- Jeżeli nie zainwestujemy w Gdańsku, będziemy inwestować w dystrybucję. Chociaż wolelibyśmy działać w obu obszarach: produkcji i dystrybucji.
- Z tym, że budowa 50 stacji nie jest równoważna do inwestycji w Gdańsku, a właśnie budowę 50 stacji paliw zapowiada teraz Lukoil Polska.
- Planowane 50 stacji to już całkiem spora inwestycja, rzędu 75 mln dol. A do tego dochodzą przecież jeszcze nasze inwestycje w dystrybucję LPG.
- Więc jeżeli nie Gdańsk, to 50 stacji?
- W Polsce nie ma innych rafinerii, o których myślelibyśmy - zastrzegam, że nie chcę, aby rozumiano to jako deklarację naszego braku zainteresowania poszerzoną Grupą Lotos. Najchętniej odpowiem, że jeżeli nie Gdańsk to... Gdańsk. Rafineria Gdańska jest bardzo korzystnie zlokalizowana: w pobliżu złóż w regionie kaliningradzkim, może też stać się zapleczem produkcyjnym dla zaopatrzenia tego regionu w gotowe produkty. Transport produktów naftowych z Rosji do Kaliningradu - przez duży obszar Rosji, Białoruś i Litwę - jest kosztowny i nieopłacalny. Niemniej korzystny byłby eksport z Gdańska nawet, być może, do USA, gdzie Lukoil posiada sieć stacji paliw.
- Lukoil już dementował sugestie, że docelowo interesuje go całość polskiego rynku. Jednak stale powraca opinia, że to zainteresowanie obydwoma ośrodkami - Gdańskiem i Orlenem - wynika z logiki ekonomicznej Lukoila.
- Lukoil jest zainteresowany polskim rynkiem - jeśli nie przerobem w Gdańsku, to siecią detaliczną. Na razie nie ma natomiast mowy o Orlenie.
- Pana zdaniem, udział Lukoila w prywatyzacji Gdańska jest nadal realny?
- Tak, jest realny. Jesteśmy on stand-by. Czekamy na odpowiedź. Słyszymy deklaracje, ale nie ma decyzji. Lukoil jest gotów na wszystkich poziomach wznowić rozmowy w sprawie Gdańska. Planujemy inwestycje w przerób ropy w Bułgarii, na Ukrainie w Odessie, w rumuńskim Ploeszti, ale także nadal w Polsce.
- Lukoil informuje o planach uruchomienia u nas produkcji olejów.
- Analizujemy różne możliwości wejścia na rynek olejów. W sumie koncern Lukoil produkuje rocznie milion ton różnych olejów, a cały polski rynek to 250 tys. ton. To naturalne, że jesteśmy zainteresowani rynkiem w Polsce, ale będziemy wchodzić na ten rynek stopniowo. Tutaj rynek olejów jest dość nasycony, a nasza działalność musi być rentowna. Nawet jeżeli nie ruszy produkcja olejów, już w tym roku zostanie uruchomiona ich dystrybucja, bo olej marki Lukoil jest już produkowany w strefie euro.
- O jakich inwestycjach w biznesie olejowym myśli Lukoil Polska?
- Produkcja olejów oznacza faktycznie komponowanie, więc inwestycje byłyby tu niewielkie, bo komponować można wszędzie. Możliwości produkcyjnych olejów jest w Polsce nadmiar. Większe inwestycje planujemy w sieć sprzedaży. Chcemy sprzedawać oleje poprzez sieć dystrybucji LPG oraz polskich producentów i dealerów, od których mamy już wiele propozycji.
- Jak, Pana zdaniem, wejście Polski do Unii Europejskiej wpłynie na wzajemne relacje biznesowe Polski i Rosji: utrudni je, skomplikuje?
- Wejście Polski do UE nie utrudni biznesu - odwrotnie, przyczyni się do jego rozwoju. Polska będzie musiała jakoś budować potencjał swojej konkurencyjności wobec silnego kapitału zachodniego. Umożliwi to właśnie kooperacja z kapitałem rosyjskim, inwestycje z Rosji i wchodzenie na rosyjski rynek. Wejście do Unii stanie się bodźcem do ewolucji polskiego kapitału. O ile politycy i biznesmeni dostrzegą rezerwy na Wschodzie.
- Co Pan myśli o koncepcji utworzenia środkowoeuropejskiego koncernu naftowego?
- To trick medialny, reklamowy. Taki koncern nie miałby złóż, nie byłby pionowo zintegrowany. Tymczasem ostatnie transakcje w sektorze naftowym pokazały, że uwaga koncernów skupia się na zwiększaniu zasobów surowca.
- Orlen nadal mówi o swojej roli w koncernie środkowoeuropejskim. Szanse Orlenu miałyby być większe właśnie po konsolidacji z Gdańskiem.
- Owszem, istnieje opinia, że po konsolidacji PKN Orlen z Gdańskiem spadnie cena dystrybucji, ale przecież nikt nie tworzy monopolu, żeby obniżać ceny. Dodam, że skoro Polska wchodzi do Unii, która zwalcza monopole, także na polskim rynku nie powinno być warunków do ich budowania.
- Czy współpraca Lukoila i Rotch już całkiem należy do przeszłości?
- Odpowiem tak: nie mamy konfliktu z Rotchem.
- Jaka jest Pana opinia o projekcie Odessa-Brody-Gdańsk?
- Lukoil nie dostrzega na razie opłacalności tego projektu. Teraz mówi się raczej o ropociągu Brody-Odessa. Koncerny z udziałem kapitału rosyjskiego rozmawiają z rządem ukraińskim o uruchomieniu ropociągu rewersyjnego Brody-Odessa dla rosyjskiej ropy. Aby poszerzyć europejski korytarz transportowy - do portu w Odessie i dalej przez Bosfor.
- Mówiliśmy o Gdańsku, ale nie o tym, jak pan ocenia koncepcję "poszerzonej" Grupy Lotos. Jeszcze rok temu prezes Rafinerii Gdańskiej mówił o grupie olejowej, dzisiaj mówi o strukturze pionowo zintegrowanej.
- Paweł Olechnowicz jest dobrym menedżerem.
- I mówi, że Grupa Lotos prawdopodobnie będzie szukała inwestora, ale nie teraz - później. To przecież uderza w wasze plany.
- Jeżeli nie teraz, to Gdańsk będzie później. O ile nam wiadomo, żaden z zachodnich koncernów naftowych nie mówi o chęci inwestowania w Gdańsku.
- Podobno można spodziewać się chęci inwestowania przez koncerny, które dotychczas skoncentrowały się na budowaniu u nas sieci detalicznej.
- Może, ale nie widać uzasadnienia biznesowego. I nie ma takich deklaracji.
Rozmawiała: Marcelina Gołębiewska





























































