Eryk Łon z RPP: może pojawić się potrzeba obniżki stóp procentowych

W czasie, gdy inwestorzy i ekonomiści zastanawiają się, kiedy Rada Polityki Pieniężnej zacznie podnosić stopy procentowe, jeden z jej członków głośno myśli o… obniżce rekordowo niskich stawek. Zdaniem Eryka Łona, może istnieć konieczność cięcia stóp nawet do poziomu 1 proc.

(fot. Filip Błażejowski / FORUM)

- W najbliższych miesiącach może pojawić się potrzeba obniżki stóp proc o 50 pb. – powiedział Łon w wywiadzie dla PAP.

Od marca 2015 r. referencyjna stopa procentowa w Polsce wynosi 1,5 proc. Jest to najniższy poziom w historii. Co więcej, jeszcze nigdy stopy procentowe nad Wisłą nie były utrzymywane na niezmienionym poziomie tak długo.

(Bankier.pl na podstawie NBP)

Rada obecnej kadencji, której skład personalny w większości się w ubiegłym roku, jeszcze ani razu nie głosowała nad wnioskiem o zmianę stóp procentowych.

Pięć argumentów za cięciem

"Być może w najbliższych kilku miesiącach pojawi się potrzeba złagodzenia polskiej polityki pieniężnej. Coraz bardziej intensywnie myślę o perspektywie obniżki stóp procentowych NBP o 50 pkt. bazowych. Nie będę ukrywał, że przekonuje mnie do tego kilka argumentów" - napisał w komentarzu przesłanym PAP Biznes Łon.

"Pragnę zdecydowanie podkreślić, że złagodzenie polskiej polityki pieniężnej, jeśli będzie konieczne powinno być dokonane w sposób bezwzględny, porównywalny do cięcia drzewa za pomocą dobrze naostrzonej siekiery. Nie należy się wahać przed użyciem owej siekiery" - dodał.

Członek RPP wśród argumentów za obniżką stóp procentowych wymienił umocnienie się polskiej waluty.

"Po pierwsze warto zauważyć, że z uwagi na silne umocnienie kursu złotego w okresie od połowy grudnia poprzedniego roku uwarunkowania monetarne w naszym kraju uległy zaostrzeniu" - napisał.

"Wychodzę bowiem z założenia, że charakter owych uwarunkowań związany jest nie tylko z poziomem stóp procentowych, lecz także z wahaniami kursu waluty krajowej. Osobiście bardzo dużą wagę przywiązuję do analizy granicznego kursu opłacalności eksportu zarówno w odniesieniu do kursu EUR/PLN, jak również USD/PLN. Ma to bardzo ważne znaczenie z punktu widzenia realizacji strategii proeksportowej w naszym kraju" - dodał.

Zdaniem Łona, obecny poziom stóp procentowych niewystarczająco wspiera inwestycje.

"Po drugie dynamika nakładów inwestycyjnych w naszym kraju wciąż jest jeszcze nieznaczna. Świadczą o tym opublikowane niedawno dane GUS o PKB oraz jego składowych za II kwartał 2017 roku. Relacja nakładów inwestycyjnych do PKB w Polsce na tle wielu innych krajów jest stosunkowo niska. Co więcej stosunek wspomnianych nakładów do PKB jest w naszym kraju stosunkowo niski na tle danych z poprzednich lat" - napisał.

"Tymczasem u źródeł sukcesu gospodarczego leżeć powinny przede wszystkim: inwestycje oraz eksport. Warto czynić wszystko, co możliwe, aby polityka pieniężna przyczyniała się do poprawy dynamiki nakładów inwestycyjnych oraz eksportu" - dodał.

Zwrócił również uwagę na to, że w najbliższym otoczeniu Polski niższe są zarówno stopy procentowe, jak i bezrobocie.

"Po trzecie warto zauważyć, że podstawowe stopy procentowe w Czechach (0,25 proc.) i na Węgrzech (0,90 proc.) są istotnie niższe niż w Polsce (1,5 proc.). Czeskie i węgierskie stopy procentowe są niższe niż polskie także w ujęciu realnym, czyli po skorygowaniu ich o inflację konsumpcyjną" - napisał.

Członek RPP jest zdania, że spadać mogą ceny surowców i może to zmniejszać presję inflacyjną w Polsce.

"Po czwarte, trzeba bardzo uważnie obserwować zachowanie cen surowców przemysłowych, w szczególności ropy naftowej oraz miedzi. Jest dość prawdopodobne moim zdaniem, że po silnych wzrostach ceny miedzi zaczną spadać. Ta sama tendencja może dotyczyć ropy naftowej. Powyższe wnioski wysuwam na podstawie przeprowadzonej przeze mnie analizy technicznej uwzględniającej także technikę świec japońskich w kontekście układu średnich ruchomych oraz wskaźników wyprzedania i wykupienia. Realna perspektywa zniżek cen ropy naftowej może zmniejszać presję inflacyjną w naszym kraju" - napisał.

"Analiza techniczna ma dla mnie wielkie znaczenie. Najwybitniejsi traderzy tacy jak np. Larry Wiliams oraz Ed Seykota stosowali z powodzeniem tę metodę inwestowania. Jestem zdecydowanie przekonany, że dobrze wykorzystywana analiza techniczna może być bardzo pomocna w prowadzeniu polityki pieniężnej. Analiza ta może być szczególnie przydatna przy prowadzeniu pewnych działań wyprzedzających w polskiej polityce pieniężnej" - dodał.

Zdaniem Łona, sytuacja budżetowa sprzyja decyzji o obniżce stóp procentowych.

"Po piąte, uważam, że sytuacja budżetowa Polski jest bardzo dobra, także z punktu widzenia rozważania decyzji o obniżeniu stóp procentowych. Krajowa polityka fiskalna ma bowiem charakter umiarkowanie konserwatywny. Deficyt budżetowy znajduje się pod kontrolą, co jest bardzo ważne w sytuacji realizacji bardzo ważnego i potrzebnego programu polityki prorodzinnej 500+" - napisał.

Powrót do interwencji NBP?

Łon zaznaczył, że w przyszłości uzasadniona mogłaby być interwencja na rynku walutowym, która miałaby na celu osłabienie kursu złotego.

"Należy podkreślić, że interwencje walutowe znajdują się w arsenale działań naszego banku centralnego. Warto z tego instrumentu korzystać. Dobrze pamiętam kwiecień 2010 roku, kiedy to za kadencji śp. Sławomira Skrzypka, prezesa NBP doszło do interwencji walutowej mającej na celu osłabienie kursu złotego. Było to moim zdaniem działanie słuszne, służyło polskiej gospodarce. Uważam, że należy przygotować się na różne warianty - także te trudniejsze" - napisał.

Łon uważa, że zasadne mogłoby być również poszerzenie przedziału odchyleń od celu inflacyjnego NBP.

"Warto o polskiej polityce pieniężnej myśleć w sposób otwarty, odważny, elastyczny. Przyznam, że zastanawiam się w tym kontekście poważnie nad pomysłem poszerzenia przedziału odchyleń od celu inflacyjnego. Obecnie w "Założeniach polityki pieniężnej" przyjmuje się, że NBP realizuje "średniookresowy cel inflacyjny na poziomie 2,5 proc. z symetrycznym przedziałem odchyleń o szerokości ±1 punkt procentowy”. Być może należałoby zastąpić ten zapis w przyszłości zapisem mówiącym o symetrycznym przedziale odchyleń "o szerokości ±2 punkty procentowe”" - napisał.

Jego zdaniem, w przyszłości NBP może być aktywniejszy na rynku akcji oraz obligacji korporacyjnych.

"Warto korzystać z doświadczeń krajów azjatyckich. Ostatni kryzys pokazał, że banki centralne podejmowały działania dość niestandardowe. Przejawiały one swoją aktywność na rynku obligacji korporacyjnych a także na rynku akcji. Nie wykluczam, że w przyszłości działania uważane dziś za niestandardowe mogą być uważane za całkiem standardowe. Warto się do tych czasów przygotować zarówno w zakresie wiedzy, jak i mentalnie" - napisał.

W ocenie członka RPP, państwowa własność w bankowości może pozytywnie oddziaływać na dynamikę gospodarki.

"Jednym z najważniejszych osiągnięć gospodarczych ostatnich dwudziestu kilku lat było odzyskanie w 2016 roku polskiej kontroli nad bankiem Pekao. Jest to nawiązanie do poprzedniego dużego sukcesu, jakim była repolonizacja Banku Ochrony Środowiska. Udało się utrzymać złotego jako walutę narodową. Giełda warszawska znajduje się nadal w polskich rękach. Na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy obserwowaliśmy silne zwyżki kursów akcji spółek Skarbu Państwa. Te przykłady wyraźnie pokazują, że to co polskie może być dobre, że kapitał ma narodowość, że warto wierzyć w polskie siły. Przykłady krajów Europy Zachodniej pokazują, że doświadczyły one dynamicznego wzrostu w okresie, gdy sektor bankowy znajdował się i znajduje się nadal u nich pod kontrolą kapitału rodzimego" - napisał.

"Należy przypomnieć, że w Nowej Zelandii utworzono niegdyś państwowy Kiwibank, którego celem jest wpływanie na poziom opłat i prowizji w systemie bankowym. Ten przykład pokazuje, że państwowa własność w bankowości ma swoje plusy. Uważam, że w pewnym sensie jesteśmy świadkami wydarzeń dziejowych. Oto na naszych oczach dokonuje się od kilku lat rewolucja w myśleniu o gospodarce w naszym kraju. Jest to prawdziwa rewolucja w myśleniu. O ile kiedyś uczono nas, że "kapitał nie ma narodowości" to teraz sytuacja się zmienia. Okazuje się, że "kapitał ma narodowość"" - dodał.

Gołębie i jastrzębie

Eryk Łon jest postrzegany jako jeden z największych „gołębi” (tzn. zwolenników łagodnej polityki monetarnej) w Radzie Polityki Pieniężnej. W ostatniej ankiecie przeprowadzonej przez PAP, więcej „gołębich” wskazań od ekonomistów otrzymał tylko Jerzy Żyżyński. Na drugim biegunie sytuują się trzej jastrzębie: Łukasz Hardt, Eugeniusz Gatnar i przede wszystkim Kamil Zubelewicz, który jako jedyny członek RPP otwarcie opowiada się za podwyżką stóp procentowych.

Opinia wygłoszona przez Eryka Łona póki co jest odosobniona i zapewne nie doczeka się realizacji. Warto jednak przypomnieć, ze ustalenia RPP podejmowane są większością głosów przy obecności co najmniej pięciu członków, w tym przewodniczącego, którego głos rozstrzyga w przypadku równej liczby głosów.

Na rosnące podziały w Radzie uwagę zwrócił sam jej przewodniczący, Adam Glapiński. Prezes NBP od kilku miesięcy podkreśla, że jego zdaniem stopy powinny pójść w górę dopiero od 2019 r., zaś w przyszłym roku rozpocznie się na ten temat dyskusja.

- Na początku nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że niektórzy są takimi "jastrzębiami" czy "gołębiami". Najmocniejsze jest być może centrum i zapewniam, ze gdy będzie potrzeba zmiany stóp – np. na początku 2019 r. – to nie będziemy się wahać. W połowie 2018 r. z pewnością odbędą się bardziej zdecydowane dyskusje, dojdzie też do głosowań – powiedział prezes NBP w czasie ostatniej konferencji prasowej.

- Podtrzymuję swoje zdanie, że jeżeli nic nie zdarzy się inaczej niż zapisano w naszych projekcjach, to do końca 2018 r. w kwestii stóp nic nie powinno się zmienić. Czy nie zostanę przegłosowany pod koniec 2018 r.? Tego nie wiem – dodał.

Z prezesem nie do końca zgadza się rynek - większość analityków jest zdania, że stopy procentowe w Polsce zostaną podwyższone w ostatnim kwartale 2018 r.

Kolejne decyzyjne posiedzenie RPP odbędzie się 3-4 października. 

MŻ/PAP

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 7 ktk

Panie Profesorze
Jak widać świece japońskie nieoczekiwanie dały odmienne sygnały niż te które widać było jeszcze w lipcu.
cyt. z Pańskiej strony:
10 lipca 2017

Stopy procentowe

Nie ma obecnie potrzeby dokonywania zmian stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego. To moje przekonanie wynika z korzystnej oceny sytuacji makroekonomicznej oraz wniosków, które wyciągam na podstawie analizy najnowszej projekcji inflacji oraz PKB. Odnotowujemy wysoki poziom nastojów konsumenckich, co np. dla mnie ma kluczowe znaczenie. Warto bowiem pamiętać o tym, że sama dynamika PKB nie jest celem samym w sobie. Ważniejsze jest to, aby obywatele byli zadowoleni, aby poziom nastrojów konsumenckich był wysoki. Z tego też powodu obecny poziom stóp procentowych stwarza realną szansę na dalszą poprawę sytuacji gospodarczej w naszym kraju. Niskie, także w ujęciu realnym, stopy procentowe powinny sprzyjać ożywieniu inwestycji.

To, że za pomocą analizy technicznej można próbować konkurować z rynkiem wcale nie oznacza, że ona działa w sensie ekonomicznym. Działa jako psychologia i algorytm wpisany w miliony automatów. Pan to zapewne bardzo dobrze wie, tylko nie wiem dlaczego próbuje Pan rzeczywistość ekonomiczną uzasadniać historycznymi zjawiskami stadnymi. Przecież to absurd. Przecież pan dobrze wie, że można jedną sesją zmienić cały wygląd techniczny w krótkim terminie a w kilkadziesiąt sesji zmienić cały obraz. Starsi i mądrzejsi wiedzą jak to robić i skutecznie z tego korzystają. Oni przecież kochają zmienność. Zlewarowane kilka procent w jeden dzień to zysk, który kiedyś wypracowywały pokolenia. Jak może kiedy puszczą do Bazylei to się oczy szybko otworzą.
Jeśli Ojczyzna potrzebuje obniżki stóp to trzeba tak powiedzieć i już, a nie zasłaniać się AT. Moim zdaniem to jest mało poważne.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
23 9 silvio_gesell

Przy takiej demografii jaką mamy w Polsce obniżki stóp nie muszą wcale stymulować inflacji, bo gdy rodzi się mało dzieci to popyt na kredyt i tak będzie malał, a równocześnie podaż oszczędności będzie rosła bo ludzie będą dostawać coraz więcej w spadku. W takich warunkach stopy mają bardzo niewielki wpływ na podaż pieniądza.

Tylko rozwarstwienie na nieruchomościach matrwi (drożeją w dobrych lokalizacjach, tanieją poza miastami), ale tu przydałoby się opodatkowanie wartości ziemi, a nie podnoszenie stóp - bo to drugie odziałowuje oprócz rynku mieszkań także na całą gospodarkę. W szczególności podniesienie stóp powoduje wyższe deficyty budżetowe, a przy takiej demografii należy raczej redukować zadłużenie.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 22 xyz83

Sam się opodatkuj.

! Odpowiedz
6 3 silvio_gesell odpowiada xyz83

http://www.magiel.waw.pl/2013/11/aktualnosci/polityka-i-gospodarka/podatek-dobry-na-wszystko/

! Odpowiedz
0 9 modulometer odpowiada silvio_gesell

Martwi to przede wszystkim niski poziom inwestycji i odpływ pracowników z rynku pracy. Ale to nie ma nic wspólnego z wysokoscią stóp akurat tylko obecną polityką. Jełsi chodzi o nieruchomosci to podatek niewiele tu zmieni - podrożeją jeszczekoszty najmu bo wszystko przerzuci się na najemcę ajak ktoś nie wynajmuje to sam zapłaci w podatku/czynszu spółdzielczym.
Generalnie to coś z nieruchomosciami rządy beda musiały zrobić bo mamy chorą sytuacje na rynku najmu. mamy najdroższy najem w Europie - i najbardziej mimo nienajniższych - podatków rentowny. nie ma innej drogi jak tylko rozpoczęcie nowych inwestycji. wszelkie formy opodatkowania podniosą tylko koszty użytkowania lokali przerzucane na najemców lub jak pisałem - właściciele sami zapłacą w czynszu.
natomiast pomysł opodatkowania aktywów na rynkach kapitałowych.. Przecież już są zyski opodatkowane. A już jak dołożysz podatek od lokat dodatkowy to masz pewne jak w banku że ceny niruchomosci wystrzelą w kosmos bo polak na czarną godzine nie kupuje złota tylko mieszkania - ot taki nawyk z PRL gdziePolak wbił sobie do głowy że na nieruchomosci nie można stracić..

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
9 3 silvio_gesell odpowiada modulometer

Tak, nie ma inwestycji bo środki idą w nieruchomości. Gdy spada populacja to realne stopy spadają, a zgodnie ze wzorem: cena ziemi = renta gruntowa / realna stopa procentowa, choć renta gruntowa maleje to cena ziemi rośnie do nieskończoności bo mianownik dąży do zera. Innymi słowy w dobrych lokalizacjach nawet pustostany i odłogi są bardziej rentowne niż inwestycje. Bez opodatkowania ziemi rynek się degeneruje przy spadającej populacji! Wystarczy popatrzeć co się stało na rynku nieruchomości na Ukrainie, która depopuluje się od lat 90, i do czego doprowadził tam brak inwestycji.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
14 41 nikt4

aż żal komentować.
może przed powołaniem do RPP kandydat powinien przechodzić jakieś testy medyczne?

A swoją drogą potwierdza się, że w RPP dzieli się na jastrzębie i głąby

! Odpowiedz
4 42 fakty

Pompujcie banieczkę, ceny nieruchomości rosną jak szalone, ludzie wycofują pieniądze z lokat. Mam tylko nadzieje, że kredytobiorcy podpisują w bankach oświadczenie, ze maja świadomość co się stanie jak inflacja wystrzeli a stopy procentowe skoczą do np. 5 %, bo nie mam zamiaru słuchać kwilenia jak z frankowcami : ja nie wiedziałem, że kurs waluty jest zmienny. Ja kupuje popcorn i czekam, kredytów nie mam, a w czasie kryzysu trafiają się najlepsze okazje :)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 13 modulometer

Jeśłi rosną to tylo w wybranych lokalizacjach i przede wszystkim nowe-deweloperskie. ja sprzedałem w marcu i ostatnio sprawdzałem ceny na tym osiedlu w szczecinie - bez zmian. takie samo mieszkanie w podobnym stanie mogę kupić nawet ciut taniej. Ceny nie rosną gwałtownie tylko dlatego że mamy rekordowa ilość pozwoleń na budowę i rozpoczętych inwestycji. W czechach, niemczech, USA, Kanadzie, UK, i wszystkich krajach w których tak majstrowano przy niskich stopach nieruchomosci są na bańce. Czemu? Bo wbrew zakleciom czarodziejów od niskich stóp kasa pozyczana na niski % nie jest inwestowana w rozwój przedsiębiorstw tylko od razu płynie na rynek kapitałowy i nieruchomosci. Czyli pożyczamy tanio i kupujemy akcje, obligacje, działki, biurowce, mieszkania itd.. Do tego carry trade czyli pożyczamy tanio i niesiemy walizeczkę do kraju gdzie stopy są wyższe, ale już jako depozyt oczywiscie niesiemy :-)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
11 5 po_co

Czekaj, a o czym ty pleciesz ?
Dlaczego aktualnie nie kupujesz skoro okazje są na każdym kroku, podobno taki z Ciebie ekspert a nie wiesz, że można zarabiać zarówno na wzrostach jak i spadkach ?

Własnie teraz jest bardzo dobry czas na to aby pomnażać swój majątek, w ostatnim roku można było co najmniej 4-krotnie zostać milionerem inwestując w nowoczesne kryptowaluty, złoto osiąga górne granice, miedź rosła, srebro stało się atrakcyjne.

Wiesz kto inwestuje w czasie kiedy wszystko leci na łeb na szyję ? Osoby które spokojnie siedzą na swoich jachtach i popijają szampana bo stać ich na to aby nie brać udziału w tradycyjnym życiu, szczerze wątpię że się do nich zaliczasz więc ewentualny kryzys dotknie Cię w dokładnie takim samym stopniu jak całą resztę społeczeństwa.

Wysokie ceny kredytów to nie tylko nieruchomości ale przede wszystkim konający przemysł, dziwi mnie że taki sprytny inwestor jak ty ogranicza swój światopogląd tylko do jednej gałęzi rynku.

Zdajesz sobie też sprawę o czym pisałem już wcześniej (w odpowiedzi na Twój lub równie idiotyczny komentarz jak Twój), że banki, komornicy oraz cała machina odzyskiwania długów będzie dążyła to minimalizacji strat ? Tym samym, jeżeli stopy pójdą nawet drastycznie w górę do 15 i więcej procent ale kredytobiorcy będą wykazywać chęć spłaty to nikt nie będzie uciekał się po instrumenty o których piszesz bo to zawsze generuje ogromne straty.

PS. Zresztą guzik wiesz o rynku bo aktualnie panuje trend na kupowanie mieszkań ze środków własnych (65%), a kredyty są w zdecydowanym odwrocie (35%).
PS2. Również na temat frankowców wiesz niewiele więcej niż usłyszałeś w TV, zdecydowana większość z nich nie miała problemów ze spłatą kredytów i nie o to chodziło w ich przypadku. Sprawa dotyczyła zapisów w umowach, swobodnych zasad w ustalaniu spreadów, niestosowania się do zapisów o ujemnym liborze, sztucznemu zawyżaniu zdolności kredytowej i udzielaniu kredytów na 110% LTV. Wiele z tych osób nie posiadała żadnej zdolności w PLN, a ich zdolność w CHF wynosiła często 7-8 krotność ich rocznych zarobków, banki tak manipulowały umowami aby nawet niewielka zmiana w kursie franka generowała wydłużenie okresu spłaty spowodowany nakładaniem kolejnych opłat (głównie spreadów), co więcej zmiana kursów w kontekście zmiany cen mieszkań powinna się rekompensować, a tak nie było. Po 10 latach spłaty, kurs wzrósł dwukrotnie, ceny mieszkań podobnie, a zadłużenie pozostawało na poziomie który przekraczał aktualną wartość nieruchomości - rozumiesz teraz problem czy nadal chcesz udawać, że jesteś najmądrzejszy na świecie ?
Po 10 latach spłacania kredytu osoby z kredytami we franku nie mogą swobodnie sprzedać mieszkania i zostać bez kredytu bo ich zadłużenie przekracza wartość nieruchomości. Przykładowo 10 lat temu mieszkanie 45 metrowe warte było 90 tys. zł, dzisiaj to samo mieszkanie warte jest ok 200 tys. zł, a kwota kredyty pozostała do spłaty przekracza tą wartość - to nie jest kwestia braku wiedzy, świadomości, tylko fatalnych często niezgodnych z prawem umów.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,1% X 2017
PKB rdr 4,7% III kw. 2017
Stopa bezrobocia 6,6% X 2017
Przeciętne wynagrodzenie 4 574,35 zł X 2017
Produkcja przemysłowa rdr 4,3% IX 2017

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl