Choć w funduszach akcyjnych trwa posucha, dla Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych (TFI) trwają złote czasy. Wszystko wskazuje na to, że pod względem zarówno zysków, jak i przychodów, rok 2017 będzie dla najlepszym od dekady.


Z najnowszych danych zaprezentowanych przez Komisję Nadzoru Finansowego wynika, że Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych na czysto zarobiły przez pierwsze trzy kwartały 502,3 mln zł. To nie tylko o 42,1 proc. więcej niż w porównywalny okresie 2016 roku, ale i o 3,8 mln zł więcej niż w całym 2016 roku.
Tak duży wzrost zysków rok do roku to przede wszystkim zasługa wyższych przychodów. Ich ogólna suma wzrosła o 22 proc., zaś te najważniejsze - z zarządzania funduszami inwestycyjnymi - o 23 proc. To, przy nieco niższej dynamice wzrostu kosztów (18 proc.), pozwoliło także poprawić rentowność. W trzech pierwszych kwartałach 2016 roku każda złotówka przychodów wygenerowanych przez TFI przekładała się średnio na 15,1 groszy zysku netto. Teraz jest to 17,6 groszy.
Źródeł wzrostu przychodów, w szczególności tych z zarządzania, należy szukać m.in. w rosnącej sumie aktywów znajdujących się pod zarządem TFI. Ta osiągnęła rekordowe 379,1 mld zł, podczas gdy przed rokiem było to 354 mld zł. Dla porównania w szczycie hossy w 2007 roku TFI zarządzały aktywami wartymi 142 mld zł. Później, w wyniku kryzysu, suma ta spadła do 81,5 mld zł w 2008 roku, by później rosnąć aż do dzisiejszych rozmiarów.
Sukcesy z roku 2007 poza zasięgiem
Odwołanie do 2007 rok nie jest przypadkowe. Trwająca wówczas już kilka lat hossa napędzała funduszom klientów. Swoje robiły także banki, które przedstawiały Polakom fundusze jako świetną inwestycje i na podparcie swoich teorii pokazywały klientom wykresy pędzącego w górę WIG-u. Wszystko to sprawiło, że 2007 rok dla TFI był rekordowy. Ich łączne przychody wyniosły 4,5 mld zł, zysk netto sięgnął 1 mld zł, a rentowność 22,6 proc. Było to jednak przysłowiowe "ubieranie na górce", później bowiem przyszła bessa i Polaków do funduszy mocno zraziła.

Teraz na poprawę tamtych osiągnięć fundusze nie mają raczej co liczyć, choć 2017 rok i tak się mocno wyróżnia. Po 2007 roku największe przychody TFI zanotowały w 2016 roku - wyniosły one 3,24 mld zł - to wynik, który w 2017 roku powinno się udać poprawić. Tym bardziej, że biorąc pod uwagę trzy pierwsze kwartały, przychody są obecnie wyższe niż w trzech pierwszych kwartałach 2016 roku o 22 proc.
Podobnie wygląda to na poziomie zysku netto. Po 2007 roku najlepszy wynik TFI osiągnęły w roku 2008. Udało im się wtedy wypracować 580 mln zł zysku. Obecnie udało się wykonać 86 proc. tego wyniku, a przecież funduszom został jeszcze cały kwartał. Warto dodać, że w ostatnich sześciu latach roczny wynik był wyższy od tego za trzy pierwsze kwartały średnio o 37,2 proc. Oznacza to, że - łopatologicznie licząc - w 2017 roku TFI powinny osiągnąć mniej więcej 690 mln zł zysku netto.
Wzrosty mimo niewykorzystanej hossy
Najlepszy wynik od dekady to kolejny dowód na to, że na rynku panuje świetna koniunktura. Patrząc jednak na specyfikę tej hossy, zyski TFI i tak robią wrażenie. Mimo wzrostów na giełdzie, do funduszy akcyjnych wcale nie ustawiają się kolejki. Poza dobrym początkiem roku, fundusze akcji w kolejnych miesiącach 2017 roku notowały bądź to odpływy, bądź to salda bliskie zeru.
Renesans przeżywają jednak fundusze w teorii bardziej bezpieczne: obligacyjne i przede wszystkim gotówkowe oraz pieniężne. To dzięki nim miesięczne statystyki o napływach do funduszy wyglądają fenomenalnie. Dla TFI to z jednej strony powód do radości, z drugiej jednak to na akcyjnych produktach mogłyby one generować większe marże. Inna sprawa, że zarządzającym funduszami akcyjnymi korzystanie z hossy idzie średnio. Patrząc na ostatnie dwanaście miesięcy wynik lepszy od WIG-u (+32,8 proc.) osiągnęły tylko trzy fundusze akcyjne (akcji polskich uniwersalne) z naszej bazy.































































