Rolnicy unijni nie stracą na umowie z Mercosurem, pod warunkiem, że prawidłowo zostaną wdrożone i będą egzekwowane instrumenty ochronne takie jak np. kontyngenty taryfowe czy tzw. ceny wejścia - powiedział PAP prof. Stanisław Kowalczyk szef Zakładu Rynku i Bezpieczeństwa Żywnościowego SGH.


17 stycznia br. szefowa KE Ursula von der Leyen ma podpisała umowę handlową między Unią Europejską i blokiem państw Mercosur: Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem. Zakłada ona, że kraje unijne wprowadzą preferencje celne dla niektórych produktów rolnych, a w zamian rynki Mercosur otworzą się na towary przemysłowe i rolne UE. Reakcją na umowę są protesty rolników m.in. we Włoszech, Francji, w Irlandii i Polsce, którzy uważają, że UE zaleje tania, niespełniająca unijnych standardów bezpieczeństwa żywność, a rolnictwo unijne czeka upadek.
Rolnicy mogą na tym skorzystać
Z tak czarnym scenariuszem nie zgadza się ekspert ds. rolnictwa unijnego prof. Stanisław Kowalczyk. - W umowie są bowiem zapisy, które chronią rolnictwo wspólnotowe. Sęk w tym, że nie wiadomo jak unijne instrumenty ochronne, takie jak kontyngenty taryfowe czy możliwość wstrzymania importu w przypadku nadmiernego spadku cen, będą działać - powiedział.
Przypomniał, że umowa zakłada np. możliwość przywrócenia wyższych ceł, gdy ceny na rynku spadną już o pięć procent w stosunku do średniej trzyletniej. -
Problemem może być jednak dowiedzenie, że spadek cen jest efektem bezcłowego importu np. z Argentyny czy Urugwaju - wskazał profesor.
Podał, że obecnie cła z krajów Mercosuru wynoszą od 25 do ok. 30 proc.

Innym instrumentem chroniącym unijny rynek są kontyngenty taryfowe (ilościowe), które określają ile i jakich produktów rolnych w poszczególnych latach UE może przyjąć. Na liście tej jest ok. 20 grup towarowych, głównie tych wrażliwych, jak np. mięso drobiowe, wołowe czy produkty mleczne.
- W pierwszym roku obowiązywania umowy kraje Mercosur mogą sprzedać do UE tylko 30 tys. ton mięsa drobiowego. Jest to śladowa ilość, biorąc pod uwagę, że Polska produkuje rocznie ok. 3,5 mln a eksportuje 2 miliony ton tego mięsa i jego przetworów - wyjaśnił.
Zaznaczył też, że maksymalną ilość, czyli 180 tys. ton tego mięsa, będzie można sprowadzić dopiero w szóstym roku obowiązywania porozumienia. Z kolei jeśli chodzi o sery twarde, to pełny kontyngent będzie możliwy dopiero za 10 lat.
Kolejnym hamulcem, który UE może wcisnąć, w razie zawirowań na rynku żywności jest system cen wejścia na importowane warzywa i owoce. Oznacza, to że UE będzie miała możliwość wprowadzenia cen poniżej których np. pomidory, ogórki, jabłka, śliwki czy gruszki, nie mogą być importowane. - W sumie, jak się przeanalizuje zapisy umowy z Mercosurem to okazuje się, że te najbardziej newralgiczne produkty, czyli mięso wołowe i mięso drobiowe, nawet gdyby weszło w pełnych kontyngentach, czyli tych, które będą obowiązywały za 6 lat, to ich eksport będzie stanowił niespełna 1,5 proc. produkcji całej UE - wskazał.
Dodatkowe 45 mld euro dla rolników
Zauważył też, że biorąc pod uwagę dodatkowe 45 mld euro, dodatkowej pomocy dla rolników w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, może się okazać, że unijni producenci rolni mogą zyskać na umowie z Mercosurem.
Ekspert przyznał jednak, że rozumie strach rolników przed potęgą agrarną jakim jest dzisiaj Mercosur. Kraje te dysponują areałem rolnym o powierzchni ok. 380 mln hektarów, podczas gdy użytki rolne w UE wynoszą niespełna 160 mln hektarów. Dodatkowo tylko w Argentynie areał pastwisk można zwiększyć o mniej więcej 10 mln ha rocznie, jeśli będzie to się opłacało.
Drugą obawą, która spędza sen z powiek unijnych rolników, i która - według profesora - jest uzasadniona, są różne reżimy produkcyjne i środowiskowe. W Unii Europejskiej są one jednymi z najwyższych na świecie, natomiast w Ameryce Łacińskiej nie mają one większego znaczenia. Chodzi np. o ograniczenia dotyczące stosowania środków ochrony roślin, leków weterynaryjnych, czy obowiązku zazieleniania części użytków, by zachować umiar w wykorzystaniu środowiska. Wymogi, które muszą spełnić unijni rolnicy sprawiają, że koszty produkcji w UE są wyższe niż w Ameryce Południowej o ok. 30 proc.
Co prawda - jak zaznaczył rozmówca PAP - w umowie z Mercosurem jest zapisane, że w ramach wymiany handlowej obie strony muszą przestrzegać tzw. zasad sanitarnych i fitosanitarnych (The Sanitary and Phytosanitary Agreement the World Trade Organization), czyli zbioru norm i przepisów wprowadzonych przez Światową Organizacje Handlu, jednak brakuje doprecyzowania np. jak ma wyglądać kontrola importowanych towarów. Nie podano też, jak UE ma sprawdzać, czy np. owoce sprowadzane z Brazylii nie są uprawiane na polach powstałych po wycince lasów.
Profesor zwrócił uwagę, że w dokumencie programowym, który jest podstawą do opracowania agendy finansowej do 2034 roku oraz umowy z Mercosurem zapisano, że „Komisja Europejska będzie dążyć zgodnie z przepisami międzynarodowymi do większego dostosowania norm produkcji stosowanych do produktów przywożonych w szczególności w zakresie pestycydów i dobrostanów zwierząt”. - Jeżeli w tym zdaniu jest tak miękki zwrot jak „będzie dążyć do większego dostosowania”, to można mieć obawy w jakim stopniu Unia będzie sprawdzać czy argentyńskim krowom rzeźnym, które trafiły na befsztyki, zapewniono dobrostan - powiedział.
Unia musi zmniejszyć lukę technologiczną wobec USA i Chin
Ekonomista podkreślił, że rolnictwo jest tylko częścią porozumienia handlowego z Mercosurem, a umowa umożliwiająca zwiększenie eksportu elektroniki, maszyn, samochodów czy leków jest bardzo istotna dla gospodarki Unii Europejskiej jako całości.
– Unia, aby przetrwać musi zmniejszyć lukę technologiczną w stosunku do Stanów Zjednoczonych i Chin, podnieść konkurencyjność i ograniczyć zależność od wybranych rynków zbytu, czyli zwiększyć dywersyfikację eksportu - powiedział. Dodał, że umowa z Mercosurem daje jej taką możliwość.
Zwrócił uwagę, że do objęcia prezydentury w USA przez Donalda Trumpa, to Stany Zjednoczone były jednym z kluczowym parterów gospodarczych UE. Podkreślił, że po wojnie celnej, którą Unii i światu wypowiedział Trump, Europa musiała przestać traktować rynek amerykański jako poważnego partnera w rozmowach handlowych w dłuższym okresie.
- To głównie dlatego nastąpiło przyśpieszenie negocjacji i finalizacja umowy z Merosurem - uważa profesor.
Nie określił jednak, na ile podpisanie umowy przysłuży się unijnej gospodarce przekładając się np. na wzrost PKB.
Unii trudno będzie konkurować z Chinami
Ekspert nie ma jednak wątpliwości, że Unii trudno będzie konkurować z Chinami, które w ciągu 15 lat stały się głównym partnerem handlowym krajów Mercosuru. Wyliczył, że obroty handlowe pomiędzy blokiem Mercosur a Chinami wzrosły w ciągu 15 lat z 25 mld euro do 175 mld euro, podczas gdy z UE wynoszą one 110 mld zł (w 2010 zł tyło to 60 mld euro).
- Niestety, ale UE jest obecnie mocno w tyle, jeżeli chodzi o zaawansowanie technologiczne niektórych sektorów. W momencie kiedy Stany Zjednoczone i Chiny swój czas i pieniądze poświęcały np. na rozwój sztucznej inteligencji, to Unia Europejska w tym czasie zastanawiała się jak przytwierdzić nakrętkę do butelki plastikowej - wskazał Stanisław Kowalczyk.
Pytany o wpływ umowy na portfele konsumentów, stwierdził, że import tańszych produktów wcale nie musi oznaczać niższych cen w sklepach. Przypomniał, że dwa lata temu, gdy unijny rynek został zalany zbożem z Ukrainy, produkty zbożowe, takie jak chleb, mąka czy kasze, wcale nie potaniały. Wynikało to, z jednej strony, z wysokiej inflacji napędzanej cenami energii, ale też eksportem tego zboża z UE do krajów trzecich. - Trudno zatem przewidzieć jakie zjawiska będą dominować w światowej gospodarce w najbliższych latach i jak one wpłyną na ceny żywności - powiedział.
Zapytany, kiedy unijni konsumenci zobaczą efekty wejścia w życie umowy z Mercosurem, wskazał, że może to potrwać nawet kilka miesięcy, ponieważ Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj muszą takie porozumienie ratyfikować osobno.
Wartość handlu zagranicznego pomiędzy Unią Europejską a krajami Mercosur, wynosi obecnie około 110 miliardów euro. Z kolei jeśli chodzi o Polskę to wartość importu i eksportu liczona łącznie to ok. 4 mld euro zł.
Ewa Wesołowska (PAP)
ewes/ mick/ js/






























































