Nagły zwrot w sprawie amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce to efekt chaosu decyzyjnego w administracji Donalda Trumpa – ocenił w rozmowie z PAP Jim Townsend, były wysoki rangą urzędnik Pentagonu ds. Europy i NATO. Jak zauważył, od decyzji o skierowaniu wojsk do Polski do jej realizacji mogą minąć miesiące.


Prezydent Donald Trump ogłosił w czwartek na portalu Truth Social, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski dodatkowych 5 tys. żołnierzy. Decyzję powiązał ze zwycięstwem w wyborach prezydenckich w Polsce Karola Nawrockiego, któremu Trump udzielił poparcia. Deklaracja padła zaledwie tydzień po tym, gdy Pentagon nagle i nieoczekiwanie wstrzymał planową rotację 2 Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej z 1 Dywizji Kawalerii z Fort Cavazos w Teksasie, która miała zastąpić inną jednostkę w Polsce.
Jak dotąd nie jest jednak jasne, co ogłoszenie Trumpa oznaczać będzie w praktyce: czy do Polski zostanie skierowana inna jednostka, np. z Niemiec, czy dojdzie do realizacji wstrzymanej - a według ostatniej wersji Pentagonu, „opóźnionej” - rotacji brygady, czy może jedno i drugie.
Jim Townsend, który przez osiem lat kierował w Pentagonie polityką wobec Europy i NATO za administracji Baracka Obamy, a obecnie jest ekspertem think tanku CNAS (Center for New American Security), powiedział PAP, że może to oznaczać przekierowanie jednej z brygad do Polski. Zastrzegł jednak, że nie ma pewności, czy chodzi o nowy kontyngent, czy o odwrócenie wcześniejszej decyzji o wstrzymaniu rotacji.
Townsend: Ogromne wyzwania logistyczne
Townsend zwrócił uwagę na ogromne wyzwania logistyczne związane z ewentualnym przeniesieniem brygady np. z Niemiec do Polski. - Kiedy przenosi się brygadę, to nie jest nic prostego. Trzeba znaleźć miejsce, w którym ta brygada rozlokuje się w Polsce. Jest mnóstwo logistyki i tego, co nazywamy „bed down” – bazowaniem - wyjaśnił. - W rezultacie, Trump może ogłosić decyzję, a brygada może nie pojawić się przez pół roku lub więcej – zaznaczył.

Mimo to ekspert ocenił, że jest to naprawienie błędu, który - jego zdaniem - był wynikiem chaosu decyzyjnego w administracji Trumpa. Townsend wyraził przekonanie, że pierwotna decyzja o wstrzymaniu rotacji nie miała żadnego uzasadnienia militarnego.
- Ktoś próbował przypodobać się Trumpowi i nadarzyła się okazja, żeby wycofać te dwie brygady rotacyjne. Bez konsultacji z kimkolwiek minister obrony kazał wojsku je wycofać i to wprowadziło kompletny zamęt – przyznał rozmówca PAP. - Jestem pewien, że (szef Pentagonu Pete - PAP) Hegseth poszedł do prezydenta i powiedział: „Niech pan zobaczy, jaki ze mnie dobry chłopiec, redukuję wojska, jak mi pan kazał”.
Podkreślił, że niemal na pewno nie była to decyzja rekomendowana przez wojskowych i dowódców US Army, bo nie miała ona sensu militarnego.
Townsend: Polska padła ofiarą działań, które nie były wymierzone w nią celowo
Zdaniem Townsenda minister ds. sił lądowych Dan Driscoll i pełniący obowiązki szefa sztabu armii gen. Christopher LaNeve, przesłuchiwani przez Kongres w sprawie wstrzymanej rotacji, zastosowali klasyczny unik – zasłonili się tym, że po prostu wykonywali rozkazy i nie tłumaczyli stojącymi za nimi powodów.
- To jest to, co wojsko robi, kiedy nie zna odpowiedzi – trzymają się ściśle tego, co wojsko powinno robić. To wymówka – nie muszą niczego tłumaczyć i po prostu mówią, że wykonują rozkazy – wyjaśnił były urzędnik Pentagonu.
Pytany o to, jaki wniosek powinno się wyciągnąć z całej sytuacji, Townsend odparł, że „wniosek jest taki, że w tej administracji prawa ręka nie wie, co robi lewa”. W jego ocenie Polska padła ofiarą działań, które nie były wymierzone w nią celowo.
- To raczej efekt tego, że niektórzy ludzie ścigali się, żeby zadowolić prezydenta. Nie wiedzieli, co robią i spowodowali wielki bałagan - ocenił.
Zdaniem Townsenda zamieszanie jest też skutkiem cięć kadrowych w administracji. - Kiedy redukujesz swoją służbę cywilną i personel do kości, (...) ludzie, którzy mają opracowywać szczegóły, nie pracują nad tym. I wtedy szefowie ogłaszają decyzje, szczegóły nie są dopracowane i wychodzi pomyłka – zaznaczył Townsend.
Pytany o to, czy szybkość i chaos, w jakim podejmowane są tak poważne decyzje, podważa wiarygodność USA jako sojusznika, rozmówca PAP przyznał, że „jest w tym coś z prawdy”. Dodał jednak, że umożliwiło to jednocześnie szybką naprawę sytuacji.
Ekspert zwrócił także uwagę na piątkowe spotkanie dyrektorów polityki ds. obronnej państw NATO w Brukseli, na którym – według agencji Reutera – Stany Zjednoczone zamierzają ogłosić redukcję swojego wkładu w tzw. NATO Force Model, czyli system sił szybkiego reagowania Sojuszu, przeznaczonych do użycia w sytuacji kryzysowej.
- To dość poważna sprawa - ocenił Townsend. - To siły wysokiej gotowości, których używamy do wzmocnienia Europy w kryzysie. Jeśli zabiorą tylko odrobinę, to jedno, ale jeśli zabiorą duży kawałek, to wielka sprawa – ostrzegł.
Podczas spotkania w Brukseli Stany Zjednoczone ma reprezentować Alex Velez-Green, kluczowy doradca podsekretarza obrony ds. politycznych Elbridge'a Colby'ego. Korekta NATO Force Model stała się jednym z priorytetów zespołu Colby'ego przed lipcowym szczytem przywódców krajów NATO w Turcji.
Wojsko będzie wojskiem rotacyjnym
Wiceszef MON Stanisław Wziątek powiedział, że zapowiedziane przez prezydenta Donalda Trumpa 5 tys. dodatkowych żołnierzy USA będzie „wojskiem rotacyjnym”. Sprawę komentował też szef MSWiA Marcin Kierwiński. Ogromny sukces wszystkich, którym leży na sercu bezpieczeństwo Ojczyzny - pisał.
- Stuprocentowe potwierdzenie będzie wtedy, kiedy ci żołnierze znajdą się na polskiej ziemi – odparł Wziątek. Powiedział natomiast, że „mówimy rzeczywiście o żołnierzach dodatkowych, czyli powyżej tej liczby, która dotychczas w Polsce przebywała”.
- Dotychczas, średnio zakładamy, że było to około dziesięciu tysięcy żołnierzy. To oczywiście zmieniało się w stosunku do prowadzonych działań i operacji przez Stany Zjednoczone – mówił wiceminister. Dodał, że w ostatnim okresie tych żołnierzy było „troszeczkę mniej” ze względu na to, że część z nich uczestniczyła w różnych działaniach na Bliskim Wschodzie.
- Natomiast średnim stanem jest ta wielkość dziesięciu tysięcy, więc mówimy tutaj o dodatkowej liczbie. I to oczywiście jest jedna ważna informacja, ale to wojsko będzie wojskiem rotacyjnym. Myślę, że nie dość doceniona jest druga informacja, że rozpoczynamy rozmowy o pobycie stałym żołnierzy amerykańskich w Polsce, o stworzeniu stałych baz – powiedział Wziątek.
Wiceszef MON był też pytany o słowa sekretarza generalnego NATO Marka Rutte, który pytany o sprawę dodatkowych żołnierzy USA w Polsce powiedział, że przyjął tę zapowiedź „z dużym zadowoleniem, bo to będzie wzmacniało odporność wschodniej flanki NATO”.
- Dokładnie właśnie o to chodzi – mówił Wziątek. Dodał jednak, że wolałby, aby ta informacja była jednak „wcześniej przygotowana, planowo przedstawiana, skonsultowana ze wszystkimi partnerami”. Wówczas – jak dodał - „nie byłoby takiego niepokoju”.
- Dla nas kończy się to bardzo szczęśliwie, chociaż mamy świadomość, że ten punkt ciężkości zainteresowania Stanów Zjednoczonych Europą już jest mniejszy – powiedział Wziątek. Ocenił, że interesy USA, zarówno te dotyczące bezpieczeństwa, jak i kwestii gospodarczych „będą koncentrowały się na Azji i Pacyfiku” i „bez wątpienia tam pan Donald Trump, prezydent Stanów Zjednoczonych, będzie robił wszystko, żeby pokazać swoją moc i możliwości oddziaływania”.
- Dla nas jest to informacja trochę, może nie tyle niepokojąca, ale musimy ją przyjąć ze zrozumieniem. Wiedząc, że wokół toczy się wojna na Ukrainie i ta wojna jest mimo wszystko nieprzewidywalna, to budzi nasze potrzeby dotyczące przygotowania europejskich zdolności – mówił Wziątek.
(PAP)


























































