Jeśli Recep Erdogan wygra niedzielne wybory i wprowadzi w Turcji system prezydencki, to może doprowadzić do jednowładztwa - ocenia ekspert PISM Pinar Elman. Turcja po raz pierwszy wybiera prezydenta w wyborach powszechnych.
10 sierpnia Turcy po raz pierwszy wybiorą prezydenta w wyborach powszechnych - to efekt poprawki do konstytucji z 2007 r. Do tej pory prezydenta w Turcji wybierał parlament. Głównym kontrkandydatem urzędującego premiera, szefa partii rządzącej Recepa Erdogana, jest kandydujący z ramienia dwóch największych partii opozycyjnych były przewodniczący Organizacji Współpracy Islamskiej Ekmeleddin Ihsanoglu. Sondaże wskazują, że Erdogan może wygrać w pierwszej turze.
"Erdogan zapowiada, że po wygranych wyborach wprowadzi w Turcji system prezydencki. Z kolei Ihsanoglu obiecuje utrzymanie w Turcji demokracji parlamentarnej. Jeśli miałoby dojść do wprowadzenia systemu prezydenckiego, to turecka konstytucja w obecnym kształcie nie zawiera odpowiednich mechanizmów kontrolnych gwarantujących zachowanie równowagi politycznej. Oznacza to, że prezydent będzie miał bardzo szerokie uprawnienia, co może doprowadzić do jednowładztwa w Turcji" - ocenia ekspertka PISM Pinar Elman.
W rozmowie z PAP podkreśliła, że układ sił na tureckiej scenie politycznej zmienia fakt, że prezydent będzie wybrany bezpośrednio przez naród. "Pojawia się pytanie, czy nie będzie dochodzić do konfliktów pomiędzy głową państwa a szefem rządu, skoro obaj zostaną wybrani w wyborach powszechnych" - mówi Elman.

Tłumaczy, że chociaż turecka konstytucja szeroko definiuje uprawnienia prezydenta, to do tej pory odgrywał on raczej rolę symboliczną, wypełniał przede wszystkim obowiązki protokolarne. Uchwalona po wojskowym zamachu stanu w 1980 r. ustawa zasadnicza uprawnia głowę państwa m.in. do przewodniczenia posiedzeniom rządu, jednak prezydenci do tej pory nie korzystali w pełni ze swoich ustawowych uprawnień.
"Nie robił tego nawet Kenan Evren, który objął władzę w wyniku zamachu stanu. Prezydenci wybierani przez parlament nie mieli wystarczającej legitymacji ze strony społeczeństwa, oczekiwano od nich politycznej neutralności. Ale nowy, wybrany w wyborach bezpośrednich prezydent będzie miał silną pozycję polityczną" - zaznaczyła ekspertka.
"Trzeba jednocześnie pamiętać, że głowa państwa w Turcji ma szeroki immunitet. W rezultacie tylko od prezydenta zależy, czy będzie harmonijnie współpracować z szefem rządu. Jeśli się na to nie zdecyduje, czeka nas nieuchronny konflikt pomiędzy premierem, a wybranym w wyborach bezpośrednim prezydentem, który ma szerokie uprawnienia, ale nie ma jasno zdefiniowanych obowiązków" - dodała Pinar Elman. Jej zdaniem starcie dwóch silnych osobowości może skutkować destabilizacją polityczną, podczas gdy słaby premier może nie utrzymać w całości partii rządzącej.
Ekspertka ocenia, że Erdogan ma szanse wygrać wybory prezydenckie już w pierwszej turze. Jak mówiła, świeccy Turcy mogą nie utożsamiać się z opozycyjnym Ihsanoglu, który był przewodniczący Organizacji Współpracy Islamskiej.
"Pamiętajmy też, że po raz pierwszy w wyborach prezydenckich wezmą udział Turcy mieszkający poza granicami kraju, to około 5 mln wyborców, nie znamy ich preferencji politycznych. Jeśli dojdzie do drugiej tury, możliwe jest, że prokurdyjska Partia Pokoju i Demokracji poprze Erdogana, za cenę ustępstw z jego strony na rzecz mniejszości kurdyjskiej. Byłaby to bardzo ciekawa sytuacja - partia określająca się jako prodemokratyczna opowiedziałaby się za bardziej scentralizowanym, być może bardziej autorytarnym systemem władzy" - zaznaczyła Elman.
Wśród źródeł popularności Erdogana, który jest premierem Turcji od 11 lat (od marca 2003 r.), Elman wymienia zakrojone na szeroką skalę inwestycje w infrastrukturę - drogi, lotniska. Jak mówi ekspertka, Erdogan miał takie możliwości, bo Turcja była w ostatnich latach jedną z najszybciej rosnących gospodarek na świecie. Elman podkreśla, że kandydaturze Erdogana na prezydenta nie zaszkodziły znacząco nawet zarzuty korupcyjne pod adresem jego ekipy.
W wyniku afery korupcyjnej, która wybuchła w ostatnich miesiącach Erdogan zmuszony był przeprowadzić rekonstrukcję gabinetu, ale odpowiedział też na śledztwo wymianą kadr w wymiarze sprawiedliwości i policji. Usunął ze stanowisk około 2 tys. wyższej rangi funkcjonariuszy policji, wymienił prokuratorów, a czystki dotknęły nawet publiczne media i władze w nadzorze bankowym i telekomunikacyjnym.
Mimo to - mówi ekspertka - duża część Turków nadal popiera Erdogana. On sam sugeruje, że dochodzenie antykorupcyjne stanowi element podejmowanej przez wymiar sprawiedliwości próby faktycznego zamachu stanu.
"Erdogan ograniczył w Turcji m.in. prawo do zrzeszania się oraz wolność słowa, co oznacza odejście Turcji od tzw. kryteriów kopenhaskich dotyczących demokracji i poszanowania praw człowieka. Jednak dla wyborców priorytetem są korzyści ekonomiczne, możliwość spłaty własnych zobowiązań i stabilność wewnątrz kraju. Chociaż Turcja cieszy się wysokim wzrostem gospodarczym, nadal duże są tam nierówności społeczne, znaczna cześć populacji pracuje za płacę minimalną i jest zadłużona. Ci ludzie idąc do urn wyborczych będą kierować się przede wszystkim względami gospodarczymi, a mniejszą wagę przykładać do naruszenia swobód demokratycznych" - mówi Elman.
Ekspertka oceniła również, że przeciągające się negocjacje akcesyjne UE z Turcją spowodowały, iż Turcy czują się odrzuceni przez Europę. Jej zdaniem niechęć ze strony części europejskich przywódców spowodowała, że doszło do upolitycznienia procesu akcesyjnego.
"Zazwyczaj proces przystąpienia danego kraju do Unii Europejskiej jest kwestią techniczną - kraj kandydujący ma przyjąć dorobek prawny UE, unijne normy i przepisy. Turcja jest prawnie uznanym krajem kandydującym, mimo to Unia Europejska nie wypełnia swoich zobowiązań. Skutkuje to odwrotnym do zamierzonego efektem: Turcja czuje się odsunięta od Europy. Obywatele tureccy muszą nadal stać w kolejkach po unijne wizy, choć inne kraje kandydujące, m.in. kraje bałkańskie nie potrzebują wiz. To sprawia, że Turcy czują się odcięci od Europy, odrzuceni przez nią. (...) Zaledwie 3 proc. studentów tureckich uniwersytetów odwiedziło Unię Europejską" - powiedziała.
Turczynka Pinar Elman jest ekspertką Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, studiowała m.in. na Uniwersytecie Marmara w Stambule. Jej badania koncentrują się m.in. na relacjach Turcji z Unią Europejską.
Rozmawiała Marta Tumidalska (PAP)



























































