w dalsze wzrosty jego cen.
Niedawne wyrównanie przez ceny złota poziomów z września ubiegłego roku nie przekonuje ekspertów Goldman Sachs. W najnowszej rekomendacji analitycy Damien Courvalin i Jeffrey Curie stwierdzają, że ostatnie zwyżki (10% od początku roku) na tym rynku wywołane były trzema czynnikami – słabszymi danymi makroekonomicznymi z USA obawami o kondycję chińskiego rynku kredytowego oraz eskalacja napięcia na Ukrainie.
Jak zgodnie twierdzą obaj panowie, dwa pierwsze czynniki już w najbliższych tygodniach przestaną wywierać presję na złoto. Gospodarka amerykańska odbije po dotkliwej zimie, chiński kryzys nie zakończy się „twardym lądowaniem”, a sami Chińczycy nie ruszą masowo na zakupy złota.
Analitycy amerykańskiego banku inwestycyjnego przyznają, że w górę ceny kruszcu może pchnąć napięcie na linii Zachód-Rosja. Geopolityczny konflikt musiałby jednak jeszcze bardziej się zaognić, ponieważ nawet po referendum na Krymie, ceny złota spadały.
W związku ze stawianymi prognozami, Goldman Sachs utrzymuje swoje prognozy cen złota na niezmienionym poziomie. Zdaniem banku na koniec roku jedna uncja żółtego metalu kosztować będzie 1050 dolarów.
/mz





















