PIS chce, aby kierowcy mogli odliczyć wydatki poniesione na paliwo od podatku. Rozwiązanie jest tożsame z likwidowaną obecnie przez rząd ulgą na internet. Każdy kierowca mógłby odliczyć od dochodu ok. 750 zł rocznie. Dzięki temu zapłaciłby niższy podatek i miał szanse na wyższy zwrot.
Absurd potrójnego opodatkowania
Za 750 zł teoretycznie można kupić ok. 130 litrów benzyny, co umożliwi przejechanie ok. 1800 km. Przeciętny polski kierowca w ciągu roku przejeżdża ok. 13 tys. km. Oznacza to, że przy tych cenach, rocznie wydajemy na paliwo ok. 5,5 tys. zł. Teoretycznie ulga w tej wysokości rekompensowałaby część wydatków poniesionych na zakup paliwa. Z drugiej strony 750 zł ulgi od wydatków poniesionych na produkt, którego 50% ceny stanowi podatek, to czysty absurd.
Jednocześnie politycy partii opozycyjnej chcieliby, aby rząd obniżył akcyzę o 2 grosze za litr gazu i 5 groszy za litr benzyny. Teoretycznie dzięki temu cena za gaz spadłaby o ok. 2,5 grosza, a benzyny o 6,2 grosza. Niestety obydwie propozycje nie są wstanie obniżyć cen paliw do poziomu sprzed 2 lat, czyli czasów, kiedy paliwo było tańsze niż 5 zł za litr.
Na ceny paliwa składa się wiele czynników
Na wysokie ceny paliw składa się wiele czynników. Niestety ropę kupujemy za dolary, więc jeżeli złoty jest słaby, to płacimy więcej. Do tego dochodzi akcyza, której wysokość ustalana jest w Brukseli. Na koniec pozostaje VAT, który wynosi 23% ceny paliwa oraz marża stacji. Rządowi politycy przekonują, że nie da się zmienić ceny paliwa poprzez obniżenie akcyzy bez narażenie się na sankcje ze strony UE.
Sprawy nie polepsza sytuacja na Bliskim Wschodzie i coraz głośniejsze plotki o planach ataku na Iran. To wszystko sprawia, że analitycy zgodnie przewidują, że ceny paliwa będą raczej rosły, niż malały. Biorąc to pod uwagę, jakakolwiek propozycja obniżenia ceny paliwa jest lepsza niż oczekiwanie na decyzje z Brukseli i kursy na giełdzie w Londynie.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl



























































