Środowisko przedsiębiorców negatywnie ocenia propozycje podatkowe dla biznesu przedstawione wczoraj przez premiera Donalda Tuska. Właściciele firm wskazują, że utrudnienia dostępu do ryczałtu i podwyższenie CIT przełożą się na znacznie wyższe koszty prowadzenia działalności. Obywatele zyskają, ale biznes dużo straci – oceniają przedsiębiorcy.


Wczoraj premier Donald Tusk ogłosił duże zmiany w systemie podatkowym. Część z nich dotyczy przedsiębiorców. Rząd zapowiedział m.in. podniesienie CIT-u z 19 do 22 proc. dla firm osiągających roczne przychody przekraczające 50 mln euro, czyli 200 mln zł.
Planowany jest także powrót do wcześniejszego limitu przychodów dla podatników ryczałtowych wynoszącego 250 tys. euro, czyli ok. 1 mln zł (obecnie limit przychodów na ryczałcie to 2 mln euro). Nastąpi również zwiększenie daniny solidarnościowej dla tych, którzy zarabiają ponad 1 mln zł rocznie – z 4 do 5 proc.
ReklamaZobacz także
Część firm z sektora MŚP straci na zmianach
Do rządowych propozycji odnieśli się eksperci Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Widzą oni w proponowanych zmianach zagrożenia dla licznej grupy przedsiębiorców, zarówno dużych, jak i mikro oraz małych.
– Ogłoszone zmiany oceniam jako niekorzystne przede wszystkim dla części sektora MŚP. Pod hasłem bardziej sprawiedliwego systemu podatkowego proponuje się radykalne ograniczenie dostępu do ryczałtu – poprzez obniżenie limitu przychodów z 2 mln euro do 250 tys. euro. Najbardziej odczują to mikrofirmy świadczące usługi profesjonalne, m.in. informatyczne, medyczne, inżynierskie czy doradcze. Utrata ryczałtu może oznaczać istotny wzrost obciążeń podatkowych, zmianę zasad naliczania składki zdrowotnej, a przy odpowiednio wysokich dochodach również objęcie daniną solidarnościową, której stawka ma wzrosnąć do 5 proc. – podkreśla Agnieszka Zamaro-Wiśniewska, biegły rewident w Zamaro Tax & Accounting, ekspertka Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
Utrudnienie dostępu do ryczałtu
Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że wyższy CIT przełoży się na wyższe koszty prowadzenia działalności i mniejszą konkurencyjność.

– Nasze nadzieje na upraszczanie systemu podatkowego i sprawieniu, że będzie on bardziej przejrzysty dla przedsiębiorców, powoli odpływają w niepamięć. Propozycja rządu wspiera klasę średnią, ale w sposób mniejszy niż się spodziewano, a jednocześnie jest problematyczna dla największych firm i dla sektora MŚP poprzez utrudnienie dostępu do rozliczenia ryczałtowego – uważa Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
Agnieszka Zamaro-Wiśniewska uważa, że na tle propozycji dla biznesu zmiany w skali PIT dotyczące progów i stawek mają mniejsze znaczenie.
– Podwyższenie progu 12 proc. do 130 tys. zł i wprowadzenie stawki 24 proc. do 150 tys. zł daje maksymalnie 3 600 zł oszczędności rocznie. Skorzystają głównie pracownicy i przedsiębiorcy rozliczający się według skali, przy czym maksymalna korzyść nie przekroczy 3 600 zł rocznie, niezależnie od dalszego wzrostu dochodu. Znacznie ważniejsze mogą być skutki zmiany ryczałtu dla zachowań przedsiębiorców. Część firm będzie musiała przejść na rozliczanie dochodu, co oznacza większe znaczenie prawidłowego ujmowania kosztów i wyższe koszty obsługi księgowej – mówi Agnieszka Zamaro-Wiśniewska.
Zamiast ułatwień - stwarzanie pozorów zmian
Paweł Skotnicki, ekspert gospodarczy i ubezpieczeniowy, przypomina, że społeczeństwo oczekiwało wyższego drugiego progu podatkowego i kwoty wolnej pod podatku. Dodaje, że oczekiwania biznesu też są precyzyjne: chodzi o to, aby nie dokładać zobowiązań, deregulować i obniżać podatki, stwarzając warunki do rozwoju.
– Czy zmiany ogłoszone w środę wychodzą naprzeciw oczekiwaniom społecznym i gospodarczym? W niewielkim stopniu. Rządzący wiedzą, że muszą coś zmienić, więc stwarzają pozory zmiany. Przedsiębiorcy najbardziej krytykują fakt, że rządzący nie pracują np. nad uszczelnieniem ściągalności podatków od wielkich koncernów płacących podatki za granicą, a sięgają do kieszeni rodzimych firm przez zwiększenie CIT – podkreśla Paweł Skotnicki.
Patrzenie tylko na przychody może być pułapką
Eksperci zwracają uwagę, że sektor MŚP odpowiada za niemal połowę polskiego PKB, dlatego regulacje wpływające na skłonność tych firm do rozwoju i inwestowania wymagają szczególnej ostrożności.
– Nie przekonuje mnie również argument, że ciężar zmian zostanie przeniesiony wyłącznie na największe przedsiębiorstwa. Próg 50 mln euro przychodów dla wyższej stawki CIT może objąć także firmy o wysokich obrotach, lecz relatywnie niskiej rentowności. Kryterium przychodowe nie jest tożsame z ekonomiczną ani regulacyjną definicją dużego przedsiębiorstwa – mówi Agnieszka Zamaro-Wiśniewska.
Hanna Mojsiuk dodaje, że ten argument pojawia się często w jej rozmowach z przedsiębiorcami.
– Firmy związane np. z transportem, gospodarką morską, przemysłem produkcyjnym czy budownictwem generują wysokie przychody, ale ich realny zysk uwarunkowany jest dynamicznymi warunkami rynkowymi przy jednoczesnej konieczności planowania inwestycji na przestrzeni lat. Dla nich te zmiany mogą być niekorzystne, a patrzenie tylko na przychody, a nie realny zysk, może być pułapką. Rozumiemy konieczność zmian, ale wymagają one analizy pod kątem efektów dla przedsiębiorców – konkluduje prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.






























































