W nocy z piątku na sobotę wybuchły walki między żołnierzami z Armenii i Azerbejdżanu w pobliżu Górskiego Karabachu - ormiańskiej enklawy w Azerbejdżanie. Strony obwiniają się o złamanie kruchego rozejmu. Są informacje o kilkudziesięciu ofiarach.


[Aktualizacja - 03.04.2016, godz. 16:50]
Ministerstwo obrony Azerbejdżanu ogłosiło w niedzielę "jednostronny rozejm" w walkach, które wybuchły w nocy z piątku na sobotę w rejonie ormiańskiej enklawy Górski Karabach. Zginęło w nich co najmniej 30 żołnierzy azerbejdżańskich i armeńskich.
#Azerbaijan: media says this is territory gained back by Azeri army in #Karabakh. To be taken with big grain of salt pic.twitter.com/5Q4OsRxLSl
— Fabrice Deprez (@fabrice_deprez) 2 kwietnia 2016
"Azerbejdżan, przejawiając dobrą wolę, zdecydował jednostronnie o zaprzestaniu wrogich aktów" - głosi komunikat. Ostrzeżono w nim, że jeśli siły armeńskie nie "zaprzestaną prowokacji", Azerbejdżan "wyzwoli wszystkie terytoria okupowane przez Armenię".
Krótko po ogłoszeniu rozejmu rzecznik resortu obrony Górskiego Karabachu Dawid Babajan powiedział, że walki trwają także w niedzielę na południowy wschód i północny wschód od granicy spornego regionu.
Azerbejdżan poinformował także o "wzmacnianiu" strategicznych pozycji "wyzwolonych" w czasie walk w piątek i sobotę. Wcześniej ogłoszono, że azerbejdżańscy żołnierze odzyskali kilka strategicznych punktów enklawy, zabijając ponad 100 wojskowych po stronie wroga, ale armeńskie media zdementowały te doniesienia jako propagandę ze strony Baku.

W Górskim Karabachu wciąż słychać strzały. Według źródeł w Baku, w nocy z piątku na sobotę, to armeńska armia zaatakowała azerbejdżańskie wojska, stacjonujące w strefie buforowej. Z kolei Erywań obarcza Azerbejdżan winą za wznowienie konfliktu zbrojnego. Według rzecznika samozwańczego prezydenta Górskiego Karabachu Dawida Babajana, wbrew wcześniejszym zapewnieniom w regionie nie ucichły strzały. Z jego wpisu na Twitterze wynika, że w południowej części regionu trwają walki, w których Azerbejdżan ponosi znaczące straty.
Baku i Erywań obwiniają się wzajemnie o rozpoczęcie walk. Ministerstwo obrony Azerbejdżanu twierdzi, że atak rozpoczęła Armenia rzucając do walki artylerię, śmigłowce i czołgi. Natomiast armeński resort obrony przekonuje, że to Azerbejdżan ostrzelał wioski w Górskim Karabachu, używając artylerii i samolotów. Według różnych szacunków, do tej pory w walkach zginęło 18 armeńskich żołnierzy i 12 azerbejdżańskich, a także dwóch cywilów.
Agencja News.am twierdzi, że Erywań przerzucił w rejon konfliktu brygadę wojsk rakietowo-artyleryjskich, wyposażoną między innymi w systemy rakietowe "Toczka-U" i "Smiercz", a także lotnictwo.
Ban Ki Moon fordert #Armenien und #Aserbaidschan auf den Waffenstillstand zu respektieren. https://t.co/c5rN1vunf6
— ZDF heute (@ZDFheute) 3 kwietnia 2016
Ciężkie walki rozpoczęły się w nocy i trwały w sobotę. Źródła wojskowe Górskiego Karabachu poinformowały o strąceniu należącego do Azerbejdżanu śmigłowca i zadaniu "znacznych strat".
Azerbejdżan natychmiast zdementował te doniesienia; jak podano, azerskie siły jedynie odpowiedziały na atak strony armeńskiej. W sobotę po południu Baku przyznało jednak, że strącony został azerbejdżański śmigłowiec.
#US wants talks to settle #Nagorno-Karabakh https://t.co/FUH26rZBH5 pic.twitter.com/AdwMLCwJ96
— RFE/RL (@RFERL) 2 kwietnia 2016
Ministerstwo obrony Armenii w komunikacie oświadczyło, że "wróg, wykorzystując czołgi, artylerię i lotnictwo, próbował przekroczyć linie obrony armii Górskiego Karabachu i zająć pozycje taktyczne". "Wróg został odparty" - podkreślił resort.
Z informacji podawanych przez strony konfliktu w sobotę wynikało, że zginęło ponad 20 żołnierzy - 12 po stronie Azerbejdżanu i "ponad 10" po stronie Armenii. Resort obrony Azerbejdżanu twierdzi, że ponad 100 armeńskich żołnierzy zostało zabitych lub rannych oraz że zniszczonych zostało sześć armeńskich czołgów i 15 stanowisk artyleryjskich.
Rzecznik władz Górskiego Karabachu powiedział, że w ostrzale rakietowym prowadzonym przez siły Azerbejdżanu zginął kilkunastoletni chłopiec, a dwoje innych dzieci zostało rannych.
Prezydent Rosji Władimir Putin zaapelował w sobotę do stron o natychmiastowe zaprzestanie walk i powściągliwość, aby uniknąć dalszych ofiar - przekazał rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Rosyjscy ministrowie spraw zagranicznych i obrony kontaktowali się ze swoimi odpowiednikami w Baku i Erywaniu.
WATCH Tanks are in Nagorno-#Karabakh region as the conflict escalates https://t.co/ce2uqnFXQp #KarabakhNow pic.twitter.com/R95NgogBFH
— Sputnik (@SputnikInt) 2 kwietnia 2016
USA ostro potępiły najnowszą eskalację przemocy w konflikcie o Górski Karabach. "Obie strony konfliktu muszą zachować powściągliwość i respektować rozejm z 1994 roku" - oświadczył w sobotę wieczorem czasu lokalnego szef amerykańskiej dyplomacji John Kerry.
Kerry podkreślił, że konflikt można rozwiązać jedynie przy stole rokowań.
Natychmiastowego przerwania walk zażądał od Azerbejdżanu i Armenii sekretarz generalny ONZ. "Obie strony muszą respektować zawieszenie broni i niezwłocznie podjąć działania w celu uspokojenia sytuacji" - oświadczył w sobotę Ban Ki Mun.
Konflikt zbrojny o Górski Karabach wybuchł w 1988 roku, u schyłku ZSRR. Starcia przerodziły się w wojnę między już niepodległymi Armenią a Azerbejdżanem. Wojna pochłonęła 30 tys. ofiar śmiertelnych, były setki tysięcy uchodźców. W 1994 roku podpisano zawieszenie broni. Nieuznawana przez świat, związana z Armenią enklawa formalnie wciąż pozostaje częścią Azerbejdżanu.
Azerbejdżan często grozi przejęciem kontroli nad Górskim Karabachem siłą i inwestuje znaczne środki w umacnianie swej armii. Z kolei Armenia, sprzymierzona z Rosją, ostrzega, że nie pozostanie bierna, jeśli Górski Karabach zostanie zaatakowany.
Pracujący przez kilka lat w biurze specjalnego pełnomocnika Unii Europejskiej do spraw sytuacji na Kaukazie Maciej Dachowski tłumaczył Polskiemu Radiu, że miejscowa ludność stworzyła namiastki instytucji demokratycznego państwa. "Wybierają w demokratycznych wyborach prezydenta i parlament, mają rząd z całym szeregiem ministerstw, ale do dziś nikt nie uznał tego państwa - przypomina Maciej Dachowski.
Erdogan: w konflikcie o Górski Karabach popieramy Azerbejdżan "do końca"
Turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan oświadczył w niedzielę, że Turcja popiera w pełni Azerbejdżan w konflikcie z Armenią o ormiańską enklawę Górski Karabach, w rejonie której wybuchły walki między wojskami azerbejdżańskimi i armeńskimi.
Są informacje o ponad 30 ofiarach starć, które rozgorzały w nocy z piątku na sobotę.
"Modlimy się, aby nasi bracia z Azerbejdżanu zatriumfowali przy najmniejszych możliwych stratach" - powiedział Erdogan, który przebywa z wizytą w USA. "Będziemy wspierać Azerbejdżan do końca" - dodał.
Turkey tries to play Azerbaijani card https://t.co/SuOOHDToeF
— Katehon (@katehonnews) 2 kwietnia 2016
#Azerbaijan #Turkey #NagornoKarabakh #conflict #War pic.twitter.com/lw0j418na2
Turcja jest głównym sojusznikiem władz w Baku. Pozostaje natomiast w sporze z Armenią na tle oceny masakry Ormian na terenie imperium osmańskiego. Ankara nie zgadza się na określanie jej jako ludobójstwa i uważa to za jeden z epizodów I wojny światowej, w której część ludności ormiańskiej popierała wojska rosyjskie.
Natura i skala tej zbrodni, określanej przez większość historyków jako pierwszy akt ludobójstwa w XX wieku, pozostaje niezmiennie tematem sporu. Szacuje się, że w kampanii, trwającej do końca pierwszej wojny światowej, życie straciło ok. 1-1,5 mln Ormian, a reszta ormiańskiej mniejszości (ok. 3 mln) rozproszyła się po świecie. Według oficjalnej wersji tureckiej od 1915 roku dochodziło do masowych mordów na Ormianach, ale w większości nie były one zamierzone i były "ubocznym skutkiem" deportacji.
PAP/ az/ mal/ ksaj/ mag/ IAR/ Maciej Jastrzębski/ dabr




























































