Strefa euro zmaga się z kryzysem finansów publicznych. Kraje unii monetarnej nie wyciągnęły wniosków z greckiej lekcji z pierwszej połowy tego roku. Nie reformują należycie szybko swoich gospodarek i nie dążą do dostatecznego ograniczenia wydatków. W konsekwencji kolejne państwa unii monetarnej dotykają poważne problemy fiskalne.
W ostatnim czasie uwagę przykuwał kryzys finansowy w Irlandii. Budżet tego kraju znalazł się w opałach ze względu na olbrzymie środki przeznaczone na ratowanie sektora bankowego. Tamtejsi kredytodawcy mocno odczuli załamanie na rynku nieruchomości i nie byli w stanie udźwignąć ciężaru niespłacanych kredytów. W rezultacie otrzymali dofinansowanie z publicznych pieniędzy, co doprowadziło Irlandię na skraj bankructwa.
Ostatecznie Irlandia zwróciła się po pomoc do krajów Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wsparcie przeznaczone dla Zielonej Wyspy szacuje się na 85 mld euro. W tym tygodniu premier Brian Cowen przedstawił program naprawy finansów publicznych zakładający redukcję wydatków budżetowych o 10 mld euro oraz zwiększenie dochodów o 5 mld euro.
Po kryzysie w Irlandii uwaga inwestorów zwróciła się na Portugalię i Hiszpanie. W obu tych krajach rynek nieruchomości przeżywa poważne problemy, co uderzy w kondycję sektora bankowego.
Wczoraj agencja Bloomberg informowała o poważnych problemach hiszpańskich banków, które zamroziły znaczące kwoty w złych kredytach w sektorze nieruchomości. Banki będą wystawiać na sprzedaż przejęte nieruchomości, co przełoży się na spadek ich cen i dodatkowo zaszkodzi wartości aktywów w bilansach banków. W ten sposób hiszpańskich kredytodawców spotka taki sam los jak irlandzkich banków.
Podobny scenariusz na rynku nieruchomości obserwujemy w Portugalii. Atmosferę podgrzewają doniesienia Financial Times Deutschland, spekulującego o naciskach unijnych polityków na Portugalię, aby ta przyjęła pomoc w ramach EMS. Pozwoliłoby to na ustabilizowanie sytuacji na południu Europy, co mogłoby zabezpieczyć Hiszpanię przed załamaniem finansów publicznych.
Scenariusz zakładający bankructwo Hiszpanii spędza sen z powiek unijnym politykom. W 2009 roku deficyt budżetowy tego kraju przewyższał razem wzięte deficyty Grecji, Portugalii i Irlandii. Załamanie finansów madryckiego rządu byłby zbyt wielkim ciężarem dla UE i MFW. Na domiar złego podobny rozwój wypadków przewiduje się we Włoszech.
Wzrost napięcia na rynkach ilustrują spadające ceny obligacji krajów grupy PIIGS. Przeciętna rentowność obligacji dziesięcioletnich Portugalii, Hiszpanii, Grecji, Irlandii i Włoch sięgnęła wczoraj 7,52 proc.
W tej sytuacji marnie sprawuje się euro. Przed 9:30 wspólna waluta osłabiała się o ponad 0,4 proc. wobec dolara i kosztowała 1,3289 dolara. Traciła również około 0,2 proc. wobec funta brytyjskiego i jena.
W niepewnych czasach dużą popularnością cieszy się frank szwajcarski. Wspólna waluta traciła do franka ponad 0,3 proc. i kosztowała 1,3307 franka. Szwajcarska waluta umacniała się do złotego o ponad 1 proc. i kosztowała 3,0047 złotego.
P.L.






























































