Jak pies do jeża. Tak w skrócie można opisać zapowiedzi Disneya odnośnie do weryfikacji współdzielenia kont na platformie. Bob Iger chciałby posurfować na fali netfliksowego zwycięstwa na tym polu, jednocześnie jednak obawia się odpływu subskrybentów, bo w końcu daleko mu do króla streamingu.


CEO Bob Iger ustawił koncern Myszki Miki na dwóch filarach: walki ze współdzieleniem haseł i sequele, które mają zapewnić opłacalność Disneyowi+. Szczególnie z tym pierwszy wiąże duże nadzieje, bowiem same zapowiedzi o wybraniu ścieżki Netflixa spowodowały, że od stycznia do marca tego roku platformie przybyło ponad 6 mln subskrybentów na całym świecie (z wyłączeniem Indii). Obecnie usług Disney+ korzysta ponad 117 mln gospodarstw domowych (a przynajmniej teoretycznie).
Te dane, choć optymistyczne, nie są w stanie poprawić nastroju inwestorów. Cena akcji Disneya spadła o ponad 8 proc. Być może dlatego platforma rozpocznie walkę ze współdzieleniem kont w części krajów już latem tego roku, a na całym świecie - we wrześniu.
Przeczytaj także
Disney zapowiedział także że kolejne sequele przyciągną fanów i do kin i do platformy. Koncern planuje kontynuację przygód Moany i emocji z "W głowie się nie mieści". Jak zaznaczył Bob Iger w BBC News, po okresie, w którym niektóre z nowych filmów poniosły porażkę (wystarczy wymienić "Indianę Jonesa i Artefakt Przeznaczenia", którego straty sięgnęły milionów dolarów; "Małą Syrenkę "z samymi włosami za 150 tys. dolarów, która zebrała kiepskie recenzje czy latynoska Śnieżka z siedmioma magicznymi istotami - zamiast krasnoludków - nie stojąca nawet przy wcześniejszej kreskówce), firma "robi krok w tył, aby oprzeć się na sequelach". By mieć na to środki, Disney postanowił ograniczyć filmy z uniwersum Marvela.
- Biorąc pod uwagę konkurencję na całym rynku filmowym, sequele mają oczywiście dużą wartość. Są znane i przez to są tańsze pod kątem marketingowym. To duży punkt zwrotny dla Disney'a i rynku transmisji strumieniowej pod warunkiem, że jakość i częstotliwość treści nie ulega pogorszeniu - wyjaśnia CEO.

Disney ma na siebie w końcu plan. Jaki? Myśli, że sprytny
Disney ma ostatnio pod górkę - film za filmem zaliczają finansową porażkę, inwestor - aktywista Nelsonem Peltzem regularnie grilluje kierownictwo, Elon Musk wytoczył przeciwko nim swoje działa za wycofanie z X swoich reklam, a liczba subskrybentów jest nie do pozazdroszczenia. Wtedy wyszedł Bob Iger cały na biało i zapowiedział rewolucję. Tylko czy to rzeczywiście może być coś, co zmieni tę równię pochyłą?
Imperium Myszki Miki obejmuje poza studiem filmowym i telewizyjnym stacje informacyjne i sportowe, parki tematyczne oraz linie wycieczkowe. Grupy inwestycyjne zarzucały niedawno firmie powolność reakcji. W ostatnim kwartale przychody z "tradycyjnej" działalności Disneya spadły aż o 8 proc. Iger ripostował, że Disney+ odnotował zysk operacyjny w wysokości 47 mln dolarów w pierwszych trzech miesiącach roku w porównaniu ze stratą w wysokości 587 mln dolarów w analogicznym okresie w 2023 roku. Uwzględniając ESPN+ i Hulu z takimi hitami jak nowa wersja "Szoguna" straty operacyjne firm zajmujących się streamingiem spadły w kwartale do 18 mln dolarów z 659 mln dolarów rok temu.
Z kolei przychody w dziale obejmującym m.in. parki tematyczne i linie wycieczkowe, wzrosły o 10 proc. Jednocześnie koncern spodziewa się osłabienia trendu po pocovidowym boomie, ale nie będzie on trwały.
Firma podała, że przychody wzrosły o około 1 proc. do 22,1 mld dolarów.
Opr. aw
***
Popkultura i pieniądze w Bankier.pl, czyli seria o finansach "ostatnich stron gazet". Fakty i plotki pod polewą z tajemnic Poliszynela. Zaglądamy do portfeli sławnych i bogatych, za kulisy głośnych tytułów, pod opakowania najgorętszych produktów. Jakie kwoty stoją za hitami HBO i Netfliksa? Jak Windsorowie monetyzują brytyjskość? Ile kosztuje nocleg w najbardziej nawiedzonym zamku? Czy warto inwestować w Lego? By odpowiedzieć na te i inne pytania, nie zawahamy się zajrzeć nawet na Reddita.





























































