Budowa w Europie portu kosmicznego do startów ciężkich rakiet wymagałaby ogromnych inwestycji – powiedział PAP dyrektor generalny Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) dr Josef Aschbacher. Dodał, że to odległa perspektywa.


Dr Aschbacher rozmawiał online z dziennikarzami przed Międzynarodowym Szczytem Kosmicznym, który w dniach 9-10 wrzesnia odbędzie się w Paryżu.
Zaznaczył, że hasło „Kosmos dla wszystkich” (to jeden z tematów, które będą poruszane podczas szczytu) nie jest pustym frazesem, bo w ciągu ostatnich kilku lat przestrzeń kosmiczna niemal stanęła przed Europą otworem. – Europa w 2024 r. doświadczyła kryzysu, bo nie dysponowaliśmy wtedy żadną rakietą nośną do umieszczania na orbicie naszych satelitów. Dzięki wysiłkom ESA, firm ArianeGroup i Arianespace oraz Francuskiej Agencji Kosmicznej CNES powstała rakieta Ariane 6. Było to niełatwe zadanie i ogromny wysiłek, ale udało się i 9 lipca 2024 r. Ariane 6 pomyślnie wystartowała. Dziś ma ona na koncie dziewięć udanych startów, do regularnej eksploatacji powróciła też rakieta Vega-C – opowiadał dyrektor generalny ESA.
Przyznał, że dumą napawa go udany start niemieckiej rakiety Spectrum (po pierwszej, nieudanej próbie w marcu ub. roku) w sobotę 6 lipca z kosmodromu Andoeya w Norwegii. Rakieta powstała w ramach konkursu ESA „European Launcher Challenge”. – W przygotowaniu są cztery projekty, które mają na celu opracowanie rakiet nośnych wielokrotnego użytku, a właśnie tego potrzebuje Europa – ocenił ekspert.
Poinformował, że agencja podpisała niedawno z niemieckim start-upem Isar Aerospace, producentem Spectrum, kontrakt na kwotę ok. 200 mln euro. Podobne umowy agencja zawarła też z hiszpańską firmą PLD Space i niemiecką Rocket Factory Augsburg, a w przygotowaniu jest kolejna – z francuskim przedsiębiorstwem MaiaSpace.

Dostęp Europy do kosmosu to już rzeczywistość
– Europa bezpiecznie wyszła więc z kryzysu związanego z rakietami nośnymi. Teraz nasz dostęp do przestrzeni kosmicznej to nie mrzonki, ale rzeczywistość. Dostęp do kosmosu ma charakter strategiczny – przekonywał dr Aschbacher.
Zapytany, jakie plany ESA ma po zakończeniu działania Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, dyrektor Aschbacher podkreślił, że agencja od dawna inwestuje w przyszłość. – Myślimy o wykorzystywaniu przyszłych, komercyjnych stacji kosmicznych, będziemy rozwijać możliwości załogowych lotów kosmicznych na niską orbitę okołoziemską (LEO). To właśnie tam rodzi się „gospodarka LEO”, która będzie wspierać prace w przemyśle farmaceutycznym, naukach o materiałach, medycynie, biologii i w wielu innych dziedzinach – podsumował dr Aschbacher.
W kolejnych etapach ESA chce uczestniczyć w kolonizacji Księżyca i mocniej zaznaczyć swoją obecność na Marsie. – Mamy w planach programy lądowników księżycowych Argonaut i telekomunikacyjny Moonlight. Rozwijamy Europejski Moduł Serwisowy, który zapewni załogowym kapsułom w ramach wspólnego z NASA programu Artemis napęd, system regulacji temperatury i zasilanie oraz powietrze i wodę we współpracy z NASA. A na Marsa wybieramy się pod koniec 2028 r. z misją Rosalind Franklin, której celem jest poszukiwanie życia i śladów dawnego życia – podał szef ESA.
Podkreślił, że agencja inwestuje przede wszystkim „w ramach europejskiego ekosystemu przemysłowego”, ale utrzymuje również relacje handlowe z podmiotami amerykańskimi. Na przykład z Amazonem, który wykupił 18 startów rakiety Ariane 6 dla swojej konstelacji satelitów programu Amazon Leo (dawniej Kuiper).
Zaznaczył, że obecnie ESA koncentruje się przede wszystkim na infrastrukturze krytycznej związanej z Ziemią – na obserwacje Ziemi, nawigację i telekomunikację przeznacza ok. 50 proc. swojego budżetu. Eksploracja przestrzeni kosmicznej stanowi około 10 proc. budżetu agencji (lub, jeśli doliczyć do tego wydatki na rakiety, ok. 20 proc.). Dla porównania podał, że połowę budżetu NASA stanowią wydatki na eksplorację.
Według dr. Aschbachera głównym europejskim portem kosmicznym dla rakiet o dużej nośności, takich jak Ariane 6 i Vega-C, pozostaje Gujańskie Centrum Kosmiczne (Gujana Francuska). – Platformy startów orbitalnych w Norwegii, Szwecji i innych europejskich lokalizacjach zapewniają niezbędną regionalną przepustowość dla mniejszych rakiet. Budowa infrastruktury do startów rakiet o dużej ładowności na kontynencie europejskim wymagałaby ogromnych, wieloletnich inwestycji. To więc wciąż odległa perspektywa – podsumował dyrektor Europejskiej Agencji Kosmicznej.
Anna Bugajska (PAP)
abu/ zan/


























































