REKLAMA

Afganistan: trzeci emir talibów i pożegnanie z rozmowami

2016-05-25 12:39
publikacja
2016-05-25 12:39

Mułła Hajbatullah Ahundzadeh, jeden z najstarszych przywódców afgańskich talibów, szanowany z powodu swej pobożności i wiedzy, a nie wojskowych talentów, został wybrany na nowego, trzeciego już emira. Jest przeciwnikiem kontaktów z Kabulem.

Afganistan: trzeci emir talibów i pożegnanie z rozmowami / fot. Mohammad Ismail / FORUM

Wyboru dokonała jednogłośnie Rada Kierownicza (Rahbari Szura), która obradowała od niedzieli w pakistańskiej Kwecie, gdzie po ucieczce z Afganistanu jesienią 2001 r. talibowie założyli swoją uchodźczą stolicę. W przeciwieństwie do poprzedniej narady, która latem zeszłego roku wybierała następcę zmarłego założyciela ruchu, mułły Omara, obecna odbyła się bez rozgłosu, a najważniejsza decyzja była konsultowana z wieloma komendantami partyzanckimi z Afganistanu. Hajbatullah, w którego domu toczyły się obrady, okazał się ostatecznie jedynym kandydatem do stanowiska emira.

Jeden z najpoważniejszych pretendentów, mułła Mohammed Jagub, najstarszy syn mułły Omara, wycofał się z rywalizacji twierdząc, że nie przekroczywszy trzydziestki jest za młody i zbyt niedoświadczony, by przewodzić talibom.

Drugi z pretendentów, Siradżuddin Hakkani, cieszący się opinią sprzymierzonego z Al-Kaidą okrutnika i radykalnego przeciwnika wszelkich układów, również wycofał się, powołując się na sprawy osobiste. Siradżuddin, syn Dżalaluddina Hakkaniego, bohatera wojny z armią radziecką z lat 80., odziedziczył po ojcu najpotężniejszą po talibach partyzancką armię. Pozostaje w przymierzu z talibami, ale dopiero przed rokiem został włączony do ich najwyższych władz. Jego wybór na emira tylko jeszcze bardziej podzieliłby i tak skłóconych talibów. Wywodzącym się z afgańskiego południa talibom mogłoby się nie spodobać, że jako nowy emir, Siradżuddin reprezentowałby wschodnią Paktię. Talibowie, którzy od lat sami korzystają z pomocy Pakistanu, nieufnie odnoszą się jednocześnie do tych partyzanckich komendantów, którzy nie bronią resztek niezależności i pozostają jak Siradżuddin - w zbyt bliskich związkach z pakistańskim wywiadem wojskowym ISI.

Rahimullah Jusufzaj, pakistański dziennikarz, jeden z najlepszych znawców afgańskich talibów (jedyny, który spotykał się z mułłą Omarem) uważa, że o ile mułłę Mohammeda Jakuba, nie zważając nawet na jego wiek, zaakceptowaliby jako emira wszyscy talibowie, wybór Siradżuddina mógłby wywołać wśród partyzantów schizmy jeszcze głębsze niż te spowodowane śmiercią mułły Omara i sukcesją zabitego w zeszłym tygodniu przez Amerykanów jego następcy mułły Mansura. Według Rahimullaha wybór na emira mułły Hajbatullaha jest zachowaniem status quo. Wśród talibów nie dojdzie do nowych podziałów, a ci komendanci, którzy w zeszłym roku dokonali rozłamu, nie dadzą się namówić do zgody. Pod wodzą Hajbatullaha, podobnie jak pod rządami Mansura, a wcześniej Omara, talibowie nie zgodzą się na żadne rokowania z rządem z Kabulu.

O ile wyniesiony na stanowisko emira dzięki pakistańskiemu poparciu mułła Mansur w zeszłym roku dał się zmusić do spotkania z emisariuszami z Kabulu, Hajbatullah jest takich kontaktów zdecydowanym przeciwnikiem. W przeciwieństwie do Mansura, zajmującego się głównie kontrabandą narkotyków, ok. 60-letni tytułowany przez zwolenników maulaną (zaszczytny tytuł przywódcy religijnego) Hajbatullah szanowany jest wśród talibów za jego pobożność i teologiczną wiedzę, a także jako jeden z założycieli ruchu i pierwszych towarzyszy mułły Omara. Szanował go także sam emir założyciel i wiele razy zasięgał jego rady w sprawach religijnych.

Hajbatullah pochodzi z Kandaharu, z pasztuńskiego plemienia Nurzajów. Jego ojciec był muzułmańskim duchownym, na mułłę wykształcił się także Hajbatullah. Nigdy nie był partyzantem. Lata 80., gdy na Afganistan najechali Rosjanie, spędził na wygnaniu w Pakistanie, gdzie wraz z ojcem założył kilkanaście przymeczetowych szkół, medres, dla afgańskich uchodźców. Wrócił do Afganistanu po wojnie, w latach 90. i zaraz przystał do talibów, którzy wystąpili przeciwko partyzanckim komendantom toczącym wojnę domową o władzę w Kabulu.

Hajbatullah doradzał talibom w sprawach religijnych i prawnych. Po inwazji Amerykanów jesienią 2001 r. znów uciekł do Pakistanu, gdzie został imamem i jednym z najważniejszych autorytetów religijnych i prawniczych talibów. Wchodził w skład ich władz, a wybrany w zeszłym roku na emira mułła Mansur wyznaczył go na swojego zastępcę i następcę.

Niezadowoleni z awansu Hajbatullaha mogą być jedynie ziomkowie jego poprzednika, mułły Mansura, z pasztuńskiego plemienia Iszakzajów. Pod jego rządami zdobyli wpływowe stanowiska we władzach talibów i niemal przejęli pod wyłączną kontrolę narkotykową kontrabandę.

Bardziej za szefa narkotykowego kartelu niż dżihadystę uważany był też sam mułła Mansur, a opinia ta, podobnie jak zażyłość z pakistańskim wywiadem, nie zyskiwała mu wśród talibów zwolenników, ani przyjaciół. Kto wie, czy właśnie nie interesy i intrygi, którym się oddawał doprowadziły do jego śmierci. Cytowany przez agencję AP b. szef dyplomacji talibów mułła Ghaus oraz zachodni dyplomaci twierdzą, że Mansur, zabity przez Amerykanów w Pakistanie podczas podróży z Iranu, utrzymywał w ostatnich miesiącach kontakty z Irańczykami, a za ich pośrednictwem także z Rosjanami, zabiegał o ich wsparcie, a w zamian obiecywał, że talibowie będą walczyć w Afganistanie z Państwem Islamskim.

Zdaniem znawców Afganistanu fakt, że Amerykanie zdecydowali się zgładzić emira afgańskich talibów na pakistańskim terytorium świadczy, że stracili nadzieję na to, iż talibowie podejmą rokowania z Kabulem, albo że zmusi ich do tego Pakistan, uchodzący za mecenasa talibów. Gdyby istniała choćby najmniejsza szansa na rozpoczęcie rozmów, nikt nie kazałby zabijać Mansura - powiedział pismu Foreign Policy Andrew Small z organizacji German Marshall Fund.

Zdaniem Rahimullaha Jusufzaja, Pakistanowi mogą przestać ufać także talibowie. Niektórzy ich przywódcy oskarżają Islamabad o zdradę i wystawienie Amerykanom ich emira na strzał. Po śmierci Mansura stracili dawną ufność, że póki nie narażą się Islamabadowi, w gościnnym Pakistanie włos im z głowy nie spadnie.

Wojciech Jagielski(PAP)

wjg/ az/

Źródło:PAP
Tematy
Otwórz Konto w aplikacji mobilnej GOmobile.

Otwórz Konto w aplikacji mobilnej GOmobile.

Advertisement

Komentarze (2)

dodaj komentarz
~Pesymista
Zaczynam się obawiać, czy sojusznikom "techniki wojskowej" wystarczy na kolejnych mułłów???

Powiązane: Wojna w Afganistanie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki