Rząd Stanów Zjednoczonych zwiększy swoje wsparcie dla Fannie Mae oraz Freddie Mac, a w razie potrzeby skupi akcje tych notowanych na nowojorskiej giełdzie spółek. Ponadto obie firmy wspierające finansowanie rynku nieruchomości będą mogły pożyczać gotówkę bezpośrednio od Rezerwy Federalnej.
Reakcja analityków i rynku walutowego jest jednoznaczna – działania te odebrano jako sygnał, że Stany Zjednoczone nie dopuszczą do krachu finansowego i zrobią wszystko, aby podtrzymać obecny system. Jednak z drugiej strony nawet możliwości rządu USA oraz Rezerwy Federalnej kiedyś się wyczerpią, a poza tym trudno sobie wyobrazić upaństwowienia wszystkich zagrożonych bankructwem banków czy funduszy. W zapomnienie poszła też sobotnia informacja o plajcie jednego z kalifornijskich banków, który poniósł spore straty na kredytach typu subprime.
Mimo to umacniający się dolar oraz perspektywa odbicia giełdowych indeksów zmniejszyła zainteresowanie złotem jako inwestycją alternatywną. W efekcie o godzinie 14:00 kurs tego metalu zniżkuje o 0,3%, schodząc do poziomu 957$ za uncję. Za uncję srebra płacono 18,62$, a więc o 0,8% mniej niż w piątek.
Mocniejszy dolar wywołał też spadek cen ropy naftowej, co dla niektórych inwestorów oznacza spadek presji inflacyjnej, co z kolei zmniejsza popyt na złoto.
Ostatnie wydarzenia na rynku finansowym skłoniły do zakupu złotego kruszcu wielu inwestorów indywidualnych. Napływ tych środków do funduszy ETF sprawił, że największy z nich - SPDR Gold Shares – tylko w piątek kupił prawie 46 ton złota (czyli musiał wydać ok. 1,4 mld dolarów).
K.K.




























































