Dow Jones przerwał passę bicia historycznych rekordów. Wtorkowa sesja pozostała nierozstrzygnięta. Inwestorzy nie przejęli się bardzo słabymi danymi z gospodarki. Za to z niepokojem wyczekiwali rozpoczętego właśnie posiedzenia władz Rezerwy Federalnej.


Po czterech z rzędu sesjach śrubowania rekordów wszech czasów średnia przemysłowa Dow Jonesa zakończyła wtorkową sesję pod kreską, tracąc jednak tylko 0,39%. S&P500 osunął się raptem o 0,16%, schodząc do 3 962,70 pkt. Minimalnie na plusie dzień zakończył Nasdaq, który urósł o 0,09%.
Był to dzień, w którym oczekiwania względem antycypowanego ożywienia ekonomicznego zderzyły się z twardymi danymi z gospodarki. Mocno rozczarowała lutowa sprzedaż detaliczna, która zmniejszyła się o 3% względem stycznia po wzroście aż o 7,6% mdm miesiąc wcześniej. Ekonomiści spodziewali się spadku sprzedaży tylko o 0,5% mdm. Z drugiej strony skalę rozczarowania łagodziła potężna rewizja danych za styczeń (z 5,3% na 7,6% mdm). Poza tym kiepskie wyniki zrzucano na karb srogiej zimy oraz chwilowej przerwy w dostawach rządowych stymulantów.
Ekonomiści i inwestorzy liczą, że już od marca do Amerykanów szerokim strumieniem popłyną kolejne „covidowe” zapomogi. Tym razem będzie to 1400 USD per capita (po 600 USD rozesłanych w jesienią i 1200 USD wiosną ubiegłego roku) oraz dodatkowe zasiłki dla bezrobotnych. To wszystko ma w dalszej części roku „rozruszać” największą gospodarkę świata i wykrzesać kilkuprocentowy wzrost PKB w całym 2021 roku. Ma to być najlepszy wynik od roku… (nomen omen) 1984.
Odnotujmy także, że wyraźnie zawiodła także produkcja przemysłowa, która w lutym zmniejszyła się o 2,2% względem stycznia (kiedy to wzrosła o 1,1% mdm). Także w tym przypadku słabość danych tłumaczono mroźną pogodą, która sparaliżowała teksański przemysł naftowo-energetyczny. W segmencie wydobywczym produkcja zmalała bowiem aż o 5,4% mdm, ale w sektorze użyteczności publicznej (czyli w energetyce, ciepłownictwie, gazociągach i wodociągach) zwiększyła się o 7,4% mdm.
Jednakże teraz dla inwestorów z Wall Street ważniejsze od danych z gospodarki są decyzje podejmowane w Waszyngtonie. A konkretnie w ramach rozpoczętego we wtorek dwudniowego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Posiadacze akcji mogą się obawiać, że część członków Komitetu opowie się za przyspieszeniem podwyżek stóp procentowych, które jeszcze w grudniu zapowiadano najwcześniej na rok 2024. Teraz jednak nasilająca się presja inflacyjna może skłonić niektórych decydentów do przyjęcia bardziej „jastrzębiej” postawy.
- To posiedzenie Fedu jest jednym z najważniejszych od dłuższego czasu. To pierwsze posiedzenie, jakie mamy po ostatnim wzroście inflacji i obaw inflacyjnych – wyjaśnił Tom Martin z Globalt Investments cytowany przez agencję Reuters.
Ewentualne zaostrzenie forward guidance byłoby czarnym scenariuszem zwłaszcza dla akcjonariuszy bardzo wysoko wycenianych „wzrostowych” spółek technologicznych. Ich astronomiczne wyceny możliwe są tylko w otoczeniu ultra-niskich stóp procentowych. Ewentualny wcześniejszy wzrost stopy dyskontowej w niektórych przypadkach mógłby obniżyć kapitalizację o dziesiątki a może nawet setki miliardów dolarów. Póki co rynek długu zachowuje się dość spokojnie – rentowność 10-letnich obligacji rządu USA podniosła się tylko kosmetycznie, pozostając na poziomie 1,61%. Czyli blisko najwyższych wartości od lutego 2020.
Krzysztof Kolany




























































