Notowania brytyjskiej waluty ponownie zbliżyły się do 8-letniego szczytu z marca. Funt mocno drożeje od początku maja i śmiało mierzy w psychologiczny nad Wisłą poziom 6 zł.


We wtorek wieczorem za funta płacono już prawie 5,88 zł, czyli o ponad 10 groszy więcej niż dzień wcześniej. Przez ostatnie 8 lat brytyjska waluta droższa była tylko raz, przez kilka godzin 11 marca, gdy kurs funta sięgnął w porywach 5,90 zł.
W środę rano do tego 8-letniego rekordu brakowało tylko pięciu groszy. Tyle że jego zdobycie marcowego szczytu z marszu nie będzie łatwe. Katalizatorem zwyżki notowań funta było zwycięstwo wyborcze konserwatystów premiera Davida Camerona, którego rządy przy wsparciu drukarek Banku Anglii dały Wielkiej Brytanii wzrost gospodarczy silniejszy niż w strefie euro.
W rezultacie notowania pary euro-funt powróciły w rejon marcowego dołka (70,13 pensów za funt): w środę o 8:30 za jedno euro płacono już tylko 70,74 pensów, czyli prawie najmniej od 8 lat. A premier Cameron rozpoczyna objazd unijnych stolic, przyspieszając negocjacje w sprawie renegocjacji warunków brytyjskiego członkostwa w UE. Cameron dysponuje atomowy argumentem: w razie fiaska rozmów Brytyjczycy mogą opowiedzieć się za opuszczeniem Unii Europejskiej (tzw. Brexit) podczas zaplanowanego na 2016 lub 2017 rok referendum.
Europejska szarża brytyjskiego premiera raczej nie pomoże funtowi, a marcowy dołek na parze euro-funt może okazać się solidnym wsparciem. Powoli wyczerpuje się także potencjał korekty, w ramach której złoty osłabił się względem euro o ponad 4,5%.

Od majowych wyborów funt podrożał o 43 grosze (prawie 8% w zaledwie 14 sesji!), co pokazuje skalę „przegrzania” tego crossa. Dlatego też atak na 5,90 zł może być szczytem możliwości brytyjskiej waluty. Przynajmniej w horyzoncie najbliższych tygodni.
Krzysztof Kolany





























































