Doniesienia o eskalacji konfliktu między Waszyngtonem a Pekinem zepchnęły indeks Shanghai Composite do najniższego poziomu zamknięcia od 2014 r.


W weekend "The Wall Street Journal" poinformował, że Donald Trump nie zamierza czekać na efekty planowanych na najbliższe dni rozmów między sekretarzem skarbu USA Stevenem Mnuchinem a wicepremierem Chin Liu He i zamierza ogłosić nałożenie dodatkowych ceł na 200 mld dol. importu z Państwa Środka dziś lub jutro.
Nieoficjalne wypowiedzi dygnitarzy zza Muru wskazują, że w efekcie do rozmów może w ogóle nie dojść. "Nie będziemy negocjować z pistoletem przystawionym do głowy" - cytuje chińskiego urzędnika "WSJ". Jastrzębie sygnały wysyła również "Global Times", dziennik znany z ostrych opinii: "Chiny nie będą się wyłącznie bronić" - pisze w opublikowanym wczoraj artykule.
Jak donosi "WSJ", Pekin może w obliczu eskalacji konfliktu sięgnąć po środki pozataryfowe i zablokować sprzedaż firmom amerykańskim niektórych komponentów do ich produktów. Byłoby to nie tylko potężne uderzenie w amerykański biznes, ale i decyzja, która mogłaby wywrócić do góry nogami całą gospodarkę światową, opartą na globalnych łańcuchach produkcji. Na razie Chińczycy oficjalnie zagrozili nałożeniem dodatkowych ceł na 60 mld dol. importu z USA, jednak w przeciwieństwie do poprzednich rund wymiany "uprzejmości" byłaby to odpowiedź słabsza (w ujęciu nominalnym, natomiast jako procent całkowitego importu z USA - analogiczna do amerykańskiej, obejmująca 40 proc. importu z tego kierunku) niż cios Waszyngtonu.
Negatywnie na doniesienia zareagowały chińskie giełdy. Indeks szerokiego rynku z Szanghaju spadł o 1,11 proc., kończąc poniedziałek na najniższym poziomie zamknięcia od listopada 2014 r.

Shenzhen Composite stracił 1,4 proc., a Chinext 1,57 proc. O ponad 1 proc. zniżkuje również Hang Seng z Hongkongu.
Chińskie giełdy znajdują się na równi pochyłej od końca stycznia. Obecnie znajdują się już o ponad 20 proc. poniżej wyznaczonych wówczas szczytów, czyli formalnie w Państwie Środka trwa bessa. Spadki nabrały rozpędu wraz z eskalacją wojny handlowej na linii USA-Chiny w połowie czerwca.
Obawy przed pogłębieniem konfliktu wciąż ciążą chińskim spółkom, a oddechu nie pozwalają nawet złapać ogłoszone przez władze poluzowanie polityki fiskalnej i monetarnej po okresie prób "oddłużania" przedsiębiorstw. Walka z niebezpiecznym lewarem jednak trwa, a Pekin kroczy po linie nad przepaścią, starając się balansować między pobudzaniem a uzdrawianiem gospodarki.
Maciej Kalwasiński






























































