

Białoruś coraz mocniej odczuwa skutki gwałtownego spadku kursu rosyjskiego rubla. Bank Narodowy Białorusi rekomendował bankom komercyjnym osłabienie miejscowego rubla o 10 procent.

Białoruskie media podają, że bank centralny rekomendował jednocześnie bankom, aby nie zasilały walutą kantorów, a jedynie sprzedawały euro czy dolary, które skupią od osób prywatnych. Dziś przed południem nie było handlu na białoruskiej giełdzie walutowej. Na razie nie wiadomo dlaczego.
W bankomatach w Mińsku wypłacających dotychczas obok białoruskich rubli również euro i dolary zaczyna brakować europejskiej i amerykańskiej waluty. Wczoraj prezydent Białorusi zapewnił, że władze zrobią wszystko, by utrzymać stabilność finansową państwa. Za stabilność na rynku walutowym odpowiada sektor bankowy na czele z Bankiem Narodowym i rząd. Wszystko pozostałe jest w rękach ludności - stwierdził Aleksander Łukaszenka. Dodał, że jeśli Białorusini chcą załamania kursu rubla, to - jak się wyraził - niech biegają po kantorach, ale nie powinni wtedy narzekać na władze i Bank Narodowy.
Dziś kurs rosyjskiej waluty lekko się umocnił. Około 8:00 za dolara płacono 59,6 rubla, a za euro 73,3 rubla.

To nieco mniej niż wczoraj wieczorem. Kurs rubla wzmocnił się wówczas przed zamknięciem giełdy. Nie wiadomo, czy to skutek wzrostu cen ropy na rynkach światowych, czy słów prezydenta Władimira Putina.
W trakcie dorocznej konferencji prasowej Putin oświadczył, że Bank Centralny i rząd we właściwy sposób walczą z kryzysem finansowym. Jego zdaniem, strategia, polegająca na ograniczaniu "masy rublowej" na rynku i nierozdawaniu rezerw walutowych, jest dobra.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Włodzimierz Pac/Mińsk/mcm/






























































