Ceny ropy naftowej pozostają w pobliżu swoich historycznych szczytów, przekraczając niewyobrażalny jeszcze kilka miesięcy poziom stu dolarów za baryłkę. Motorem wzrostów był słabnący dolar, który względem euro zanotował najniższy kurs od czasu wprowadzenia europejskiej waluty w 1999 roku.
Wysokie notowania ropy podtrzymywane są również przez niepewność związaną z środowym szczytem OPEC. Inwestorzy obawiają się, że naftowy kartel zmniejszy wydobycie, co jeszcze bardziej ograniczy dostępność surowca. Jednakże analitycy uspokajają, że ewentualne obniżenie limitów wydobycia będzie niewielkie i będzie odzwierciedlać sezonowy spadek popytu na paliwa.
Niemniej jednak w poniedziałek o godzinie 9:20 ropa gatunku Light Crude drożała o 19 centów, osiągając cenę 102,03 dolarów za baryłkę. O tyle samo zwiększyły się notowania ropy Brent, której baryłka została wyceniona na 100,11 dolarów.
Tymczasem z gospodarki Stanów Zjednoczonych, która jest największym konsumentem ropy, nadchodzą kolejne recesyjne sygnały: sprzedaż domów osiągnęła najniższe poziomy od kilkunastu lat, nastroje konsumentów są najniższe od pięciu lat, a do tego przybywa bezrobotnych i rośnie inflacja. Informacje te, które w piątek wywołały spadki na Wall Street, nie potrafią jak na razie doprowadzić do powstrzymania wzrostów na rynku ropy.
W tym tygodniu spadku cen „czarnego złota“ spodziewa się 22 z 34 analityków ankietowanych przez agencję Bloomberga, a zaledwie sześciu oczekuje dalszych wzrostów. Tymczasem według danych amerykańskiej Commodity Futures Trading Commission liczba długich pozycji netto na NYMEXie wzrosła o 51% i osiągnęła liczbę 91.625 kontraktów.
K.K.


























































