Bankowcy mieli ponad dekadę, żeby dopracować systemy bankowości internetowej. Na polskim rynku rewolucja online zaczęła się już 15 lat temu. Niestety ergonomia niektórych systemów nadal kuleje, a kontakt z e-bankowością nierzadko owocuje zgrzytaniem zębów.
Bank to nie sklep internetowy - najczęściej nie chcemy się po nim wałęsać bez celu. Wolimy szybko załatwić nie cierpiącą zwłoki sprawę i udać się w przyjemniejsze rejony sieci. Na drodze często staje jednak skomplikowana nawigacja, dziwaczne rozwiązania graficzne albo nieprzyjazne formy potwierdzania transakcji. Przedstawiamy subiektywny ranking najbardziej denerwujących funkcji w serwisach polskich banków. Zachęcamy do zgłaszania swoich kandydatur - żaden bank nie jest bez skazy.
5. Ciężki przypadek klikozy - T-Mobile Usługi Bankowe (d. Alior Sync)
Ile kliknięć może wymagać zlecenie przelewu? Nawet siedmiu, jeśli ma się rachunek w pierwszym z "banków 2.0", które pojawiły się na polskim rynku. Każdy z elementów zazwyczaj mieszczących się w jednym formularzu w dawnym Alior Sync umieszczono w osobnym tzw. "akordeonie" (czyli rozwijającej się zakładce). W kolejnych krokach wybieramy rachunek źródłowy, docelowy, wpisujemy tytuł przelewu, kwotę i datę wykonania. Na koniec jeszcze klikamy potwierdzając operację i podając jednorazowe hasło.


Po zmianie skórki wadę tę odziedziczył twór pod nazwą T-Mobile Usługi Bankowe. Tym razem jednak zakładki zmiękczają serce użytkownika nasyconym różem.
4. Odwrócona kolejność rachunków - Citi Handlowy
Załóżmy, że zlecamy przelew z rachunku oszczędnościowego na ROR. Spodziewamy się, że w pierwszej kolejności wskazujemy skąd mają wyjść pieniądze, a potem dokąd mają trafić. Niestety w banku Citi Handlowy powinniśmy zwrócić baczną uwagę na to, co robimy, ponieważ kolejność bywa odwrotna.

Co ciekawe, bank pozwala użytkownikowi wybrać domyślny "kierunek", ale nie działa on w aplikacji mobilnej, gdzie i tak jedyną opcją jest najpierw wskazanie rachunku docelowego, a potem źródłowego.
3. Osoba konta przedsiębiorca, czyli bankowa schizofrenia - m.in. mBank i Meritum Bank
Osoby prowadzące działalność gospodarczą nierzadko posiadają w tym samym banku swój ROR. Niektóre banki uparły się, żeby mocno rozdzielić role, w których występuje ten sam przecież klient. Przejście do firmowych finansów wymaga przełączenia "profilu", a produkty, z których korzystamy jako osoby fizyczne przestają być widoczne. Na tę funkcję zwracali uwagę klienci, którzy po raz pierwszy zetknęli się z nowym mBankiem. Ostry podział był krytykowany także dlatego, że w poprzedniej wersji systemu stan wszystkich rachunków wyświetlano na jednej stronie.
2. Reklamy na dzień dobry - m.in. Alior Bank
Z reklamami w różnym formacie spotykamy się w sieci bez przerwy. Nie spodziewamy się ich jednak tam, gdzie jesteśmy już "u siebie" - po zalogowaniu się do serwisu bankowego. Jednak niektóre instytucje eksperymentują z mniej lub bardziej inwazyjnymi formami przekazu właśnie w tym miejscu.

1. Zapamiętaj 9 losowych cyfr
Nasza pamięć musi pomieścić coraz więcej, a banki od lat nie ułatwiają nam zadania. Identyfikator klienta niezbędny do zalogowania w serwisie to najczęściej ciąg kilku cyfr przydzielanych nam odgórnie, bez możliwości wyboru. To doskonały przykład tego, że wygoda użytkownika nie jest wcale na pierwszym planie - ważniejsze są realia działania systemu informatycznego, w którym wszyscy jesteśmy tylko liczbą.
Na szczęście coraz więcej banków daje swoim klientom możliwość zdefiniowania własnego loginu, a relikt z czasów prehistorii e-bankowości powoli odchodzi w przeszłość.
Jakie najbardziej denerwujące rozwiązania spotkaliście w swoich bankach? Gdzie brakuje podstawowych funkcji lub interfejs utrudnia życie użytkownikowi? Zapraszamy do podzielenia się opiniami w komentarzach.





























































