Dubaj chce Polaków. I wie, jak na nich zarobić

redaktor naczelna portalu Bankier.pl

Już jest jednym z najliczniej odwiedzanych przez turystów miast na świecie, ale chce więcej. Od niedawna Dubaj prowadzi w Polsce oficjalną kampanię mającą pomóc ściągnąć nowych odwiedzających. Musi najpierw przekonać, że to miejsce na każdą kieszeń - żeby później móc na nich zarobić.

Jeśli jest jeszcze ktoś, kto sądzi, że Dubaj to jedno z tych miejsc, które pną się w górę dzięki ropie naftowej, najwyższy czas wyjść z błędu. Co prawda odkryte w latach 60. złoża czarnego złota umożliwiły rozwój miasta położonego pośród piasków pustyni, obecnie jednak stanowią tylko marginalne źródło dochodów (mniej niż 5% PKB). Dubaj ma dzisiaj pieniądze z innych źródeł - zarabia na nieruchomościach, usługach finansowych i… turystach.

Oficjalna strategia miasta zakłada, że do 2020 roku będzie tu przyjeżdżać 20 mln obcokrajowców rocznie (to jest dwukrotnie więcej niż jeszcze w 2012 roku). Ma to być miasto pierwszego wyboru zarówno dla wypoczywających, jak i podróżujących biznesowo. I nic nie wskazuje, żeby plan szejka Mohammeda bin Rashida Al Maktouma miał się nie udać. W ubiegłym roku gościło tam blisko 15 mln odwiedzających. Dane za styczeń i luty, które podaje rządowa strona visitdubai.com, mówią już o 12-procentowym wzroście ruchu rdr. Polski Związek Organizatorów Turystyki raportuje, że biura podróży sprzedały w sezonie 2016/17 o 40% więcej wycieczek do Emiratów Arabskich niż poprzednio. Czego szukają turyści właśnie tam?

Dubai Downtown - pokaz multimedialej fontanny przy Burj Khalifa i Dubai Mall
Dubai Downtown - pokaz multimedialej fontanny przy Burj Khalifa i Dubai Mall (fot. Malwina Wrotniak-Chałada / Archiwum autora)

Niemożliwe nie jest możliwe

Dubaj to miasto mistrzowskiego PR-u, bez fałszywej skromności chwalące się światu swoimi osiągnięciami, w wielu przypadkach jeszcze na długo zanim się one zmaterializują. Nawet jeśli brutalna rzeczywistość, ot choćby światowy kryzys ekonomiczny, takie plany unicestwią (patrz np. niedokończona budowa The World - archipelagu 300 sztucznych wysp ułożonych w kształt mapy świata), na horyzoncie nadzwyczaj szybko pojawia się obietnica nowego rekordu, przykrywająca wstydliwe wspomnienie o niewykonanym planie.

Głównym wizjonerem i projektantem Dubaju w kształcie, jakie to miasto ma teraz, jest jego emir, premier i wiceprezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich Mohammed bin Rashid Al Maktoum. „Życie bez wyzwań jest nudne”, mawia Szejk Mo i w imię tej zasady dba, by w Dubaju niczego nie zabrakło zarówno jego mieszkańcom, jak i przyjeżdżającym tu turystom. O tym, że zwykle wysoko stawia poprzeczkę, przypominają jego słowa zawieszone na ścianie, którą mija każdy wjeżdżający na szczyt słynnego Burj Khalifa: „Słowa niemożliwe nie ma w słowniku liderów”.

(fot. Malwina Wrotniak-Chałada / Archiwum autora)

W ogłoszonym rok temu "Planie dla Dubaju" zawarto listę celów, jakie Szejk stawia przed miastem w najbliższej pięciolatce. Dubaj ma być preferowanym miejscem do życia, pracy i wizyt, miastem inteligentnym i zrównoważonym, a do tego kluczowym hubem na mapie światowej gospodarki. Ma dostarczać ludziom doświadczeń najwyższej jakości. Jednym z towarzyszących oficjalnej strategii kluczowych wskaźników efektywności jest liczba odwiedzających miasto turystów. Mariaż dwóch ostatnich zapisów daje pewność, że Dubaj nie przestanie zadziwiać, tak jak robił to do tej pory.

Po słońce i rekordy

Z opublikowanych rok temu przez Departament Turystyki, Marketingu i Handlu wyników badania satysfakcji turystów wynika, że najchętniej odwiedzaną przez nich częścią miasta jest Downtown Dubai, z największym na świecie centrum handlowym Dubai Mall, mieszczącym się w nim wielkim akwarium, z multimedialnymi pokazami fontann przed budynkiem i wysoką na ponad 800 metrów wieżą Burj Khalifa po sąsiedzku. Na wypadek gdyby to miało nie wystarczyć, Szejk systematycznie wydłuża listę powodów, dla których w jego mniemaniu powinno się tutaj przyjechać. Jeśli sam fakt wzniesienia miasta z drapaczami chmur na pustyni to za mało, do wyboru są jeszcze między innymi archipelag sztucznie usypanych wysp Palm Jumeirah z ekskluzywnymi apartamentami i hotelami; luksusowy Burj Al Arab – hotel w kształcie żagla, który zwykło się nazywać sześciogwiazdkowym czy Ski Dubai, otwierany jako najdłuższy kryty stok narciarski, zbudowany w centrum handlowym.

Zaskakiwać przyjeżdżających tu turystów ma też niecodzienne podejście do całkiem prozaicznych spraw - pozbawione maszynisty, całkowicie zautomatyzowane metro, klimatyzowane przystanki autobusowe, wielopasmowe autostrady, rekordowe zagęszczenie dźwigów (kilka lat temu co czwarty dźwig używany do budowy wieżowców miał stać w Dubaju), supernowoczesne samochody policyjne, najlepsze parki rozrywki. Im więcej z tego uda się zmieścić w ramy światowych rekordów, tym lepiej. A czego nie da się zapewnić na miejscu, powinno być tuż obok. W zasięgu przebywających w Dubaju jest kawa z 24-karatowym złotem czy możliwość przejazdu „w 2 sekundy do setki” w Abu Dhabi albo wycieczki off-roadowe zakończone kolacją wśród Beduinów na pustyni.

Klimatyzowany przystanek autobusowy w Dubaju
Klimatyzowany przystanek autobusowy w Dubaju (fot. Malwina Wrotniak-Chałada / Archiwum autora)

Obok osób podróżujących do Dubaju po niespotykane gdzie indziej doznania, jest też ta, która podróżuje głównie po pewne słońce. Dla turystów z wielu krajów, w tym z Polski, Dubaj zyskał na popularności w tym samym czasie, gdy tracił ją Egipt. Niedawny (tani) gwarant dobrej pogody, ciepłej wody i odrobiny egzotyki w sezonie jesienno-zimowym, za sprawą niestabilnej sytuacji wewnętrznej i zamachów terrorystycznych musiał zostać wykreślony z folderów wielu biur podróży. Tę lukę wypełniają m.in. Emiraty, coraz częściej oferowane przez touroperatorów nie tylko jako objazdowy kierunek dla aktywnych, ale też jako opcja wakacji na leżaku. Nie bez znaczenia jest przy tym renoma miasta bezpiecznego, gdzie bez obaw można spacerować po zmroku, a kradzieże czy rabunki należą do rzadkości.

Wszystko to mogłoby nadal nie wystarczać, gdyby nie coraz gęstsza siatka połączeń z Polski. Samoloty Emirates kursują z Lotniska Chopina do Dubaju codziennie. Od jesieni zeszłego roku do Dubaju można też polecieć z Katowic tanimi liniami Wizz Air. Oprócz tego pozostają czartery - okazje tym częstsze, im więcej biur włącza ZEA do obsługiwanych kierunków podróży.

"Nowy Egipt" dla Polaków?

Koncepcja Szejka sprawdza się i napędza miastu nowych odwiedzających. W 2015 roku przypadało ich średnio 5,7 na każdego rezydenta, co dawało – nie inaczej – najwyższy wynik na świecie. Za część ruchu do Dubaju odpowiedzialni są turyści z Polski, których liczba zwiększa się z roku na rok w tempie ok. 10-procentowym. – W 2015 roku było ich 50 tysięcy (turyści spędzający w Dubaju przynajmniej 1 noc), w roku 2016 - 55 tysięcy. W kolejnym okresie spodziewamy się podobnego tempa wzrostu – mówi Filip Gawryś, przedstawiciel Dubai Tourism Board w Polsce.

Ten sam kierunek zmian widać w biurach podróży. – Wzrost wyjazdów do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, których obowiązkowym punktem odwiedzin jest Dubaj, w całym 2016 roku w porównaniu do 2015 roku wyniósł 49 procent – mówi Radosław Damasiewicz, dyrektor marketingu i e-commerce Travelplanet.pl. – W tegoroczne ferie zimowe Emiraty znalazły się w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych kierunków (awans z 13. pozycji rok wcześniej) i były drugim z kolei (po Kubie) wyborem, jeśli chodzi o egzotykę – dodaje Damasiewicz.

Polska wersja strony internetowej visitdubai.com i polskojęzyczne wersje kont w mediach społecznościowych to część oficjalnych działań promocyjnych Dubaju w Polsce
Polska wersja strony internetowej visitdubai.com i polskojęzyczne wersje kont w mediach społecznościowych to część oficjalnych działań promocyjnych Dubaju w Polsce (visitdubai.com/pl)

Najwięcej turystów z Polski do Dubaju wysyłają TUI, Rainbow, Itaka i Best Reisen. Zaostrzona konkurencja pomiędzy największymi graczami z sezonu na sezon przekłada się na niższe ceny. Według danych Travelplanet, średni koszt rezerwacji na osobę wyniósł w całym 2016 roku 4200 zł, czyli nieco mniej niż rok wcześniej (4450 zł). Oferty wypoczynku w Dubaju cieszą się największym powodzeniem między jesienią a wiosną, od października do połowy kwietnia – wtedy też ceny wyjazdów są wyższe. Jeszcze w poprzednim sezonie za rezerwację płaciło się średnio 5200 zł. Branża chętnie podsuwa przykłady propozycji znacznie tańszych: za 7-dniowe wczasy ze śniadaniami w ciągu najbliższego kwartału można zapłacić nieco ponad 2000 zł.

To oferty, z jakimi coraz częściej Dubaj chce być utożsamiany. Żeby sięgnąć po wymarzone rekordy w liczbie odwiedzających, będzie musiał przekonać obcokrajowców, że może być dostępny także przy średnio zasobnej kieszeni. – Poza sezonem można tu znaleźć 2-osobowy pokój ze śniadaniem, w położonym w centrum 3-gwiazdkowym hotelu  odpowiadającym standardem europejskim czterem gwiazdkom, za 180 zł za 2 osoby. Większość atrakcji też nie jest przeraźliwie droga – przekonuje przedstawiciel Emiratu na Polskę.

Mistrzowie także w zarabianiu

Zdania na temat drożyzny w Dubaju są podzielone. Podróżnik Jacek Pałkiewicz w książce „Dubaj. Prawdziwe oblicze” przytacza anegdotę na temat cen noclegów w słynnym hotelu w kształcie żagla: „Na internetowym ocen hotelu znalazłem uwagę emerytowanego mecenasa z Krakowa, który postanowił zrobić prezent żonie. Sprzedał nieużywaną kawalerkę, zamierzając za nią spędzić w Żaglu tydzień. Niestety, pieniędzy wystarczyło tylko na sześć dni”. W puli najdroższych doświadczeń, jakie obiecuje Dubaj, są m.in. pobyty w Burj Khalifa czy hotelu Atlantis na krańcu sztucznie usypanej na wodzie palmy. To jednak ekstrema i żaden wyznacznik przeciętnego standardu pobytów w Emiratach. Z drugiej strony miasto udostępnia publiczne plaże i niektóre atrakcje bez dodatkowych opłat, na wiele innych przewiduje rabaty; obok nowoczesnej i luksusowej, ma też starszą i tańszą część miasta.

Ceny noclegów w luksusowych hotelach Dubaju

Nazwa hotelu

Cena min za dobę w 2-os. pokoju, 1-2.05.2017

Cena max za dobę w 2-os. pokoju, 1-2.05.2017

Burj Al Arab Jumeirah

 6975 AED

(7456 PLN**)

 46 500 AED

(49 708 PLN)

Armani Hotel Dubai (Burj Khalifa)

 1600 AED

(1710 PLN)

 2240 AED

(2394 PLN)

Atlantis The Palm*

 1545 AED

(1 654 PLN)

 65 000 AED

(69 580 PLN)

*wg booking.com, termin niedostępny na stronie internetowej hotelu

**wszystkie ceny przeliczono na PLN po kursie z dnia 30.03.2017 (przelicz po obecnym kursie)

Źródło: Bankier.pl - opracowanie własne, stan na 30.03.2017

Władze miasta wiedzą jednak, że turyści nie przylatują tutaj dla niskobudżetowych wakacji spędzanych w Deirze czy Bur Dubai, ale żeby zetknąć się z legendą (co w tym przypadku brzmi nad wyraz niewłaściwie) tego młodego miasta. A każde spotkanie z ikonami Dubaju to szansa na pozbawienie turystów dodatkowych dirhamów.

Pieniądze w Dubaju potrafią rozejść się niespodziewanie szybko albo po prostu niespodziewanie, szczególnie wtedy, gdy trzeba zapłacić za:

Nieplanowane dojazdy. Dłuższa, czerwona linia metra ma długość ponad 50 km i jest poprowadzona wzdłuż miasta, mając po prawej i lewej stronie najważniejsze atrakcje turystyczne. Brzmi jak rozwiązanie doskonałe, jednak w rzeczywistości nie załatwia kwestii przemieszczania się po Dubaju. Wiele obiektów turystycznych owszem leży na wysokości poszczególnych stacji, jednak:

(a) odległości ze stacji do punktu docelowego są duże (np. odcinek z hotelu-żagla Burj Al Arab do najbliższego przystanku metra FBG to w linii prostej prawie 3 km), co robi się dodatkowo kłopotliwe przy kilkudziesięciostopniowych temperaturach i wysokiej wilgotności powietrza,

(b) Dubaj nie jest miastem zaprojektowanym dla pieszych, w niektórych miejscach po prostu brak chodników, a do tego nie przestaje się rozbudowywać, stąd nie każdy odcinek da się pokonać pieszo (szczególnie gdy na drodze stanie 12-pasmowa autostrada).

Biegnąca przez miasto wielopasmomwa autostrada Sheikha Zayeda
Biegnąca przez miasto wielopasmomwa autostrada Sheikha Zayeda (fot. Malwina Wrotniak-Chałada / Archiwum autora)

W takim przypadku często niezbędna okazuje się taksówka. Mimo to, wielu turystów porusza się metrem z wygodnym systemem płatności zbliżonym do londyńskiej karty Oyster. Ale i tu uwaga – w przeciwieństwie do brytyjskiej stolicy, Dubaj nie przewiduje maksymalnej opłaty dziennej, po której można kursować metrem w nieograniczonej ilości. Tutaj górnych limitów brak, a każdy kolejny przejazd zabiera z karty NOL odpowiednią kwotę.

Jedzenie, picie i żucie gumy w metrze. W dubajskim metrze obowiązuje zakaz jedzenia, picia i żucia gumy, a każda z tych czynności jest karalna mandatem w wysokości 100 dirhamów (ok. 107 zł), o czym przypominają umieszczone wewnątrz naklejki. To nie koniec ograniczeń. Kosztowny może być także przejazd w niewłaściwym wagonie metra. Jeden z nich, skrajny, jest zawsze przeznaczony dla tzw. złotej klasy (posiadaczy droższych biletów na Gold Class), kolejne dwa – tylko dla kobiet i dzieci. Podróż na nieodpowiednim pokładzie odbywa się pod groźbą kary pieniężnej.

Alkohol. W Dubaju, podobnie jak i w całych Emiratach, występują ograniczenia w sprzedaży alkoholu. Trunki z jakimkolwiek procentem można nabyć tylko w specjalnych sklepach i to za okazaniem stosownej licencji (którą wyrabia się pod warunkiem zagwarantowania zarobków na określonym poziomie). Turystom pozostaje korzystanie z posiadających koncesję dyskotek, restauracji czy pubów w hotelach. Karty większości restauracji czy kawiarni kończą się „soft drinkami”, a pytanie o choćby piwo do obiadu rozbrajającym, odmownym śmiechem na twarzach kelnerów - pewnie wciąż niedowierzających, jak mocno taka rzeczywistość musi zadziwiać Europejczyków. Tam, gdzie towar deficytowy jest w karcie - jest drogi.

Wypoczynek na niektórych plażach. Kiedy po kilkudziesięciominutowym spacerze ze stacji metra do plaży, w pełnym słońcu, przy prawie 40 stopniach w powietrzu docierasz w końcu zmordowany nad wodę, marzysz tylko o jednym – żeby schować się w cieniu. Znając realia, serwis plażowy czeka na klientów na każdym kroku. Jakież będzie ich zaskoczenie, gdy rachunek za dwa łóżka i parasol sięgnie, jak w Dubai Marinie, ok. 200 złotych. Zaleta takiej stawki to szansa na nowe doświadczenia multikulturowe – w końcu nieczęsto można usłyszeć z ust Brytyjczyków, że coś jest „really expensive”. W Dubaju, obok plaż publicznych, można się natknąć również na wiele prywatnych terenów z dostępem do wody za opłatą.

Ulubioną żywność. Dubaj dba o to, żeby turystom nie brakowało niczego, stąd w supermarketach bez trudu znajdzie się asortyment z Europy czy Stanów. Są tu słodycze, owoce, warzywa, herbaty czy kawy z całego świata (niektóre sklepy już samą nazwą nie pozostawiają złudzeń, że u nich znajdzie się kawałek Zachodu). Importowane na potęgę, m.in. z racji niesprzyjających uprawom warunków klimatycznych produkty, które mają zaspokoić potrzeby turystów, siłą rzeczy nie należą do tanich.

Atrakcje. Oprócz darmowych (m.in. multimedialne fontanny przy centrum handlowym Dubai Mall, skansen w starszej części miasta) – te najgłośniejsze nie należą do tanich. Wjazd na 124. piętro Burj Khalifa w porze zachodu słońca to przy 2 osobach wydatek rzędu 400 zł. Całodzienna wizyta w Ferrari World w sąsiednim Abu Dhabi to w najtańszym wariancie koszt bliski 300 zł za osobę. Pływanie z delfinami w miasteczku wodnym na szczycie Palmy Jumeirah (na którą nota bene turyści dostaną się tylko płatną kolejką lub taksówką) to ok. 1000 zł, skok ze spadochronem nad Dubajem, żeby widzieć palmę z góry – ponad dwa razy więcej.

(fot. Malwina Wrotniak-Chałada / Archiwum autora)

Dubaj taniej

Cichą zaletą wzrostu liczby wydających dolary turystów jest jednoczesny przyrost wypróbowanych metod na zwiedzanie Dubaju taniej. Do planowania wyjazdu do Emiratów opłaca się przysiąść wcześniej – niektóre obiekty zalecają nawet zakup biletu internetowego z wyprzedzeniem ze względu na cenę niższą od wejściówki dostępnej na miejscu. W efekcie po rezerwacji z 14-dniowym wyprzedzeniem pływanie z delfinami w parku wodnym przy hotelu Atlantis kosztuje o 100 AED mniej.

Największą sztuką dla oszczędnych przy zakupach w Dubaju będzie nie ulec zbyt szybko tym, którzy proponują swoją cenę. Cierpliwość i upór w tym zakresie szczególnie opłaca się w starszej części Dubaju, na północ od Creek, gdzie można kupić niemal wszystko i niemal w każdej cenie. Finalna stawka za kaszmirowe szale, przyprawy czy nawet złotą biżuterię jest tu wypadkową wyobraźni i dobrej woli obydwu stron transakcji. Trzeba się jednak nastawić, że propozycji pojedynku na ceny będzie wiele – spacer po soukach to zderzenie z falą naganiaczy najlepszych w swoim fachu, którzy żadnemu przechodniowi nie przepuszczą szansy na „interes życia, Madame!”. Przystanie na pierwszą lepszą propozycję cenową zazwyczaj oznacza stratę, bo prawie pewne, że za analogiczny produkt gdzie indziej dało się zapłacić mniej, a nawet dużo mniej.

Starsza część miasta to dla turystów szansa na tańsze zakupy i jedzenie
Starsza część miasta to dla turystów szansa na tańsze zakupy i jedzenie (fot. Malwina Wrotniak-Chałada / Archiwum autora)

Drugą formą zaproszenia do negocjacji jest ukrycie cen. Przykładowo na Gold Souku ociekające złotem wystawy zachęcają co prawda do zrobienia zakupów, jednak dla ustalenia rozmiaru czekających nas wydatków konieczny jest kontakt z jednym z kilku czekających w blokach startowych sprzedawców. Z kalkulatorem w ręku przemnożą wagę ozdoby przez obowiązujący w danej chwili, widoczny na licznych elektronicznych wyświetlaczach kurs surowca, a widząc zniechęconą minę turysty, przystąpią do negocjacji mających zakończyć się dopięciem transakcji.

Wyświetlacz z aktualnym kursem złota na Gold Souk
Wyświetlacz z aktualnym kursem złota na Gold Souk (fot. Malwina Wrotniak-Chałada / Archiwum autora)

Starsza część miasta to okazja nie tylko na tańsze zakupy, ale i na tańszą strawę. Co prawda przy wysokich temperaturach i dużych odległościach do pokonania najwygodniej zjeść obiad w okolicy popularnych atrakcji, jednak za tę wygodę należy zwykle dopłacić. Znacznie taniej, a wcale nie mniej smacznie można zjeść w lokalizacjach oddalonych od dubajskich szlagierów – dzielnice nazywane „małymi Indiami” to zagłębie niekoniecznie spełniających europejskie standardy higieny, za to bardzo gościnnych barów i restauracji z pakistańską, hinduską czy perską kuchnią.

Przemieszczanie się między starszą a nową częścią miasta będzie najtańsze dzięki elektronicznej srebrnej karcie NOL upoważniającej do korzystania z komunikacji miejskiej, w tym metra. Dubaj mocno promuje też turystyczne, piętrowe autobusy Hop-on, Hop-off. Ich zaletą jest to, że mają przystanki bezpośrednio przy najważniejszych atrakcjach, wykluczają więc konieczność dojeżdżania taksówką do miejsc trudniej dostępnych dla pieszych czy regularnego transportu miejskiego. Nie są jednak najtańsze i zmuszają do skondensowania zwiedzania w dość krótkim czasie, co może nie być najlepszym rozwiązaniem podczas dłuższego pobytu. W tym wypadku znowu taniej dokonać zakupu przez internet. Przebywającym przeprawiającym się przez Creek zamiast poruszania się metrem lepiej polecić tańszą i ciekawszą alternatywę, czyli abry - łódki, za które płaci się symboliczną kwotę 1 AED.

Abry - tańszy (ok. 1 zł) sposób komunikacji w okolicach Creek
Abry - tańszy (ok. 1 zł) sposób komunikacji w okolicach Creek (fot. Malwina Wrotniak-Chałada / Archiwum autora)

Gdy mowa o wodzie - w Dubaju uda się też zastosować ekonomiczny wariant plażowania - obok wielu prywatnych i płatnych, są też plaże z bezpłatnym dostępem do wody; osobna sprawa to ceny wypożyczenia sprzętu.

Żeby osłodzić gorycz cen niektórych atrakcji, wymyślono katalogi z serii „Entertainer Dubai” z dziesiątkami zniżek obowiązujących w sklepach, restauracjach, parkach rozrywki itp. Kupon z magazynu uprawnia do nabycia za darmo jednego lub dwóch takich samych biletów, jakie kupujemy w kasie obiektu objętego promocją. Propozycja nabiera sensu zwłaszcza przy większych grupach.

Jest naj, ma być najszy

„Słowa pierwszy, najwyższy, najgłębszy, najdroższy, wystawny i ekstrawagancki powstały chyba z myślą o tym mieście” – kokietuje w przewodniku dla swoich pasażerów linia Emirates. Dubajowi nie można odmówić starań, żeby któryś z przymiotników z przedrostkiem „naj-” zawsze prowadził go na czołówki gazet. Plan na rok 2021 co prawda nie jest zapowiedzią nowych drapaczy chmur czy obiektów równie zaskakujących jak archipelag sztucznych wysp albo stok narciarski w mieście wzniesionym na pustyni, ale perspektywa Expo 2020 w tym miejscu każe spodziewać się kolejnych zaskoczeń.

Filip Gawryś z Dubai Tourism przypomina, że już zapowiedziano budowę The Tower – drapacza chmur przewyższającego obecnego rekordzistę Burj Khalifa. Miasto planuje też pobić swój własny rekord, budując najdłuższy sztuczny stok narciarski – w pełni kryty obiekt ma mieć 1200 m długości (obecny ma długość 400 m). W zmieszanym z piaskiem powietrzem miasta czuć też wyraźną nutę nowych technologii. Według zapowiedzi, do 2030 roku za 25% ruchu ulicznego w Dubaju mają odpowiadać samochody bezzałogowe. Elon Musk projektuje z kolei podciśnieniową kolejkę, która pozwoli w 12 minut pokonać 120-kilometrowy odcinek z Dubaju do Abu Dhabi (Hyperloop - czytaj więcej).

Do oddania nowego środka transportu przed Wystawą światową nie zostało co prawda wiele czasu, ale tempo prac, tak jak wszystko inne, potrafi być tu najszybsze.

Malwina Wrotniak

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
2 0 debex

Jak w Dubaju. TYLKO około 20% informacji jest prawdziwa.
Nawet cena noclegu w Burj Al Arab zaczyna się od 3200 zł za nocleg ze śniadaniem. A w pakiecie pobytu 9 dniowego to ok. 2100 zł za dobę. W Dubaju właśnie dziś 31.12.2017 został zablokowany Skype. Jest to kraj dla ludzi którzy chcą pieniędzy i nie pytają się jakiej są czystości. Starsi pamiętają Bejrut z początku lat 70 tych. Też był stolicą finansową Bliskiego Wschodu. Symboliczne jest to że muzułmanie z Abu Dhabi kupili za 450 M $ obraz Jezusa namalowany przez da Vinci. Spytajcie się też co jest sprzedawanie 'oficjalnie' w supermarkecie 'Baracuda ' Cały bliskoeschdni tygiel i zakłamanie.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 11 ~All

Uwaga !!!
Artykuł sponsorowany, przez biura turystyczne.
Dobra oferta dla matki z córkami, najlepiej blondynkami (:

! Odpowiedz
2 11 ~WidzeSlysze

Mam znajomego Anglika ktory przez kilka lat byl managerem calkiem duzego supermarketu w Dubaju, pracowalo tam wielu Filipinczykow.
Pewnego dnia zadzwonil do niego jeden z jego pracownikow mowiac ze kolega bardzo zle sie czuje, jest chory i musi do szpitala.
Znajomy pojechal po pracownika, zawiozl do szpitala a tam powiedzieli ze mu nie pomoga...
Zadzwonil wiec do swojego szefa informujac co sie stalo(z jakby nie bylo tez jego pracownikiem) facet byl Arabem, bylo wolne w pracy, powiedzial ze nic nie moze zrobic i odlozyl telefon.
Filipinczyk zmarl.
Zanim trafil do swojego kraju i rodziny przelezal jeszcze osiem miesiecy w Dubaju w lodowce (za ciezka kase!)...
Znajomy powiedzial mi ze nie mogl sie z tego przez dlugi czas otrzasnac, wrocil w koncu do Anglii...
Takie jest tam podejscie do pracownikow z zewnatrz...
Stwierdzil, ze gdyby mi kiedys taki wyjazd wpadl do glowy powinienem sie trzy razy zastanowic.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 11 ~ABC

A dlaczego oni nie chcą Syryjczyków? Dlaczego oni nie chcą zarabiać na Syryjczykach?

! Odpowiedz
14 6 ~lewak

Jakim bezmózgowcem trzeba być aby tam jechać ?

! Odpowiedz
18 8 ~turysta

Do Dubaju jadą ludzie zakompleksioni, powiedzą pózniej; byłem tam, stać mnie na to. A to że spali pod mostem, jedli kanapki i pili brudną wodę to już inna strona medalu.

! Odpowiedz
9 15 ~anka

Nawet jesli wakacje bylyby za darmo to dziekuje ale Sa fajniejsze miejsca do zwiedzania!!! Co za glupota zwiedzac najwiekszy mall I podziwiac wiezowce!!!
A fontany Sa wszedzie.

! Odpowiedz
11 8 ~rtt

to miasto stoi na "ruchomych piaskach" finansowanie praktycznie z jednego źródła (turystyka) to niezbyt bezpieczny pomysł, nie życzę im tego ale wystarczy jeden mały zamach terrorystyczny, nawet bez ofiar i jest po klockach...., prawdziwe trwałe bogactwo to takie które wyrosło z pracy i siły odpowiednio uregulowanej gospodarki nie z bogactw naturalnych, turystów, czy usług finansowych, znam chyba tylko jeden taki kraj - to zimna, nieprzyjemna klimatycznie Szwecja

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
9 6 ~endi

czy ofertę pracy dla kata mają nadal aktualną ? bo jak tak to mym sobie trochę popracował , w końcu nie bez kozery mówi się praca uszlachetnia ...

! Odpowiedz
0 8 ~rttyuiop

zmartwię cię ale do tego fachu ludzi w Polsce szukać nie będą, zaraz za miedzą mają hordy fachowców z odpowiednim doświadczeniem

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne